Transkrypcja odcinka

Opera Bałtycka. Romuald Wicza-Pokojski

Autor: Jarosław Kuźniar
Sztuka
[00:00:58]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: COVID i opera. Współczuję.

[00:01:01]

R. WICZAK-POKOJSKI: Tak. Przyszedł taki moment naprawdę bardzo trudny i też niebywale poważny, bo to jest trochę sytuacja, na którą się nie umawialiśmy. My się umawialiśmy na robienie sztuki, a w tej chwili… Oczywiście nie jesteśmy w tym jakoś osamotnieni, bo podejrzewam, że dotyka to wszystkich nas jako społeczność. Natomiast opera opiera się na kooperacji dużych zespołów i zapanować nad tym jest bardzo trudno. Dokładając wszelkich możliwych starań, wykonując wszystkie niezbędne zalecenia i nawet trochę więcej, i tak się nie ustrzegliśmy tego wirusa. I to jest bardzo ważne, to wyczekiwanie też tego końca, bo w zależności, jak to się będzie przedłużać, to może mieć to bardzo znaczące konsekwencje w ogóle dla sztuk performatywnych. Ponieważ OK, dzisiaj jest to dla nas problem i troska, jak w ogóle prezentować. Oczywiście, że wiadomo, że najlepszą metodą na uniknięcie zarażenia byłoby nie wychodzić z domu, ale też już to trochę ćwiczyliśmy, prawda? Więc jakoś powinniśmy się w tym starać ogarnąć – tak też na to patrzymy. Nie chcemy być orkiestrą na Titanicu. To jest też taki dosyć ważny aspekt. Ale też przede wszystkim to, czy i jak sobie dzisiaj poradzimy. Bo to to ma takie dwa bardzo istotne aspekty: jednym jest sztuka, o której za moment bym chętnie opowiedział. A pierwszy i naczelny, ten bieżący, to jest kwestia naszego bytu jako ludzi i po prostu funkcjonowania. Tak jak mówię: najlepszą metodą byłoby nie wychodzić z domu, ale niech nam ktoś powie, kiedy z tego domu byśmy mogli wyjść.

[00:03:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Patrząc po różnych kryzysowych sytuacjach, wiele osób zaczyna dostrzegać zawody niewidoczne do tej pory. Dzisiaj patrzysz na rynek i ktoś nagle sobie uświadamia, że jest ktoś taki jak oświetleniowiec albo dźwiękowiec. I nagle okazuje się, że jest ogromna rzesza ludzi, która stoi na backstage. I nagle, choćby bardzo chcieli, to oni nie mają co robić.

[00:03:58]

R. WICZAK-POKOJSKI: Tak. Nie ma artystów bez całego teamu, całego zespołu osób pracujących równie ciężko na sukces sztuki. I to jest ten drugi aspekt: sztuka. To, jak długo będziemy tkwić w takiej sytuacji w jakiej jesteśmy. Jeżeli nie będziemy podejmować cały czas działań – to jest oczywiście może truizm pewien utrzymania kontaktu z publicznością – ale jeżeli stan takiej separacji artystów od publiczności będzie trwał, to może mieć to bardzo silne znaczenie i konsekwencje dla właśnie wszystkich sztuk performatywnych, które mogą – oczywiście to znowu będzie wielkie halo, ale tak: chcę to też jasno powiedzieć – które mogą zaniknąć.

[00:05:07]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Na ile jesteśmy w stanie nieobecne w digitalu światy do tego świata przenieść? Operę można zobaczyć w telewizji, ale nie jesteś w stanie przenieść tylu kamer, które dadzą widzowi tyle szczegółów, ile daje mu przejście fizyczne na spektakl.

[00:05:20]

R. WICZAK-POKOJSKI: To jest bardzo znaczące, bo oczywiście uruchomiliśmy np. streaming naszych spektakli i to jest uzupełnienie. Znaczy: ja nigdy nie powiem, że nie może być takiej sztuki muzycznej opartej na śpiewie, takiej wywiedzionej z opery, że ona nie może być w telewizji, albo że opera nie może być w telewizji. A nawet powinna. Tak jak mamy teatr w telewizji itd. Ale pamiętajmy o tym, że kiedy mówimy o zakresie sztuk performatywnych, oparte one są na współobecności. Na tym współodczuwaniu właśnie w tym momencie. I to jest trochę pytanie: na ile możemy mieć przyszłość nowych technologii, które właśnie ten czynnik obecności będą w stanie zagwarantować?

[00:06:17]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Przypomniałem sobie finał Ligi Mistrzów, gdzie nie było publiczności a jednak ktoś gwizdał, wiwatował. Wiem, że w operze to jest absurdalne, żeby puszczać widownię z głośników, ale coś musi aktorów nieść?

[00:06:28]

R. WICZAK-POKOJSKI: Ja nawet jestem w stanie sobie też mocno wyobrazić tak rozwinięte nowe technologie. Bo przecież wszystko w tę stronę zaiwania, że będzie można po prostu w swoim domu być jak na wielkim koncercie. I że – być może – ta emocjonalność wynikająca z kontaktu będzie przetworzona w jakiś sposób wirtualny. I być może w taki świat idziemy. Ja tego nie wiem ani też tego nie oceniam, czy to jest dobre, czy złe. Natomiast z pewnością myślę, że im dłużej tkwimy w tym momencie, gdzie jesteśmy w separacji, że to być może wymusi, przyspieszy jakieś zmiany. Natomiast nie oceniam ich: dobre czy złe.

[00:07:17]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zmiany technologiczne muszą nastąpić, ale z drugiej strony: czy artyści działający przez lata w jakiś określony sposób są w stanie przenieść się do czegoś, co jest jakąś hybrydą czy protezą?

[00:07:27]

R. WICZAK-POKOJSKI: No wiesz, to jest pytanie: czy impreza na zoomie czy jakimkolwiek innym komunikatorze może się równać imprezie-domówce? Czy jakiekolwiek innej. Ja doświadczałem tego i myślę, że jeszcze nieraz tego doświadczę. Korzystam z tego, bo taką mam możliwość, ale mam jednak wrażenie, że to jest zupełnie, zupełnie coś innego, bo nawet nie jesteśmy w stanie naraz gadać, tak jak to jest na normalnej imprezie.

[00:08:01]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czy to co mamy teraz i co jest używane jako poczekalnia, to jest na zawsze czy na chwilę?

[00:08:07]

R. WICZAK-POKOJSKI: Dzisiaj tak. Natomiast ja myślę, że w przyszłości to będzie świat równoległy. Będziemy się uzupełniać. Moje pytanie na dziś to jest właściwie takie: czy uchronimy performatywność? Czy uchronimy sztukę kontaktu? Czy to będzie? Znaczy: tego bezpośredniego kontaktu, może powinienem dodać.

[00:08:37]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wasza widownia jest cierpliwa? Poczeka fizycznie na was jeszcze chwilę?

[00:08:42]

R. WICZAK-POKOJSKI: Myślę, że jeszcze jest cierpliwa. Miesiąc temu nie użyłbym słowa „jeszcze”. Dzisiaj poprzedzam to powiedzenie, że jest cierpliwa, że „jeszcze” jest cierpliwa. Po prostu myślę, że to rozgoryczenie jest też w nas wszystkich. I nie ma co też kryć, że chyba wszyscy czekamy na ten moment, kiedy ktoś w sposób faktyczny powie: „Koniec pandemii”. Nie na zasadzie jakiegoś hasła, tylko po prostu, że powie, że faktycznie jest – nie wiem – szczepionka albo że już możemy znormalizować, przyjąć jako normę, że jesteśmy w stanie leczyć, zapobiegać pandemii. Natomiast ja myślę, że to, co się dzieje z nami teraz jako ze społeczeństwem, z ludźmi, że może nawet jeszcze nie ogarniamy w pełni zmiany, której doświadczamy. Ale myślę, że ona będzie bardzo głęboka, jeżeli chodzi o kwestie relacji. Ale też przed przyjściem tutaj, miałem akurat taki moment trochę na refleksję, takiego zastanowienia się w ogóle odnośnie przyszłości. I tak jak już się dzieliłem tą obawą: czy sztuki oparte na bezpośrednim kontakcie będą cały czas? Tak przyszła mi taka rzecz do głowy, że a co, jeżeli one będą z jakichś przyczyn – nie wiem, załóżmy, że panujemy teraz tę pandemię, ale może będą następne, coś się będzie działo – że kiedy one np. zastaną zakazane? I tak sobie nagle wyobraziłem operę w podziemiu. Że np. nagle są jakieś właśnie grunge’owe sytuacje zakazane, że tak jak czasami teraz oglądamy na filmach, że są jakieś tam nielegalne walki, to że np. jest taka nielegalna opera. Później się jednak zastanawiam: co mi taki pomysł nagle się pojawia w głowie, jakieś science-fiction? Nagle sobie pomyślałem, że gdzieś to chyba jest głęboko u mnie podyktowane tym, że bardzo potrzebujemy obecności. Że bardzo potrzebujemy obecności w takiej niezwykłej relacji, ale myślę, że też właśnie w odczuwaniu, w odbieraniu sztuki.

[00:11:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jakiś czas temu pojawił się nawet termin "overzoomed". Wydaje się, że ten moment, w którym wychodzisz, jest ważny i wyczekiwany. Ale - z drugiej strony - jest coś takiego, co bardzo trudno zmienić. Niekontrolowany strach. Znowu będę w tłumie, a słyszę od wielu miesięcy, że tłum to zło. Przygotowywałeś swoją operę, żeby tej przestrzeni na widowni było więcej. Czy widownia nie tęskniła za gęstszym wypełnieniem?

[00:11:57]

R. WICZAK-POKOJSKI: Myślę, że bardzo. Bo też mieliśmy taki ślad, że pierwsze spektakle – nie mówię o premierze, bo premiera się zawsze rządzi swoimi prawami, ale te tzw. normalne grania, normalne spektakle – że krok po kroku, ze spektaklu na spektakl, więcej osób chciało przychodzić na spektakle. Dzisiaj się to też zatrzymało. Moment, w którym rozmawiamy, dzień, w którym rozmawiamy, jest 8099 potwierdzonych zakażeń, więc to jest naprawdę bardzo poważna sytuacja. I ten lęk przed tłumem, lęk przed poruszaniem się – on się zaczyna objawiać też takim pewnym smutnym obliczem. Tak jak patrzę zza tych masek, tak jak przechodzisz przez ulicę i widzisz oczy, to trochę nie widać radości w tych oczach. I to jest, myślę, taki też problem. Ale też widzę tutaj szansę na to, że właśnie akurat my, robotnicy sztuki, będziemy potrzebni. Właśnie po to, żeby z powrotem mogła pojawiać się radość w oczach. Że tak jak przed pandemią, nawet jak mieliśmy przyjemność razem rozmawiać – niewątpliwą przyjemność – to tam bardziej chodziło o to, żebyśmy byli dla relaksu, odpoczynku od tego zwariowanego świata. A dzisiaj myślę, że dla ukojenia. Że to też jest dla nas sprawa znacząca, że gdzieś jednak ta, nie powierzchowność, a duchowość przybiera też na sile. Ja nie chcę mówić, że się martwię za cały świat. Staram się martwić za to najbliższe otoczenie, ale też tych, z kim mam kontakt jako dyrektor, jako twórca, jako też ten, który proponuje innym ludziom jakiś rodzaj sztuki. To jest ten obszar, te osoby są w tym obszarze tych zamartwień. Nie ukrywam: tak, martwię się, jak to z nami będzie, wszystkimi razem wziętymi. Natomiast oczywiście, jest wielka chęć niepoddawania się, wielka chęć dbania o to, żebyśmy byli bezpiecznym miejscem, żebyśmy mogli prezentować… Znaczy: to tak zawsze było. Bo czymże też był teatr? Teatr był właśnie miejscem, w którym w bezpiecznych okolicznościach mogłeś przeżywać ekstremalne emocje. My nadal będziemy się starać robić wszystko, żeby teatr był bezpiecznym miejscem. Ale też musimy pamiętać o naszym bezpieczeństwie.

[00:15:30]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Pytałem o publiczność i jej wierność, ale wiem jak duży masz zespół. Myślę sobie: na ile my jako widzowie, powinniśmy mieć świadomość, że od nas także zależy to, co będzie z wami?

[00:15:40]

R. WICZAK-POKOJSKI: Nie ma opery bez widza. Po prostu nie ma. Więc to jest też dla nas ważne, że my istniejemy tyle, ile was mamy. Was, widzów. Tyle, ile wy nas potrzebujecie, tyle my jesteśmy. I jeżeli 400 lat temu ktoś pomyślał, że fajnie zrobić taką właśnie sztukę totalną, gdzie jest muzyka, gdzie jest obraz, gdzie to wchodzi ze sobą w dialog, gdzie mamy specyficzny rodzaj śpiewania, gdzie w tej całej takiej silnej konwencji… I nagle to zatrybiło, te 400 lat temu. I do dziś widownie operowe są wyprzedawane. To cały czas mam głębokie przekonanie, że to – no, mam nadzieję – że jednak ta potrzeba będzie cały czas w was, w nas. Mówię: „w was” – w widzach, w nas widzach itd. Kropka.

[00:17:01]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak można wyczarować klimat opery tylko i wyłącznie dźwiękiem?

[00:17:06]

R. WICZAK-POKOJSKI: Ja np. dużo słucham oper. Z jednej strony wiadomo, że zawodowo, ale też jak gdyby przez to słuchania oper trafiłem do opery. Ale jasno muszę powiedzieć, że jest cała masa utworów, że samo słuchanie – znaczy: mówię takim logiem, od uwertury po finał – to nie, to jednak brakuje tam obrazu. Brakuje tego, żeby patrzeć. Dlatego nawet tak jak spojrzysz, że taka opera albo taka opera jako płyta to są wyjęte utwory, często tak to jest. Znaczy: opera nie została wymyślona po to, żeby ją tylko słuchać, ale żeby patrzeć, kiedy słuchasz.

[00:18:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Gdybyś miał generalnie ocenić kondycję branży, to dzisiaj, w końcówce 2020 roku, kiedy nagrywamy, jaka ona jest?

[00:18:17]

R. WICZAK-POKOJSKI: Jeszcze się trzyma. Ale myślę, że jesteśmy już w momencie, kiedy trzeba zacząć się zbierać. Pamiętajmy o tym, że tzw. szeroka branża, nazwijmy ją artystyczno-kulturalno-eventowo-rozrywkowa, to jest przepotężną machina, która była wręcz rozgrzana do czerwoności w trakcie, kiedy powiedziano wielkie „stop”. I teraz to jest też branża uzależniona od potrzeb, to jest pierwsza sprawa. Znaczy: od tej potrzeby, nazwijmy to potrzeby wyższej. Ale też cały czas oparta na kontakcie. Czy impreza… Nie wiem, jak zdefiniować inaczej nasze potrzeby, ale czy koncert, czy spektakl, czy właśnie jakaś impreza, jakiś event, to wszystko wymaga kontaktu i bycia. Jeżeli z tym się nie dźwigniemy, to będzie ciężko, ciężko zbierać. Ciężko zbierać. Ktoś oczywiście zawsze może powiedzieć: A mogłeś sobie wybrać inny zawód. Ale jaki inny zawód sobie wybrać? Takich mądrych to myślę, że jest oczywiście jakaś rzesza, natomiast rozmawiamy o ludziach. Rozmawiamy o pewnej gałęzi dokładającej się w sposób – uważam – solidny do budżetu wszystkich. Rozmawiamy o osobach, które tak jak wszyscy inni też przez wiele lat płacili podatki. Więc do jasnej ciasnej, nie można tej branży pozostawiać samej sobie. Nawet jeżeli się będzie miała przekomponować w pewien sposób dystrybucja tego, co wytwarzamy, to jednak to też wymaga czasu.

[00:20:43]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Z drugiej strony masz na scenie ludzi, którzy tańczą, śpiewają, grają i to jest ich jedyny zawód. Oni nawet nie szukają innego, bo to nie jest przebranżowienie w sekundę.

[00:20:52]

R. WICZAK-POKOJSKI: No więc właśnie. Także dziś ten moment, w którym rozmawiamy, dzięki samozaparciu – szeroko mówmy – branży jeszcze funkcjonujemy. Ale to też nie jest tak, że każdy tak ochoczo potrzebuje mówić, że potrzebuje pomocy. Znaczy: każdy chciałby sam sobie radzić, ale nie może. Zaczyna być to coraz trudniejsze. Oczywiście też jest ten moment i tutaj trzeba to też jasno powiedzieć, że pojawia się teraz mechanizm, z którego mogą skorzystać teatry, instytucje samorządowe i też stowarzyszenia oraz też firmy w branży rozrywkowej, eventowej – tak to chyba trzeba określić. Jest ten mechanizm, ale jesteśmy w trakcie wypełniania wniosków. Zobaczymy, jak to się potoczy i jaki zastrzyk finansowy do nas trafi. To jest naprawdę branża odpowiedzialna za możliwość zarabiania naprawdę wielu tysięcy Polaków.

[00:22:36]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ile jeszcze macie cierpliwości?

[00:22:38]

R. WICZAK-POKOJSKI: Ja myślę, że 5 miesięcy? 6?

[00:22:46]

REDAKTOR J .KUŹNIAR: Pamiętam marzec, kiedy wszyscy myśleli, że to jest koniec świata i ten strach był naturalny. W maju wszyscy nagle mówili: Dobra, dobra. Potem zaczęła się dyskusja o jesiennej fali i widzimy, jak to wygląda. Ale był taki moment, że żyłeś tym, że już koniec widać na horyzoncie. A teraz znowu trzeba wszystko odsunąć w czasie. Niepewność to chyba największa zaraza tego?

[00:23:06]

R. WICZAK-POKOJSKI: Tak, niepewność. Znaczy: dla nas zawsze ważny był termin kiedy trzeba coś zrobić albo kiedy coś ma swój koniec. Tutaj nie wiemy i to na pewno jest problem. Ale tymi problemami to jeszcze jest to, że wszyscy… Przyszedł moment, że zostaliśmy pozostawieni trochę sami sobie. Oczywiście to nie jest może czas, żeby już oceniać, ale jak nie grać, kiedy powiedzieli, że można grać? Tak jak mówiłem jakiś czas temu, że lepszym rozwiązaniem byłoby w tej chwili nie wychodzić z domu. Ale wychodzimy z domu, oczywiście się głośno mówi: bo gospodarka, bo to, bo tamto. Ale zastopowano nas, kiedy zachorowań było, ile? 200? Jasne, jak rozumiem tamten strach, że się nagle okazało, że mamy nieprzygotowaną służbę zdrowia na to i tak dalej. Ale ja nie wiem, co i ile przez ten czas zrobiono. Na ile nas zabezpieczono? Czy ta druga fala teraz, na ile możemy się czuć bezpieczni, skoro nas – że tak powiem – wypuszczono na ulicę? Oczywiście, to też nie jest tak, że można mieć pretensje tylko do rządzących, możemy mieć też bardzo dużo pretensji samych do siebie. Ta niejasna sytuacja: czy noszę maskę, czy jej nie noszę, czy noszę ją sobie na brodzie.

[00:25:25]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: W twoim biznesie masz do czynienia z dużą liczbą ludzi na scenie, pod sceną, na widowni. Dzisiaj to jest nie do pogodzenia. To jednak choćby nie wiem jaki, ale jednak tłum.

[00:25:35]

R. WICZAK-POKOJSKI: No tak. Naszym problemem jest to, że jest też się ciężko uchronić na zapleczu, bo jednak na tę scenę trzeba przyjść. To są te korytarze, to są te garderoby, więc to jest też problem. Tak jak patrzymy, np. wyjęliśmy 8 rzędów, żeby w reżimie rozsadzić orkiestrę. Na scenie staramy się zachowywać dystans, ale i w tym aspekcie, ale też w tym aspekcie właśnie zaplecza, to jest zawsze bardzo, bardzo trudne. Robimy, będziemy się starać jakoś to wszystko pogodzić, ale to jest naprawdę niełatwe.

[00:26:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Powiedziałeś: "wyjęliśmy widownię" i to brzmi złowrogo, bo i fizycznie ją wyjąłeś, ale jednocześnie w przenośni ma ona ograniczony dostęp do twojego zespołu, który składa się i z tancerzy, i z muzyków, z aktorów. Da się grać do kamery i przenieść operę do świata digitalu, który jako jedyny - póki co - jest dostępny?

[00:26:50]

R. WICZAK-POKOJSKI: Da się. I myślę, że już są na świecie przykłady fantastycznych momentów. Ja nawet jak był streaming premiery „Wehikułu czasu”, to ja go z lubością oglądałem. Więc pewnie, że się da. Tylko żeby nie została wyparta sztuka, której podstawą jest obecność. Której podstawą jest współodczuwanie w kontakcie z drugim człowiekiem. To są te mikroreakcje. Ale rozumiem, że to jest takie też pytanie: czy przekaz może być sam w sobie dziełem? Czy rejestracja może też być sama w sobie dziełem? Tak, mogą być. Ale wolałbym, żeby one uzupełniały ten świat, niż go zastępowały. Mówię: ten świat – sztuk performatywnych.

[00:28:15]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Artyści byli uczeni swobody na scenie. Kadr zoomowy wymaga zupełnie czegoś innego. Czy ich sposób pracy będzie wymagał zmiany?

[00:28:21]

R. WICZAK-POKOJSKI: Właśnie to jest to szerokie pytanie: na ile zmienia się nasza rzeczywistość?Na ile to jest chwilowy moment, a na ile musimy się przygotować? Znaczy: musimy albo może powinniśmy do przyszłości, która w sposób znaczący… Bo jeżeli będziemy w sytuacji braku kontaktu, to siłą rzeczy będziemy musieli przetworzyć ten nasz rodzaj sztuki. No i zobaczymy. Tak jak wspominałem: może będzie tak, jak mi się tam wyobrażało, że może być sytuacja, że nagle opera zejdzie do podziemia i będzie w podziemiu, bo będzie np. zakaz spędzania czasu w tłumie.

[00:29:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Z 470 dostępnych miejsc warto wystawiać się dla 70? Rozumiem, że artystycznie oczywiście warto, ale - z drugiej strony - widownia musi aktorów nieść.

[00:29:35]

R. WICZAK-POKOJSKI: No oczywiście, że tak. Pan redaktor znany jest z tego, że uwielbia jeździć rowerem w miejscach ekstremalnych, więc tak się zapytam: a tak sobie pojeździć w domu, tylko przed telewizorem?

[00:29:58]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Na prawo i lewo słyszę, że nasz świat już zawsze będzie hybrydowy. Teoretycznie zawsze w tej operze będzie musiała być jakaś kamera, która to pośle dalej. Tylko czy jedna kamera pokaże dobrą energię?

[00:30:09]

R. WICZAK-POKOJSKI: Nie. I dlatego, żeby mógł być udany streaming, tych kamer powinno być, myślę w okolicach 6, co najmniej.

[00:30:23]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Z drugiej strony: czy wyobrażasz sobie, że w modelu hybrydowym będzie 150 osób na sali i nieograniczona liczba ludzi on-line? Czy widzowie zapłacą za to?

[00:30:32]

R. WICZAK-POKOJSKI: Tutaj może zaskoczę: jestem optymistą pod tym względem. Ponieważ przy przełożonej premierze „Fidelio” premiera miała być streamowana streamingiem płatnym. Oczywiście nie mogę powiedzieć, ile tego było, w sensie: ile by było, bo przesunęliśmy. Ale na tamten moment już zakupionych kodów dostępu było tyle, że można było śmiało mówić… Znaczy: mnie zaskoczyło. Mnie ta liczba zaskoczyła. Jeszcze nie na tyle, żeby można było mówić tutaj o jakichś sukcesach, ale okazuje się, że jednak… Gdzie taki kod dostępu to była kwota 25 zł, czyli – powiedzmy sobie – rozsądnie, ale jak za dostęp elektroniczny, to też nie można powiedzieć, że to niska suma. Więc trochę musimy poczekać. Dla mnie najpierw trzeba to zrobić, zobaczyć, jak to funkcjonuje i po takim sezonie roku funkcjonowania takich streamingów, wtedy ocenić, jak to wygląda też od tej strony ekonomicznej. Ale ważny jest też jeszcze jeden aspekt: to jest aspekt dostępności. Ponieważ tak jak mówimy dużo o niewykluczaniu osób z różnych powodów, tak również w tej chwili, przy tych wszystkich obostrzeniach ta grupa wykluczonych jest dużo większa. Więc taki streaming ma również za zadanie ułatwiać dostęp do kultury.

[00:32:43]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ci, którzy do tej pory wychodzili na scenę i mieli ponieść cały zespół dalej, teraz nie wiedzą, czy ludzie patrzą i jak reagują. To jest cholernie trudne. Nie ma feedbacku.

[00:32:51]

R. WICZAK-POKOJSKI: Ten reżim epidemiologiczny, który spowodował, że na sali może być 50 proc. widzów… W naszym przypadku, kiedy mieliśmy usunięte te 8 rzędów po to, żeby orkiestra mogła siedzieć właśnie w reżimie. Czyli w naszym przypadku widownia ograniczyła się do 150 miejsc, no to miałem wrażenie, że ta widownia nasza, ci, którzy przyszli, że oni też bili brawo za to puste miejsce obok siebie.

[00:33:35]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wszyscy żyjemy w świecie szalonym, który jest niezdefiniowany. Masz poczucie, że ludzie są dzisiaj w stanie wybrać operę, bo szukają emocji, której nie mogą w ostatnich miesiącach spotkać nigdzie indziej?

[00:33:44]

R. WICZAK-POKOJSKI: Tak. Mam głębokie w sobie przekonanie, że tak jak artyści potrzebują tego wykonania, tak widownia potrzebuje odebrać to wykonanie. Znaczy: że być może trochę ta nasza rola, która w ostatnim czasie, w ostatnich latach była bardziej dla miłego spędzenia czasu, tak tutaj też wróci do takiej funkcji odbudowy pozytywnych nastrojów. Tak jak się mówi, że muzyka łagodzi obyczaje, tak tutaj muzyka trochę ten obyczaj zacznie budować na nowo. Muzyka, teatr. Ja myślę, że to jest ważne, że każdy: i widz, i artysta, i pracownik techniczny czy administracyjny związany ze światem opery, teatru trafił w to miejsce jednak z jakiejś takiej duchowej potrzeby. I myślę, że tego bardzo potrzebujemy. Ja po prostu tęsknię za każdą z tych osób, które dzisiaj nie są w teatrze. Więc jestem w tej tęsknocie i chciałbym już jak najszybciej spotkać się ze wszystkimi.

[00:35:28]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zapytałem ostatnio znajomego tancerza, którego poznałem w Dubaju, gdzie jest. On pisze: "No wiesz, był Dubaj, był Paryż, a teraz są Kielce". I czeka. I najgorsze jest to, że nie wiadomo, ile jeszcze będzie musiał w ten sposób czekać, aż wyjdzie na scenę.

[00:35:43]

R. WICZAK-POKOJSKI: Nie ukrywam, że to jest też problem, który nas dotyka, jeżeli chodzi np. o solistów. Wiesz, to jest duży problem, kiedy ktoś ma przyjechać i zrobić dwutygodniową kwarantannę, to już tak nie przyjedzie na próbę, próbę, spektakl, spektakl. Tak że tutaj czekamy. Czekamy, czekamy.

[00:36:14]

REDAKTOR J. KUŻNIAR: Kiedy rozmawialiśmy na początku roku, zastanawialiśmy się, jak sprawić, że więcej osób będzie wybierać się do opery. Dzisiaj okazuje się, że wyzwania są zupełnie gdzie indziej.

[00:36:23]

R. WICZAK-POKOJSKI: Myślę, że paradoks jest też taki, że my poprzez to wyczekiwanie, poprzez ten post od sztuki, od kontaktu… Że jak tylko przyjdzie moment, że już będzie można w pełni, to że wszyscy ruszymy do teatrów, wszyscy ruszymy do oper. Naszym zadaniem teraz jest tak działać, tak pracować, żeby być właśnie gotowym na tamten moment. No bo – tak jak już mówiłem – to też nie chodzi o to, żeby być orkiestrą na Titanicu. Działamy i będziemy działać, taka jest też nasza powinność. Aczkolwiek dla mnie zawsze najważniejsze będzie też dobro wszystkich pracowników.

[00:37:39]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wyobraźmy sobie, że jest wiosna 2021. Bezpieczna, postpandemiczna. Co powinno twoim zdaniem być na afiszach, żeby ludzie byli w stanie wrócić do żywych i wybrać się do was?

[00:37:50]

R. WICZAK-POKOJSKI: Na kwiecień przełożyliśmy tryptyk „Syn marnotrawny/Judyta/Święto wiosny”. To jest właściwe połączenie takich trzech duchowych światów, które się wspólnie uzupełniają postacią kobiecą. Matka, która w ckliwy sposób wyczekuje swojego syna i to, co myśli, co wypowiada jest właściwie bliskie takiej miłości jak kochanki przez miłość. I taką miłość, która powoduje, że ktoś jest bardzo silny i jest w stanie obciąć łeb – to Judyta. Ważna, bardzo ważna lekcja. Ten moment, kiedy kobieta staje się ofiarą ze względu na taki mocny, wręcz atawistyczny obrzęd duchowny, czyli święto wiosny. Wszystko oczywiście wybitne muzycznie – to jest Debussy, to jest Honegger.

[00:39:25]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Patrząc na sportowców, na odwołaną olimpiadę, dowiadujemy się, że oni byli szykowani na konkretną datę bardzo i bardzo trudno jest im przekładać treningi. Jak patrzysz na swoich pracowników: co sprawia, że w aktorach ten ogień wciąż jest żywy?

[00:39:37]

R. WICZAK-POKOJSKI: Cały czas żyjemy nadzieją. Ale oczywiście – tak jak już wspominaliśmy – z tą nadzieją jest coraz trudniej, że tak powiem. Znaczy: spełniasz się, realizując sztukę. Nagrodą są brawa albo ta komunikacja, więc mogę jasno powiedzieć: nie ma spełnienia bez braw. Gdzieś możemy mieć w pamięci te brawa, ale czekamy na nie na żywo. Więc to jest chyba ta nadzieja, która mocno trzyma.

[00:40:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Piękniejszej puenty niż "nie ma spełnienia bez braw" chyba już nie będzie.

Autor odcinka
Jarosław Kuźniar
Kuźniar Media

Multiinstrumentalista. Właściciel Kuźniar Media. Jego doświadczenie radiowe, prasowe, sceniczne i telewizyjne, pomaga w świecie budowania marek osobistych. Wspólnie z klientami rozwija ich wizje i nadaje kształt. Buduje nowe platformy dla relacji z odbiorcami, szkoli i inspiruje.

Dołącz do Voice House Club

Twoje ulubione autorki i autorzy, których znasz z naszych podcastów, przygotowują dla Ciebie specjalne serie odcinków. Dajemy wiedzę, poszerzamy horyzonty, mądrze bawimy i pomagamy się rozwijać w przystępny sposób.

Zamknij
Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.