Transkrypcja odcinka

HP Neverstop: Robert Motyka

Autor: Jarosław Kuźniar
Biznes
[00:00:38]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Udało się już twojemu biznesowi przygotować na to, że to, co było na scenie, musi być w online?

[00:00:50]

R. MOTYKA: Kiedy się pojawiło na początku marca, myśmy byli przekonani, to tak z zaskoczenia wszystko się wydarzyło, że góra maj, czerwiec wszystko wróci do normy i będziemy pracować.

[00:01:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wakacje będą nasze.

[00:01:12]

R. MOTYKA: Tak, wakacje będą nasze i rzeczywiście częściowo może były nasze. Natomiast trzeba powiedzieć, że od marca do lipca absolutnie nie mieliśmy kontaktu z żywą publicznością, więc kiedy pojechaliśmy nad morze, mając nadzieję, że to jednak już się rozmroziło, że wtedy ruszymy pełną parą, mieliśmy przygotowany nowy materiał. Okazało się jednak, że tej publiczności jest mniej, że ludzie się trochę boją, że nie mają pieniędzy, że tak ostrożnie podchodzą do tego, żeby iść na wydarzenia artystyczne, nawet jeżeli bierzemy pod uwagę to, że jesteśmy w amfiteatrze, że to nie jest pomieszczenie, to nie jest dom kultury, teatr. Niby jest bezpieczniej, ale mimo wszystko było to dla nas duże zaskoczenie, że w amfiteatrze, w którym wcześniej gościliśmy np. około tysiąca osób, nagle jest dwieście. I było coraz gorzej.

[00:02:04]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale coraz gorzej znaczy coraz mniej ludzi?

[00:02:05]

R. MOTYKA: Coraz mniej ludzi.

[00:02:06]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tylko zobacz: z 1200 masz 800 osób, które paruje przez wiadomą sprawę. Ale jednocześnie każda z tych osób to jest ktoś, kto kupił bilet, czyli dostęp do was na scenie.

[00:02:18]

R. MOTYKA: Tak.

[00:02:19]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: No to jak odpada ci nagle 800 klientów, to boli.

[00:02:21]

R. MOTYKA: To boli. To boli, bo jeśli traktujemy to jako jednorazowe jakieś wydarzenie, czasami jest słabiej, są różne miejscowości, jeżeli mówimy np. o tej naszej trasie nadmorskiej. Ale jeśli się okazuje, że jesteśmy 2 tygodnie nad morzem i wszystkie występy wyglądają w ten sam sposób, a potem rozmawiamy z naszą publicznością i otrzymujemy sygnał, że jednak boją się, nie mają pieniędzy, nie wiedzą, jaka czeka ich przyszłość. Więc to nas bardzo mocno ostudziło. Ale biorąc pod uwagę to, że się spodziewaliśmy takich rzeczy, postanowiliśmy zrobić coś, co było dosyć trudne, dlatego że – po pierwsze – ta pandemia nas zaskoczyła. Po drugie, nie byliśmy absolutnie przygotowani. Mówię tutaj o zapleczu, np. gdybyśmy pracowali nie z żywą publicznością, ale byli youtuberami, wtedy byłoby nam łatwiej. Natomiast myśmy już dużo, dużo wcześniej zajęli się takimi rzeczami, które nam też bardzo mocno pomogły. Nie nagłaśnialiśmy tego, ale to jednak było dla nas bardzo ważne: ruszyliśmy w stronę akcji charytatywnych, pomagaliśmy dzieciom na onkologii. W pewnym momencie, kiedy nasza firma doszła do takiego momentu, że mogliśmy sobie powiedzieć: spełniliśmy swoje marzenia, chcieliśmy robić kabaret, chcieliśmy zarabiać pieniądze, chcielibyśmy być na szczycie, jakby nie nazwać, no to co dalej? No i wtedy przyszedł taki moment: zróbmy wreszcie coś dla innych. I rozpoczął się taki etap mocno charytatywny. Odwiedzaliśmy szpitale, odwiedzaliśmy dzieciaki na onkologii, robiliśmy duże akcje charytatywne dla dzieci z domów dziecka. I teraz ruszyła też nasza akcja z fundacją, której jestem współzałożycielem i pomysłodawcą. Notebook Challenge, czyli jak najbardziej w tym momencie, w którym jest zdalne nauczanie i dzieciaki mają z tym problem, nie chodzą do szkoły. Zbieramy fundusze na sprzęt komputerowy dla dzieciaków z domów dziecka.

[00:04:56]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tylko zobacz, Robert, ja rozumiem, że to jest rzeczywiście ten moment, w którym trzeba sobie pomagać. Nawet paradoksalnie, jak popatrzymy na te czasy: mamy czasy zdalne, trzymamy dystans, nawet my, siedząc przy tym stole w tym studiu, ale jednocześnie wydaje mi się, że one nas zbliżają. W takiej zupełnie innej, nawet już nie fizycznej przestrzeni. Tylko tak jak powiedziałeś, to jest firma. Ona musi żyć, więc jeżeli ona generuje tylko koszty, a nie jesteś w niej sam i nie masz innych źródeł przychodu, no to to jest moment, w którym... Stąd moje pytanie brzmiące: czy jesteście w kabarecie w stanie znaleźć inny sposób bycia z publicznością niż ten fizyczny na scenie?

[00:05:33]

R. MOTYKA: Myśmy sobie zadali takie pytanie w kwietniu, czy jesteśmy w stanie być z naszą publicznością inaczej niż w domu kultury, w teatrze, w filharmonii. Jest to bardzo trudne. Po pierwsze, specyfika tego zawodu wymaga jednak bardzo, nawet intymnego -powiedziałbym – kontaktu z widzem. My uwielbiamy grać w domach kultury, które są na 300, 400, 500 miejsc, kiedy mamy widza na wyciągnięcie ręki, kiedy gramy emocjami. Kiedy otrzymujemy tę emocję zwrotną i na tym to się wszystko opiera, więc tworzymy razem z naszą publicznością dobrą energię, która przez 2 godziny, wymieniając się, tworzy fantastyczny spektakl. I tego się zawsze trzymaliśmy. I to było naszą największą siłą. Natomiast w momencie, kiedy nie ma tej publiczności, kiedy nie ma możliwości, kiedy zadajemy sobie pytanie: i co teraz? No to oczywiście podejmujemy próby, tak jak większość zespołów kabaretowych, żeby robić to zdanie. Zrobiliśmy streaming, nagraliśmy, napisaliśmy od podstaw cały spektakl, który miał trochę inną temperaturę.

[00:06:38]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Skrojony na COVID.

[00:06:39]

R. MOTYKA: Skrojony na COVID, ale też miał inną temperaturę, bo trzeba go nagrywać bez udziału publiczności, więc nie mamy tej energii, która nas zwykle nakręca i spróbowaliśmy zrobić taki eksperyment i nie do końca jest to sukces, z którego możemy się cieszyć. Oczywiście jest takie światełko w tunelu, żeby iść w tę stronę. Na pewno nie można siedzieć i czekać, co się wydarzy, bo być może wrócimy dopiero na wiosnę do grania.

[00:07:07]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Może tak być. Tylko myślę sobie: niech ta nasza rozmowa też przyda się tym, którzy dzisiaj w biznesie muszą wyjść na scenę i nagle trochę muszą mieć te wasze umiejętności bycia w kontakcie z publicznością, mimo że w miejscu, w którym to robią, jest cisza. Rzucasz żart, nikt się nie śmieje - znaczy: po drugiej stronie ja wierzę, że oni śmieją, ale tutaj nie ma żadnego feedbacku. Jak to przeskoczyć?

[00:07:26]

R. MOTYKA: To jest dosyć trudne. Ja w drugiej połowie marca zrobiłem taki eksperyment i spróbowałem złapać kontakt z naszą publicznością przez taki Komisariat Towarzyski. To są takie rozmowy, które prowadzę na Instagramie z ludźmi, nazwijmy to, sukcesu. To są mistrzowie świata w różnych dziedzinach, to są aktorzy, to są biznesmeni, to są sportowcy. I, rzeczywiście, mając za sobą doświadczenie kilkunastoletnie w radiu, pomyślałem sobie, że to będzie bułka z masłem. Okazuje się, że jednak nie.

[00:08:11]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Inaczej te bułki zaczynają smakować.

[00:08:13]

R. MOTYKA: Tak, że rzeczywiście jest to dosyć trudne rzemiosło. Włączyć telefon, relację na żywo, mówić tak jak teraz, bez rozmówcy, teraz cały wachlarz różnych elementów, które powodują, że nie jest to prawda. Też oglądałem różne gwiazdy, też i telewizji, w jaki sposób one przystosowują się do tego, jak próbują. I okazało się, że większość popełnia błędy, większość poprawia sobie włosy ciągle.

[00:08:41]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Albo widziałem ten moment i to u aktora od Quentina Tarantino, kiedy: „No cześć, hejka, cieszę się, że jesteście, ale widzę, że na razie tylko 2 osoby, poczekam aż przyjdzie więcej”. Ale czy oni przyjdą? Ile czekać? Co z tymi 2, które już czekają na show.

[00:08:56]

R. MOTYKA: Też miałem taki dylemat. Czy włączając relację na żywo, od razu być z tymi 2, 3 osobami? Czy po prostu powiedzieć: „Cześć, czekamy aż będzie was więcej”. No to jest brak szacunku dla tych, którzy już są, prawda?

[00:09:12]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Dokładnie, ale pamiętam tamten moment, kiedy moi widzowie mówili tak: „W telewizji to co tam - miliony nie? Teraz to ile tych ludzi tam siedzi?” Teraz, zawsze moja odpowiedź była taka sama, że nie ma znaczenia, czy to są 2 miliony nieświadomych, czy to są 2 bardzo świadome, bo tak naprawdę od samego początku musisz się nimi zaopiekować. Dzisiaj wiele osób, słysząc wcześniej, że tak naprawdę ten online to jest nic innego tylko bycie ze społecznością, myśli sobie: „Aha, to o to chodziło”. To jest trudne, nie?

[00:09:37]

R. MOTYKA: To jest trudne. W przypadku naszej branży jest to bardzo trudne. Ja w zasadzie od 2004 roku ciągle jestem na scenie, ciągle jestem z widzem, nie mam żadnego problemu z tym, żeby nawiązać nawet z trudnym widzem jakiś dialog, relację.

[00:09:55]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Pokłócić się.

[00:09:56]

R. MOTYKA: Tak, to doświadczenie na przestrzeni lat też pokazuje, ile błędów gdzieś po drodze się popełniało w dialogu z widzem. Natomiast chcę powiedzieć absolutnie, że to jest duża lekcja pokory. Trzeba się tego nauczyć i nie jest to wcale takie proste. Moje pierwsze wywiady, jak zaprosiłem Michała Czarneckiego, mówię: „Zaproszę kogoś, kogo dobrze znam, mam z nim bardzo fajną relację”.

[00:10:23]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Będzie flow.

[00:10:24]

R. MOTYKA: Jest chemia. No i okazało się, że jednak po drugim pytaniu gdzieś się zagubiłem, bo byłem skoncentrowany na jakichś takich detalach właśnie, czy mam dobrze kapelusz. On odpowiedział mi na pytanie i już nie mogłem się złapać dalej. Ale myślę, że takie rzeczy są bardzo potrzebne, że też uczą pokory przede wszystkim. To też nauczyło mnie pokory, bo wydawało mi się, że już pozjadałem wszystkie rozumy i że potrafię. Okazało się, że nie, że jest jeszcze dużo lekcji do odrobienia i że rzeczywiście trzeba ten temat przerobić.

[00:10:56]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Z drugiej strony jest dużo osób w branży rozrywkowej szeroko pojętej, bo ty wychodzisz jako mistrz kabaretu na scenę i bawisz słowem, sytuacją itd. Natomiast jest cały backstage ludzi, którzy udźwiękawiają to, oświetlają to i robią tysiąc drobnych rzeczy, wydawać by się mogło, żebyś właśnie ty mógł błyszczeć w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I dzisiaj jest taka sytuacja, że wielu z nich tak naprawdę musi się albo przebranżowić, albo umownie zakopać i czekać na lepsze czasy, które nie wiadomo, kiedy wrócą.

[00:11:25]

R. MOTYKA: To jest bardzo okrutne. Ja rozmawiałem niedawno z pewną artystką śpiewającą, która jest na szczycie, bardzo popularna. Ona powiedziała: „Słuchaj, mój cały zespół – bo my teraz czekamy na to, co się wydarzy – nie ma żadnych koncertów. Mój cały zespół w tej chwili zajął się budowlanką. Wczoraj rozmawiałem z aktorem, którym występuje w Teatrze Kamienica. I tam część osób też zajmuje się innymi rzeczami, bo okazuje się, że te spektakle są nierentowne, jest zbyt mało publiczności. Oczywiście można grać na 25 proc. publiczności. Natomiast też ci ludzie nie przychodzą, więc czasami to są spektakle na 30 osób, a np. sala jest na 500. Wtedy wygląda to fatalnie, rzeczywiście.

[00:12:06]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Rozmawiałem ostatnio z Michałem Żebrowskim, który mówi wprost: „Ja potrzebuję przynajmniej 85 proc. obłożenia, żeby w ogóle zacząć zarabiać”. Szanuję przepisy, rozumiem je, wiem, po co to wszystko, ale tak naprawdę wiele z tych biznesów staje się po prostu nierentowne.

[00:12:24]

R. MOTYKA: Tak, wielu naszych znajomych, którzy są z nami na różnego rodzaju spektaklach, czy to są spektakle telewizyjne, czy to są spektakle plenerowe, oni mają swoje prywatne… Mieli, muszę użyć czasu przeszłego. Gdzieś zawieszają, sprzedają sprzęt, szukają rozpaczliwie czegoś. Niektórzy czekają na lepsze jutro, które być może nie nadejdzie albo nadejdzie nie wiadomo kiedy. A jak nadejdzie, to ta rzeczywiście będzie być może zupełnie inna.

[00:12:52]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tylko moje pytanie jest takie, żeby jednak nie na siłę, ale spróbować znaleźć jakąś nadzieję w tym wszystkim. Czy - tak jak mówisz - to uczy pokory, wymusza pewne nowe zdolności? Czy będziesz po tych dwóch razach takiego zatrzymanego świata, tym jesiennym i tym wiosennym, w stanie trochę skuteczniej być ze swoją publicznością w online i w offline, jeżeli będzie taka możliwość?

[00:13:18]

R. MOTYKA: Myślę, że ten czas, przede wszystkim to, o czym mówiłeś na początku, że tego czasu nie można zmarnować absolutnie. To, że my jesteśmy branżą kabaretową i że generalnie utrzymujemy się głównie z występów przed żywą publicznością, to nie oznacza, że powinniśmy czekać. Wręcz przeciwnie: trzeba robić różne inne rzeczy. Jakie -zapytasz?

[00:13:48]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jakie? - zapytam.

[00:13:49]

R. MOTYKA: Otóż np. pisać scenariusze. Piszemy scenariusze, robimy własny serial. Druga rzecz: wcześniej – myślę, że to był maj – udało nam się też napisać program autorski i dać go do telewizji, czyli jednak. Teraz jest sytuacja z tym Notebook Challenge, czyli jakby wciągamy wszystkich sławnych ludzi do tego, aby pomogli nam zebrać te komputery dla dzieci, które uczą się zdanie w domach dziecka. Też łapiemy kontakt z naszym widzem przez te sytuacje na Instagramie czy na Facebooku Live, ale to jest dosyć dyskusyjne. Któryś z muzyków to powiedział, nie wiem, czy nie Dawid Podsiadło: że jeżeli w tej chwili nauczymy widza być tylko i wyłącznie online, czy później rzeczywiście ten widz będzie chciał się z powrotem przedstawić. Nie wiem.

[00:14:49]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Chociaż z perspektywy biznesowej, to jest ten moment, w którym liczysz i mówisz: „Tak, no dobra, na scenie zarobiłbym X, w online zrobię X minus Y, ale czy sięgać po te pieniądze, czy nie? Czy stać mnie na to, żeby poczekać do momentu, kiedy znów będą mógł wyjść na scenę?” Telewizja to widziała w czasie ostatnich wakacji, zresztą, tych 2018-19, że kiedy nie jesteś z widzem także w czasie wakacji, to tego widza we wrześniu bardzo trudno ci złapać. To jest ten moment, kiedy nie da się rozstać. Wiem, że to jest hybryda, to jest jakaś proteza, że to boli, że to nie te emocje itd. Ale wydaje mi się, że tutaj bez rozmowy z widzem, nawet jeżeli ona będzie rzadsza, ułomna, nie ze sceny, to się nie da na dłuższą metę.

[00:15:31]

R. MOTYKA: Musi być cały czas ten kontakt z widzem. Nawet jeżeli nie idzie to w stronę zarabiania pieniędzy, to nie wolno zerwać tej więzi. Ja bym to nawet określił, że to jest przyjaźń. Ja zajmuję się kabaretem naszym od 15 lat. Zajmuję się w sensie, że jestem jego liderem, może nie frontmanem, ale jednak liderem. Od początku jestem w mediach społecznościowych bardzo mocno wrośnięty w te kwestie kontaktu z naszą publicznością. Do tego stopnia, że traktuję ich jak rodzinę. Czasami oczywiście cena, którą muszę zapłacić to jest to, że to jest coś kosztem czegoś, czyli że będą 15 lat w trasie i stawiając na pierwszym miejscu kontakt ze swoją publicznością, tracę relacje rodzinne, oczywiście, że tak. To jest ta cena, którą się płaci, bo jesteśmy na występie, jesteśmy w hotelu, jedziemy, nie ma nas w ważnych momentach, kiedy nasze dzieci robią coś ważnego i jest potrzebny tata. Natomiast do czego zmierzam, że ten kontakt z widzem bezpośrednio, nawet przez media społecznościowe, powoduje, że on czuje się ważny. Bo jest ważny. Bardzo często staram się odpowiadać na wszystkie komentarze, na wszystkie pytania. Czasami jeśli nie mogę odpisać, to nagrywam filmik. Ale jesteśmy w ciągłym kontakcie, co powoduje też, że jak się spotykamy na spektaklach albo po spektaklach z publicznością, to jesteśmy bardzo mocno zakumulowani. Ja zawsze powtarzałem, że naszym największym kapitałem jest ta publiczność, która nam wierzy. Wierzy nam, bo widzi, że to jest prawda, że robimy ten kabaret z ogromną pasją. Oczywiście, jest to sposób na zarabianie, jest sposób na przeżycie, przez 15 lat utrzymujemy z tego nasze rodziny i jest nam dobrze. Natomiast same w sobie pieniądze nie są celem. Celem jest to, co zawsze sobie powtarzamy jako zespół: starajmy się być tymi młodymi chłopakami, którzy kiedyś spotkali się w Jeleniej Górze i na ławce pisali skecze, żeby zachować tego jak najwięcej. To jest oczywiście bardzo trudne, jest dużo przeszkód, pokus po drodze, które powodują, że przez chwilę się czujemy gwiazdą, bo jestem w telewizji więcej, bo mam zdjęcie z kimś sławnym. To są te pokusy i trzeba uważać, to są te pułapki. Natomiast szacunek do widza i to, że mamy z nim bezpośrednią relację, nawet w takich trudnych momentach jak teraz, to jest ogromnie ważne.

[00:18:03]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Powiedz na koniec, proszę: mówisz o tym, że jesteś liderem. Nawet jeżeli nie frontmanem - jak sam powiedziałeś - ale liderem zespołu. Odpowiadasz za rodzinę, ale odpowiadasz za tę rodzinę też w jakimś sensie. Jak ci się udaje dać im nadzieję, że panowie, ciężko, ale wrócimy? Bo choć to w kabarecie, to nie zawsze jest wesoło.

[00:18:26]

R. MOTYKA: Tak, to jest taki stereotyp, który się bardzo często gdzieś tam przewija, że kabareciarze to jest taka wesoła gromadka facetów, którzy cały czas mają tą pozytywną energię, śmieją się i po prostu mają mnóstwo żartów. Nie. Tak nie jest, bo jesteśmy ludźmi, mamy swoje wady, zalety, gorsze, lepsze dni, wstajemy lewą nogą, są problemy, choroby itd.. To wiemy, oczywiście, że tak. Natomiast w zespole ja wziąłem na siebie ten ciężar lata temu w momencie, w którym mieliśmy, używającego naszego żargonu, delikatne siodło. To znaczy, że było pewnego rodzaju takie zastopowanie i artystyczne, i trochę przepalenie, bo za dużo było występów, bo się rzuciliśmy na wszystko, żeby jak najwięcej. I ja wtedy pomyślałem sobie, że wezmę na siebie ciężar lepienia tych relacji i muszę powiedzieć z dumą i naprawdę z pełną odpowiedzialnością, że udało nam się, będąc zupełnie obcymi ludźmi, stworzyć rodzinę. Do tego stopnia, że jeździliśmy razem na wakacje, że dzwoniliśmy do siebie nie w kwestiach zawodowych. Co u ciebie, a może byśmy razem spędzili, pojechali na ryby? Wyjeżdżaliśmy razem gdzieś zupełnie nie do pracy, tylko np. na wakacje, co inni pukali się w głowę: jak? Jesteście tyle pracy i jeszcze ze sobą gdzieś tam? Ale to też pomogło nam się ze sobą trochę zbliżyć bardziej i bardziej, i zrozumieć jeden drugiego. Każdy jest inny. Myślę, że te relacje, które udało nam się na przestrzeni tych lat stworzyć, one są żelazne. Myśmy jako kabaret przeszli dużo prób. Odszedł od nas Igor Kwiatkowski, który przecież był naszym frontmanem, człowiekiem, z którym się kabaret kojarzył. Był to moment, dla nas jak dla firmy, trudny. Natomiast, na szczęście, trzymaliśmy rękę na pulsie, mieliśmy plan, zrobiliśmy automatycznie, od razu, spektakl z aktorami, którzy byli tą mocą, pomogli nam uwierzyć w siebie, żeby pójść dalej i to nas też wzmocniło. Paradoksalnie to, o czym mówiłem na początku, czyli spotkania z tymi dziećmi na oddziałach onkologicznych, to nam dało potężnego kopa. Myśmy zrozumieli, że mamy moc i to jest autentyczna moc. Spotykając się z tymi dzieciakami na onkologii, widzimy, że one się zmieniają pod wpływem tego spotkania. Taka sytuacja, o której szybko chciałem opowiedzieć, od której się wszystko zaczęło, kiedy na naszym występie gdzieś w Wieluniu to było, pojawiła się pani dyrektor liceum. I powiedziała, że jej uczennica bardzo by chciała być na naszym występie, ale ma nowotwór mózg i właściwie jest po operacji. Jest w szpitalu i ona nie może być. Czy my możemy przynajmniej podpisać jakąś kartkę? Powiedziałem wtedy, że może nagramy jej jakieś wideo i tam pozdrawiamy. Ale po chwili mówię: „Przepraszam bardzo, a Żaneta, gdzie jest w szpitalu?” „W Warszawie”. Mówię. „Chłopaki, przecież my będziemy przez Warszawę przyjeżdżać. Kupmy kwiaty”. Ona miała wtedy 15. urodziny w niedzielę, a myśmy byli w sobotę. Kupiliśmy kwiaty weszliśmy na tę onkologię, ta dziewczyna była naprawdę w fatalnym stanie. A wcześniej spotkaliśmy się z lekarzem, pielęgniarki – oni nas wszyscy poznali. Siedzieliśmy w takim malutkim pokoiku, tam wymiana jakichś anegdot, a zdjęcia, a selfie. I wszyscy mówili, że ta Żaneta to raczej nie. Z tego nic już nie będzie, to trzeba się modlić, że oni w poniedziałek robią jej ostateczne badania i jeżeli one, a raczej tak będzie, wypadną źle, to oni już jej nie mogą pomóc. I myśmy z tą wiadomością poszli do tej Żanety. Daliśmy jej kwiaty, zrobiliśmy sobie zdjęcie i wtedy wpadłem na taki szatański pomysł. Mówię do mamy Żanety, że ona ma jutro urodziny, tak? No tak. „Wie pani co? To zróbmy w ten sposób, że ja zrobiłem teraz zdjęcie, wrzucę to zdjęcie na naszego Facebooka, my tam mamy ponad 700 tysięcy ludzi, którzy z nami są bardzo blisko. Napiszę, że Żaneta ma dzisiaj urodziny, dajcie jej wszystko, co możecie, jeśli chodzi o pozytywną energię, dobre słowo. A pani niech jej w niedzielę to czyta. Milion osób napisało pod tym postem i ona siedziała przez cały dzień i czytała jej to do ucha. Następnego dnia zadzwoniła do mnie w poniedziałek mama Żanety i powiedziała: „Wie pan co? Bo zdarzył się cud. Bo oni jej zrobili te badania i on jej to minęło. To znaczy, że ona może wrócić do domu i możemy ją leczyć dalej”. Myśmy od razu automatycznie uruchomili szereg imprez charytatywnych, które by pomogły zebrać pieniądze. Ona wyjechała do kliniki za granicę i ona żyje. To było 4 czy 5 lat temu i ona żyje, mamy z nią kontakt. Ja pobiegłem dla niej maraton w Nowym Jorku, dałem jej medal. Ale to mi pokazało, że my jako kabaret i jako być może komedianci, którzy tylko wychodzą na scenę, mamy taką moc, że to się zdarzyło. I taka sytuacja jedna czy druga, ona powoduje, że my czujemy się naprawdę dobrze ze sobą, jeśli chodzi o zespół, zespół Paranienormalni. Czyli ta firma mimo tego, że jest teraz siodło, że my to przetrwamy i jesteśmy cały czas w kontakcie z naszym widzem.

[00:24:49]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Trzymam za to mocno kciuki.

[00:24:50]

R. MOTYKA: Dziękuję.

[00:24:51]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Bardzo dziękuję.

Autor odcinka
Jarosław Kuźniar
Kuźniar Media

Multiinstrumentalista. Właściciel Kuźniar Media. Jego doświadczenie radiowe, prasowe, sceniczne i telewizyjne, pomaga w świecie budowania marek osobistych. Wspólnie z klientami rozwija ich wizje i nadaje kształt. Buduje nowe platformy dla relacji z odbiorcami, szkoli i inspiruje.

Dołącz do Voice House Club

Twoje ulubione autorki i autorzy, których znasz z naszych podcastów, przygotowują dla Ciebie specjalne serie odcinków. Dajemy wiedzę, poszerzamy horyzonty, mądrze bawimy i pomagamy się rozwijać w przystępny sposób.

Zamknij
Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.