Transkrypcja odcinka

Magda Prokopowicz. Tak się zaczęło

Autor: Mateusz Luft
Edukacja
[00:00:05]

M. LUFT: Cześć, nazywam się Mateusz Luft. Mam przyjemność zaprosić was na serię podcastów Rak'n'Talk fundacji Rak'n'Roll. Będziemy mówić o tym, jak rozmawiać z lekarzami, co zrobić, gdy ktoś z naszych bliskich zachoruje na raka oraz czy podczas terapii można uprawiać seks. Zanim przedstawimy wam opowieści lekarzy, pacjentów i ekspertów, posłuchamy, jak powstała fundacja Rak'n'Roll. Moimi gośćmi są...

[00:00:30]

M. DĄBROWSKA: Monika Dąbrowska, fundacja Rak’n’Roll. Z fundacją jestem związana od 11 lat. W fundacji zarządzam razem z Asią i Jackiem, zajmuję się też Rollingiem, czyli programem aktywizacji sportowej ludzi po chorobie nowotworowej. Jestem mamą Jasia, Ani, Mai i Gabrysi.

[00:00:47]

J. MACIEJEWSKI: Jacek Maciejewski z fundacji Rak’n’Roll. Opiekuję się marką. Lubię mówić, że buduję markę Rak’n’Roll od samego początku i zarządzam fundacją z Moniką i Asią.

[00:01:00]

M. LUFT: Nazywam się Mateusz Luft, a to jest podcast Rak'n'Talk fundacji Rak'n'Roll.

[00:01:09]

M. LUFT: Opowiedzcie mi, od czego zaczęła się fundacja. Wiemy, że to jest związane oczywiście z osobą Magdy. Zacznijmy od takiego naprawdę początku, jak daleko pamięć sięga: jak poznaliście Magdę?

[00:01:26]

J. MACIEJEWSKI: Ja Magdę poznałem 2 razy, z czego pierwszego nie pamiętam, a drugi pamiętam bardzo dobrze. Ten pierwszy na razie pominę – jakby to było jakoś interesujące, mogę do niego wrócić – ale oba wiążą się z Magdy mężem, Bartkiem, z którym pracowałem w reklamie. Bartek jest filmowcem i robił dla nas projekty. Pamiętam, że był taki projekt, na którym wylądowaliśmy w Gdańsku pod mostem w barobusie. Mieliśmy kręcić ujęcia z helikoptera, żeby nakręcić ujęcie mostu – nie było helikoptera, ale za to był straszliwy deszcz. Siedzieliśmy w barobusie dosyć długo i Bartek, który jest gawędziarzem, opowiadał różne historie. Opowiedział także w pewnym momencie o tym, co ze swoją żoną Magdą przeszli, zanim się urodził ich syn Leon. Była to choroba onkologiczna, zaskakująca ciąża, walka o to, żeby tę ciążę utrzymać i żeby Leon się urodził – pewnie będzie okazja, żeby całą historię Magdy opowiedzieć. Poznałem ją w następnej godzinie, bo przyjechała tam na chwilę, weszła do tego barobusu, przedstawiła się, chwilę pogadaliśmy także o tym, że ona chce założyć fundację. Wtedy to był pomysł, że będzie Fundacja, która będzie propagować wiedzę o tym, że ciąża i rak są do pogodzenia, że nie jest tak, że trzeba zaprzestać leczenia albo usunąć ciążę, można kontynuować leczenie, można urodzić dziecko. O tym ludzie powinni wiedzieć. Magda chciała zrobić fundację, która będzie propagować tę myśl. Ja jej zaproponowałem po prostu, że jej wymyślę nazwę, może jakieś logo zrobimy w agencji. To było trochę kurtuazyjne, ale wcześniej bardzo poruszyła mnie ta historia Bartka.

[00:03:20]

M. LUFT: Jakie wrażenie na tobie wywołała Magda?

[00:03:27]

J. MACIEJEWSKI: Przede wszystkim jako kobieta, bo Magda była bardzo piękna, bardzo elegancko się ubierała, kolorowo i kwieciście, więc była w tym jakaś energia, to nie była taka zimna elegancja. Była też prawdziwa w swoich emocjach, kiedy opowiadała o różnych rzeczach – szczególnie o tym, co przeszła. Wtedy to było bardzo krótkie spotkanie i – tak jak mówiłem – zaproponowałem, że może pomożemy ze startem tej fundacji. Szczerze mówiąc nie byłem pewien, czy ona w ogóle skorzysta z tego, ale jakoś po tygodniu pojawiła się w agencji – wtedy porozmawialiśmy długo i solidnie, jak ten projekt ma wyglądać. Wtedy też dostałem taką porcję pewności, że to się w ogóle wydarzy, bo widziałem, że ona po prostu chce tego, że to nie jest takie gadanie, tylko była zdeterminowana, że chce to zrobić. To mnie też napędziło do tego, żeby nad tym solidnie popracować.

[00:04:30]

M. LUFT: Monika, a jak ty poznałaś Magdę?

[00:04:33]

M. DĄBROWSKA: Ja poznałam Magdę u niej w domu. To było już pewnie kilka lat później, fundacja miała już kilka miesięcy i zaczęły się zdjęcia do albumu „Boskie Matki”. Moje zdjęcia odbywały się właśnie u Magdy w domu i pamiętam, jak Magda miała właśnie kręcone włosy do ramion i o kulach, po takich betonowych schodach, które były u niej w domu, zeskakiwała, żeby mnie przywitać, bo ktoś inny mi otworzył drzwi. To było moje pierwsze spotkanie z Magdą, którą już trochę znałam z artykułu, który się ukazał w Twoim Stylu, już ją znałam z mediów jako założycielkę fundacji Rak’n’Roll.

[00:05:16]

M. LUFT: Poznaliście ją w momencie, kiedy ona wyzdrowiała w jakimś sensie, była w dobrej formie, już przeszła przez tego raka, przez to całe doświadczenie. Powiedzcie coś o tej historii, która ją spotkała: o zachorowaniu, o tym jak zorientowała się, że jest w ciąży, o jej decyzji...

[00:05:36]

M. DĄBROWSKA: To jest historia absolutnie niesamowita. Najważniejszym doświadczeniem Magdy na samym początku zetknięcia z rakiem było to, że jej rodzice umarli oboje na raka, więc ona nie miała jakiegoś abstrakcyjnego pojęcia o tym, czym jest rak, tylko wiedziała jaka to jest choroba i jak się na nią choruje w Polsce w tamtym czasie. Więc kiedy sama, mając 27 lat, wymacała sobie guzek na piersi, to już właściwie cała historia jej się sama dopowiedziała i stwierdziła, że nie, to nie jest bajka dla niej i ona się nie będzie leczyć, ona sobie znajdzie inny sposób na tego raka. To spowodowało, że przez kolejne 2 lata leczyła się niekonwencjonalnie. Opowieści o masażach stóp, po których chodzenie sprawiało jej ból, można przeczytać w wielu miejscach. To było coś, co spowodowało, że ona się nie zaczęła leczyć i dopiero guz na drugiej piersi otrzeźwił ją z tej sytuacji, dopiero uświadomił jej, że to co ona sobie tam serwuje w ogóle nie działa, że trzeba poważnie podejść do leczenia. Zbiegło się to w czasie z tym, jak poznałam Bartka. Zbiegło się to jakoś w czasie z tym, że zapałała miłością, stwierdziła, że może warto poważnie zająć się sobą i zacząć się leczyć. Wtedy podjęła decyzję, że musi przejść obustronną mastektomię i poddać się chemioterapii. Kiedy ta decyzja u niej zapadła, kiedy oboje z Bartkiem ją podjęli, to się okazało, że Magda jest w ciąży. To był taki moment, który chyba trudno sobie emocjonalnie wyobrazić, co się czuje w takiej chwili, gdzie Magda wiedziała, że po leczeniu prawdopodobnie nie będzie miała dzieci. To był jedyny moment w jej życiu, kiedy mogła być mamą. Ale był rak…

„Ani razu nie pomyślałam o usunięciu ciąży, nawet przez sekundę. Chociaż namawiali mnie do tego wszyscy lekarze. I w Polsce, i za granicą. Wszędzie słyszałam, że bezwzględnie powinnam usunąć ciążę, że nie ma innego wyjścia. W czasie tych strasznych wizyt miałam w głowie tylko jedną myśl: ‚Muszę szukać dalej’. Miałam dziwną pewność, że za chwilę otworzą się jakieś drzwi”.

[00:07:57]

M. DĄBROWSKA: Nie wiedziała co ma zrobić, żaden lekarz jej nie powiedział co ma w tej sytuacji zrobić, właściwie wszyscy mówili, żeby najpierw usunąć ciążę, a potem zacząć się leczyć. Była nawet w Mediolanie, była w wielu ośrodkach… Ten scenariusz wydawał się dość prosty do momentu, kiedy spotkała u nas w Centrum Onkologii dr. Giermka, który powiedział: „Tak, ale ja kobiety w ciąży leczę onkologicznie od wielu lat. Nie ma oczywiście na to żadnych badań, bo nie przeprowadza się takich badań na kobietach ciąży, ale jest to możliwe. Tylko ty musisz podjąć decyzję, czy chcesz to zrobić”. Magda się zdecydowała, w wyniku czego 9 miesięcy później urodził się zdrowy Leon, a Magda była już po obustronnej mastektomii i w czasie chemioterapii.

[00:08:41]

J. MACIEJEWSKI: Monika to dosyć wiernie opowiedziała. Informacja, że Magda jest w ciąży bardzo ich zdziwiła, dlatego że ona była już w trakcie kuracji i ona nie powinna była zajść w tę ciążę. Dostali taką informację, że to właściwie nie ma opcji – prawdopodobnie miało to wpływ na sposób zabezpieczania się. W każdym razie dowiedzieli się o tym, a potem zaczęli walczyć o to, żeby Leon się urodził. To się jakimś cudem udało, bo dr. Giermka spotkali w windzie w Centrum Onkologii, jadąc od innego lekarza, gdzie się dowiedzieli, że trzeba tę ciążę usunąć. Okazało się, że dr Giermek prowadzi takie przypadki, ma u siebie w szufladzie taki album z dziećmi, które urodziły się dzięki jego pracy. Potem zaczęła się walka o to, żeby Leon się urodził – udało im się.

[00:09:41]

M. LUFT: Powiedzcie mi, dlaczego to spotkanie i wasza znajomość z Magdą były takie ważne?

[00:09:55]

J. MACIEJEWSKI: Dla mnie było ważne, bo właśnie poczułem tę prawdę. Najpierw sama historia mną wstrząsnęła, bo Bartek to opowiedział w sposób bardzo uczciwy i przejmujący. Różne historie się słyszy, ale ta ścięła mnie z nóg. Także to co ścina wszystkich, którzy słyszą o tym, że jest pewna wiedza medyczna, która pozwala takie przypadki leczyć, a jednocześnie lekarze są w stanie powiedzieć, że tego się nie da zrobić i trzeba wybierać między życiem matki a dziecka. Wydawało mi się to okrutne, naprawdę mnie poruszyło, że taki proceder medyczny się dzieje i naprawdę miałem ochotę pomóc to zmienić. Ponieważ Magda była bardzo uczciwa i zdeterminowana, to zrobiła się z tego dla mnie taka przygoda zawodowa, wyzwanie, żeby to zrobić skutecznie, w taki sposób, który ludzie zauważą i że jej przekaz o tym, że można urodzić zdrowe dziecko w trakcie raka będzie słyszalny, zauważalny i zrobi dobrą zmianę w świecie. Robiąc reklamy komercyjne, zawsze starałem się robić też jakieś reklamy społeczne, zajmowałem się różnymi tematami: ochroną zwierząt dla WWF, bezpieczeństwem ruchu drogowego, dla banków żywności coś robiłem… Natomiast to akurat była historia, która chyba mnie najbardziej jakoś emocjonalnie poruszyła.

[00:11:48]

M. LUFT: No właśnie. Chodzi mi o to, dlaczego nie chronisz zwierząt, mimo że robiłeś dla nich też różne kampanie, a w Rak'n'Rolla poszedłeś i poświęciłeś mu swoje życie?

[00:12:05]

J. MACIEJEWSKI: 11 lat już w tej chwili. Początek był taki, jak już dosyć dokładnie opowiedziałem, a potem się zaczęły konkrety. Magda wymyślała tematy onkologiczne, a ja wymyślałem takie komunikacyjne odpowiedzi na to: nazwanie kobiet w ciąży chorych na raka Boskimi Matkami, wydanie albumu, zrobienie sesji zdjęciowych… Pierwszy projekt dla Rak’n’Rolla, który robiliśmy, nazywał się „Kalendarz Gwiazd” – był to dosyć wytarty pomysł pt. „zróbmy kalendarz”. Zrobiliśmy go jakoś inaczej, tak sobie to wtedy z Michałem Wareckim w agencji wymyśliliśmy, że pokażemy kobiety chore na raka jako supergwiazdy na coverach okładek płyt gwiazd rockowych. Bardzo fajnie ten projekt wyszedł i też przy jego okazji wydarzyła się bardzo magiczna rzecz, bo myśmy do tego robili sesję przez 2-3 dni i tam było strasznie dużo ludzi, jakoś się tam kotłowało kreatywnie. Jednocześnie wydarzyło się takie spotkanie tych wszystkich osób, taka kumulacja energii, że jak spotykam Monikę Zgórzak, która wtedy była producentką tego, to do dzisiaj to jest jedno z jej najważniejszych wydarzeń życia zawodowego. Dla mnie też. Myślę, że dla Michała też.

[00:13:51]

M. LUFT: Monika, ty poznałaś Magdę w innej swojej sytuacji życiowej. Jakbyś o tym powiedziała?

[00:14:00]

M. DĄBROWSKA: Tak. Ja się w historii Magdy przede wszystkim trochę sama przejrzałam. Moja historia nie była tak skomplikowana jak Magdy, bo ja chorowałam na raka i powiedziano mi, że już mamą więcej nie będę – po czym zostałam nią bardzo szybko, zanim zdążyłam zakończyć leczenie definitywnie i zanim zrobiono mi wszystkie badania, to okazało się, że jestem w ciąży. Na poziomie emocjonalnym bardzo dobrze rozumiałam wszystko, co Magda mówiła. Dla mnie to połączenie macierzyństwa i raka było tak trudne do uniesienia, ten lęk, który wokół tego czai, tak niekompatybilny z macierzyństwem, które powinno nieść radość, że ciężko było się w tym odnaleźć. U mnie to też trwało miesiącami, bo w czasie ciąży nie można mi było zrobić badań, musiałam doczekać do czasu, kiedy się Majka urodzi, żeby zobaczyć, czy to leczenie, które przechodziłam, było w ogóle skuteczne. Więc nie wiadomo było, co ze mną dalej. Myślę, że to są takie rzeczy, z którymi Magda też miała styczność i my na pewnym poziomie emocjonalnym rozumiałyśmy się niemal bez słów. Połączył nas ten projekt „Boskie Matki”, brałam udział w albumie i wtedy się poznałyśmy. Kiedy ja chorowałam, fundacji Rak’n’Roll jeszcze nie było, natomiast było wiele innych, ale Rak’n’Roll i Magda były zupełnie inną jakością na tym tle. Ja o innych organizacjach nawet nie myślałam, bo wydawało mi się, że one są okropnie smutne i zupełnie nie na ten etap, który wtedy przechodziłam. Może kiedyś dojdę do tego etapu chorowania, że będę potrzebowała wsparcia takich organizacji, ale w ogóle mi to nawet przez głowę nie przeszło. Natomiast Magda pozwoliła się śmiać, pozwoliła się fajnie ubierać, odczarowała tego raka. Ja nie musiałam być już smutna, łysa i cierpieć w ciszy, bo tak trzeba, tylko mogłam powiedzieć: „Nie, ja tak nie będę chorować”. To było dla mnie coś niesamowitego, mogłam być wreszcie wolna w tej chorobie.

[00:15:50]

M. LUFT: Wróćmy do tej sceny, w której poznałaś Magdę. To było tak, że ty tam przyszłaś...

[00:15:57]

M. DĄBROWSKA: Na sesję, to była sesja do „Boskich Matek”. Moja sesja i Magda była robiona u niej w domu. Ja weszłam w ten klimat. Byli tam też właśnie już Andrzej Świetlik, Michał Warecki i poznałam tę całą ekipę ludzi, o których opowiadał Jacek, z którymi współpracujemy do dziś. Ludzi zarażonych energią pomagania dotkniętym przez raka, ale właśnie w taki inny sposób, taki odczarowujący.

[00:16:30]

M. LUFT: Przyszłaś tam jako cierpiętnica...? Nie chcę szukać tanich scen, ale czy to jest tak, że jednak przychodziłaś tam z innym nastawieniem, niż wyszłaś? Czy coś się tam takiego wydarzyło?

[00:16:45]

M. DĄBROWSKA: Wyszłam z takim poczuciem, że tam się dzieje coś ważnego. Samo to, że tam poszłam – ja nie jestem taką aktywistką… Wiedziałam, że to jest ważne, żeby to zrobić, bo to jest przekaz, który musi iść w świat, a że wokół tego była fajna atmosfera, byli bardzo życzliwi ludzie, był ten klimat artystyczny, który ja uwielbiam – to były rzeczy, dla których warto było tam być.

[00:17:20]

M. LUFT: A ten przekaz był jaki?

[00:17:23]

M. DĄBROWSKA: Że rak nie musi być smutny, że nie trzeba cierpieć po cichu, że można tupać nogami, że mamy prawo do szczęścia i śmiania się, że możemy wyglądać atrakcyjnie. My dzisiaj mówimy o tym, że można żyć dobrze, godnie i szczęśliwie pomimo raka. Wtedy to było nie do pomyślenia, bo ci co mieli raka musieli być smutni.

[00:17:46]

M. LUFT: I najlepiej odizolowani.

[00:17:47]

M. DĄBROWSKA: Tak. I w ogóle najlepiej nie mówić o tym, że mają raka, tylko tak po cichutku, bo jeszcze coś się stanie, jak powiemy na głos. W ogóle samo słowo „rak” – Magda wielokrotnie o tym mówiła, że ona sama chodziła po mediach i mówiła słowo „rak, rak, rak”, żeby sama usłyszeć, żeby odczarować to, bo ludzie się tego bali.

„Specjalnie tak często powtarzam słowo RAK. Chciałabym, abyście się z nim oswoili, aby samo słowo przestało nas paraliżować i straszyć”.

[00:18:22]

J. MACIEJEWSKI: Jak Magda poszła i opowiedziała w paru miejscach o tym pomyśle na fundację, która się będzie nazywała Rak’n’Roll, to w jednej z poczytnych gazet została wyproszona przez redaktora naczelnego, bo w ten sposób nie wolno było mówić o raku. Widocznie miał człowiek jakieś własne doświadczenia, ale ona wyszła stamtąd niepocieszona.

[00:18:45]

M. LUFT: Mamy fundację, która działa od 11 lat i jest teraz dużym przedsięwzięciem. W sumie macie kilkanaście programów, jeśli nie przesadzam.

[00:19:01]

J. MACIEJEWSKI: Jeśli mówimy o aktywnościach, to można mówić o kilkunastu, ale takich solidnych programów mamy kilka.

[00:19:06]

M. DĄBROWSKA: Wiele z tych projektów, które robimy do dziś, i sami się na tym łapiemy, to były właśnie pomysły Magdy. Ona była bardzo świadomym „chorowaczem” i była na tyle bezczelna, żeby się z tym nie zgadzać, miała w sobie na tyle determinacji, żeby o tym głośno mówić i w ogóle to identyfikować, wiedzieć, że jej przeszkadza to, że ta poczekalnia jest obskurna. Ja nie pomyślałam o tym, chociaż zajmuję się projektowaniem wnętrz. Siedząc w tej poczekalni na Wawelskiej pomyślałam sobie: „One tak wyglądają”, więc to w ogóle nie był dla mnie temat. A Magda mówi: „Siedzę tu tyle godzin, to mnie dołuje”. Ona była świadoma tego, co na nią i jak działa, mówiła: „Jak ja założę czarne buty, to mnie to dołuje. Ja wolę chodzić w kolorowych”. Z tej jej świadomości przeżywania choroby i tego, jak to wygląda jakościowo, wynikały jej pomysły na projekty, na te programy. Wiele z nich ona zainicjowała, chociażby właśnie uczłowieczanie poczekalni onkologicznych czy peruki. „Ja w tej peruce syntetycznej nie będę chodzić, bo w niej źle wyglądam i ona mnie swędzi, ja chcę mieć perukę z włosów naturalnych” – to stworzyła program „Daj Włos!”. O tych programach moglibyśmy długo opowiadać. Takich, które powstały po Magdzie też jest wiele – chociażby „iPoRaku” – i one łatają dziurę w tym systemie, wychodzą naprzeciw potrzebom, które nie są zaspokajane i są równie ważne. Ten komplet programów Rak’n’Rolla to właśnie z jednej strony są te, które wprowadziła Magda, a z drugiej strony te, które już my wprowadziliśmy. One najczęściej docierają do nas od pacjentów, to znaczy my się dowiadujemy o jakimś problemie i inicjujemy program, który wychodzi naprzeciwko tym potrzebom.

[00:20:49]

J. MACIEJEWSKI: Najważniejsza scheda po Magdzie to jest właśnie ten walor buntu, tego o czym powiedziała Monika bardzo słusznie, że: „To mnie nie dołuje, ja tak nie chcę”. Czyli zaprzeczenie tego, w jaki sposób działa system zdrowia w Polsce i pokazywanie palcem, gdzie to wygląda inaczej niż powinno i branie się do roboty – zmiana poczekalni, uruchomienie programu bezpłatnych peruk z włosów naturalnych itd. Potem jako model działania przyjęliśmy to, że szukamy dziury w systemie i jak się nikt tym nie zajmuje, a ewidentnie to robi wbrew chorym, to my się za to bierzemy i robimy to na tyle, na ile nam energia, pieniądze i czas pozwalają. Staramy się pomagać w ten sposób, czego nikt inny nie robi.

[00:21:46]

M. LUFT: Moniko, mam jeszcze do ciebie takie pytanie, które mnie intryguje. Twoja historia nowotworowa już skończyła się dawno i mogłabyś powiedzieć, że to jest zamknięty rozdział w twoim życiu - dlaczego więc wciąż działasz w fundacji Rak'n'Roll?

[00:22:06]

M. DĄBROWSKA: Pracuję w Rak’n’Rollu – kiedyś bym o tym w ogóle nie pomyślała – trochę z namaszczenia Magdy, bo Magda mnie o to prosiła wielokrotnie, żebym się zajęła fundacją. Długo myślałam, że będziemy to razem robić, że ja jej pomogę. Miałyśmy w naszych kontaktach takie peaki, to znaczy widziałyśmy się w sezonie wiosenno-letnim wiele razy, bo nasze dzieci bawiły się razem w ogródku, albo spotykałyśmy się na kawie, a w sezonie jesienno-zimowym każda z nas oddzielnie. Po takiej dłuższej przerwie kiedy się z Magdą nie widziałam, miałam z nią tylko kontakt mailowy i telefoniczny, ona mnie kolejny raz poprosiła, żebym się zajęła fundacją. Spotkałyśmy się i już wtedy wiedziałam, że to nie chodzi o to, żebym jej pomagała, tylko że Magda trochę rozdaje karty… Ja czuję tę ideę, wiem, że fundacja pomaga, widzę to od środka, widzę skutki tego pomagania i wiem, że to ma sens. To nadaje też jakiś dodatkowy sens mojemu chorowaniu. Więc po prostu tu jestem.

[00:23:10]

M. LUFT: To chyba jest ten moment, w którym powinniśmy powiedzieć, że Magda odeszła... I co się wtedy stało?

[00:23:29]

M. DĄBROWSKA: Pamiętam, że u niej w kuchni miałyśmy taką rozmowę, kiedy się zorientowałam, że nie będziemy tego robić razem. Magda oczywiście do końca się nie przyznała, do końca mówiła o tym, że jej się uda, że ona będzie to robić dalej, będzie żyć. Pamiętam zaczęłam ją pytać, próbowałam wybadać do kogo ona jeszcze dzwoni, bo mi się wydawało, że to niemożliwe, że tylko do mnie, więc jeszcze z kimś musi rozmawiać. Powiedziała mi wtedy 2 rzeczy, które utkwiły mi w głowie. Że fundacji nie da się zbudować na wolontariuszach, bo wtedy jest tak duża rotacja, że żaden projekt nie idzie do przodu, że trzeba zacząć zatrudniać ludzi, żeby oni mogli spokojnie pracować, rozwijać się i działać na rzecz fundacji. Kiedy zapytałam ją kto jeszcze, to ona mi odpowiedziała, że Jacek Maciejewski. My się wtedy jeszcze nie znaliśmy. „Pamiętasz, jak robiliśmy Boskie Matki, to było dwóch takich łysych – jeden to był Warecki, a ten drugi to właśnie Maciejewski”. Później kiedy Magda odeszła, to już wiedziałam z kim się trzeba kontaktować.

[00:24:32]

J. MACIEJEWSKI: Ona mnie też wmanewrowała w to. Nawet bardziej, bo ona ze mną przeprowadziła taką rozmowę, jak jeszcze niczego nie podejrzewałem w ogóle, że ona by chciała, żebym ja był w zarządzie fundacji, bo pracujemy razem już drugi rok i zrobiliśmy razem ileś projektów. Ja byłem trochę zaskoczony, bo byłem sobie dyrektorem kreatywnym agencji reklamowej, więc co ja mam wspólnego z NGO’s? Wydawało mi się, że w pozycji „robię dla ciebie zlecenia” jestem OK, ale żeby przejść na drugą stronę, to nie miałem takiego pomysłu. Nie pamiętam jakich argumentów użyła, ale w końcu powiedziałem, że OK, co mi zależy, jeśli potrzebuje kogoś do zarządu, to w porządku. Potem zadzwoniła, żeby mi dać namiary na swojego notariusza i że już jestem umówiony do tego notariusza, że mam przyjść o konkretnej godzinie, pod konkretny adres i powiedzieć, że to ja.

[00:25:32]

M. LUFT: Czy wiedziałeś wtedy, w jakim ona jest stanie?

[00:25:34]

J. MACIEJEWSKI: Nie. Poszedłem, podpisałem te wszystkie kwity i w ten sposób zostałem członkiem zarządu fundacji Rak’n’Roll. Potem po jakichś 2 miesiącach był ten Magdy zjazd. To było też tak, że ona po prostu znikła, bo leżała w szpitalu w Lublinie i tam odeszła. Ja się o tym dowiedziałem w sobotę rano z telefonu dziewczyny z fundacji, która zadzwoniła do mnie i zwróciła się do mnie: „Panie prezesie, czy możemy sfinansować wieniec dla Magdy?”. To było dla mnie totalnie szokujące, bo się okazało, że w tym zarządzie byłem tylko ja i Magda, więc w ten sposób zostałem panem prezesem. W ten sposób, wiedząc sama, w jakim jest stanie, wmanewrowała naszą dwójkę. Pewnie też to ma jakiś wpływ osobiście na nasze podejście do tego jako takiej pracy nie-pracy i takiego sposobu na życie.

[00:26:46]

M. LUFT: Wykręciłaś ten numer do Jacka?

[00:26:49]

M. DĄBROWSKA: Jacek do mnie zadzwonił i chyba sam się przeraził, że jest tam panem prezesem, więc mówi: „A może ty chcesz być prezesem?”. Ja mu odmówiłam nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że ja nie mam w ogóle doświadczenia menadżerskiego. „Nie poprowadzę fundacji, ale ci pomogę”.

[00:27:10]

J. MACIEJEWSKI: Po odejściu Magdy musieliśmy zacząć myśleć, czy w ogóle to ma przetrwać, a jeśli ma to tak, żeby była szansa na rozwój. To nie chodziło o to, żeby podtrzymać oddychanie przez parę tygodni, tylko żeby nadać temu taką formę, która będzie miała szansę na rozwój i my będziemy wiedzieć, co chcemy z tym zrobić.

[00:27:37]

M. LUFT: Dziękuję ci za wysłuchanie odcinka podcastu Rak'n'Talk fundacji Rak'n'Roll. Jeśli chcesz usłyszeć więcej podobnych rozmów, zasubskrybuj nas na swojej ulubionej platformie podcastowej. Zostaw krótką opinię na Apple Podcasts, poleć nas znajomym. Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz podzielić się swoją historią, wyślij maila na adres podcast@raknroll.pl - być może wykorzystamy je w kolejnych odcinkach. Rak'n'Talk tworzymy dzięki współpracy Voice House i fundacji Rak'n'Roll.

Autor odcinka
Mateusz Luft
Dziennikarz

Zdobywca Korony Warszawy w pierwszej ekspedycji zimowej, były członek kolarskiej grupy „Wigrak”, Związany z Magazynem „Kontakt”. Współpracował m.in z TOK FM, Radiem Dla Ciebie, Inicjatywą Wolna Białoruś.

Dołącz do Voice House Club (BETA)

Wersja BETA Voice House Club to testowa wersja naszej aplikacji, dzięki której możesz słuchać swoich ulubionych podcastów w doskonałej jakości. Dzięki Tobie będziemy ją ulepszać i wzbogacać o dodatkowe funkcjonalności, które sprawią, że będzie jeszcze bardziej intuicyjna i wygodna.

Zamknij
Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.