Transkrypcja odcinka

Sport w czasach pandemii

Autor: Daria Abramowicz
Sport
[00:00:10]

D. ABRAMOWICZ: Dzień dobry. Nazywam się Daria Abramowicz. Mam za sobą karierę sportową i trenerską, a dziś jestem psychologiem sportowym. To bardzo ważna dziedzina, która globalnie zyskuje dziś na znaczeniu. Uważam, że mistrzostwo zaczyna się w głowie, dlatego w moim podcaście chcę dzielić się doświadczeniem, wiedzą, emocjami. Chcę dać przestrzeń do społecznej dyskusji o psychologii w sporcie, biznesie i prywatnym życiu, bo to wszystko są bardzo połączone światy. Czas na trzeci odcinek: Sport w czasach COVID.

[00:00:52]

D. ABRAMOWICZ: Sport w ostatnich latach bardzo dynamicznie rozwijał się. I w obszarze czysto związanym z rywalizacją, z takim rozwojem umiejętności fizycznych, cech motorycznych, więc coraz lepsze wyniki, coraz lepsze parametry, coraz więcej nowych technologii – i mówię tutaj oczywiście o sporcie wyczynowym, o tym sporcie mistrzowskim – i wreszcie: rozwijał się bardzo dynamicznie w takim kontekście biznesowym, jako gałąź gospodarki bardzo dynamicznie działająca. W kontekście organizacji imprez sportowych i samego uczestnictwa w rywalizacji, budowania marek osobistych sportowców i wszystkiego, co z tym się wiąże. I nagle pojawiło się coś, co kompletnie zaburzyło – wydawać by się mogło – taki naturalnie toczący się pociąg, jadący sobie rytmem jednostajnie przyspieszonym. I okazało się, że sport potrzebuje do funkcjonowania takich warunków, które w obecnych nastających w marcu 2020 roku okolicznościach absolutnie nie są realne do spełnienia. No i to tak naprawdę spowodowało, że doszło do potężnego zachwiania, nie tylko realizacją dążeń wielu ludzi, nie tylko życiem zawodowym, ale pamiętajmy, że w sporcie „Ja, sportowiec”, to jest podstawowy element tożsamości, w związku z tym doszło do takich potężnych zachwiań życiem wielu ludzi. Oczywiście w skali wszystkiego, czego dotknął koronawirus, skali tragedii dotyczących zdrowia, w skali pracowników pierwszej linii, pierwszego frontu, problemów z niewydolnymi systemami opieki zdrowotnej, sam sport jako taki nie jest gałęzią priorytetową. Oczywiście, niech to brzmi. Niemniej każda osoba, która żyje w danej społeczności, w danym środowisku, w swojej małej grupie społecznej, przeżywała to na swój sposób i na to – niewątpliwie – że w ogóle takiego zachwiania dojdzie, sport nie był przygotowany. Sportowcy nie byli przygotowani i jako sportowcy, i jako ludzie. W myśl tego, co często powtarzam, że sportowiec to przede wszystkim człowiek, to poza tymi wszystkimi trudnościami, które dotknęły każdego z nas w związku z pojawieniem się koronawirusa na świecie, sportowców dotknął on także z perspektywy trudności w realizacji treningu. To trudności logistyczne, to trudności finansowe, to trudności w realizacji celów, w planowaniu, to często złożone systemy, które ulegają zachwianiu czy zburzeniu. Wielomiesięczne procesy przygotowań do rywalizacji w jakichś danych, konkretnych zawodach. I wreszcie: sport jako gałąź gospodarki i taka gałąź – powiedziałabym – funkcjonowania społecznego, także ucierpiał. To właśnie organizowanie imprez sportowych, często takich, które stanowiły potężne przedsięwzięcia biznesowe, tak powiedzmy sobie wprost. Pamiętam, że to Wimbledon – turniej tenisowy – jako jedyny ubezpieczył się na wypadek pandemii. Kilkadziesiąt milionów funtów odszkodowania spowodowało, że zdecydowali się wypłacić tenisistom wszystkim tzw. prize money, czyli nagrodę za pierwszą rundę, tak jakby wszyscy zagrali w pierwszej rundzie turnieju. Ale wiele imprez sportowych odwołanych i ciągle odwoływanych z powodu COVID-u to ogromne straty finansowe, także wiążące się z potężnymi nakładami finansowymi ze strony i prywatnych podmiotów, ale często też instytucji centralnych państw. W związku z tym: sam sport jako taki, jego struktura, organizowanie imprez, także bardzo mocno cierpią. To działało tak i tak wyglądało, że my wróciliśmy z Igą Świątek i całym teamem z Indian Wells z odwołanego turnieju w połowie marca, ostatnim samolotem, który w ogóle leciał z Los Angeles do Polski. I właściwie od razu zaczęłam pracę ze sportowcami, którzy w związku z tym, co zaczęło dziać się na świecie i w kraju i wokół nich, poszukiwali wsparcia i pomocy psychologicznej. I zauważyłam bardzo szybko pewną tendencję i takie 4 filary i 4 bloki, przez które przeszliśmy w pracy w tym kryzysowym czasie. Pierwszym – i to chciałabym zaznaczyć, może zanim zacznę jeszcze, że jest bardzo uniwersalne i dla biznesu, i dla sportu, i dla każdego z nas funkcjonującego w jakimkolwiek obszarze zawodowym – pierwszy filar dotyczył – to działo się na samym początku takiego wyrównania podstawowych potrzeb psycho-fizjologicznych – a więc spania, a więc odżywiania się i suplementacji ewentualnej, podtrzymania jakiejś formy aktywności fizycznej. Bo kiedy zostaliśmy zamknięci w domach i pojawiło się tzw. home office i pojawiło się życie online, to okazało się, że często godziny pracy przestały być normowane, odgórnie narzucone. Wtedy dni stawały się albo dłuższe, albo krótsze i – kolokwialnie mówiąc – rozjeżdżały się czasami. A, to obejrzę sobie jeszcze odcinek serialu wieczorem, może przeczytam jeszcze parę stron książki, może jeszcze chwilę posiedzę. Potem: Może później wstanę, bo nic mnie nie goni. I ten rytm dobowy ulegał zachwianiu. W związku z tym: bardzo ważne było to, żeby go wyregulować i żeby nawet sobie pewne ramy funkcjonowania. To samo tak naprawdę dotyczyło żywienia. Bo szczególnie osoby, które pozostają na co dzień w jakimś rytmie właśnie np. sportowcy, wszystkie osoby, które utrzymują jakąkolwiek dietę, ale i wszyscy my, którzy potrzebujemy co do zasady zbilansowanego żywienia powinniśmy – i to był bardzo ważny element – dbać o to, aby ten balans tutaj był. No i wreszcie: podtrzymanie aktywności fizycznej, nie tylko z perspektywy sportowców, którzy muszą, musieli pozostawać w treningu, ale też z perspektywy każdego z nas. Aktywność fizyczna to dzisiaj jest jedna z podstawowych potrzeb człowieka i taki ważny filar funkcjonowania w rozwiniętym świecie. O to też dbać trzeba było i na tym skupialiśmy się bardzo, bardzo mocno w tym pierwszym filarze. Kiedy ten podstawowy poziom potrzeb został ustabilizowany okazało się, że z powodu kompletnie inaczej funkcjonującego świata należy bezsprzecznie przyjrzeć się celom i dążeniom jakie mamy. I bardzo ważnym elementem tego procesu w tym drugim filarze było to, aby dotrzeć do pewnego przeformułowania celów, ich weryfikacji. Jeśli dla sportowca celem był taki czy inny start na Igrzyskach Olimpijskich, to siłą rzeczy, ponieważ te Igrzyska odwołano, przełożono je, należało momentalnie znaleźć coś innego na horyzoncie, co spowoduje, że będzie warto robić to wszystko. Że warto będzie dokądś zmierzać, że jakiś punkt na horyzoncie będzie dawał taki azymut i będzie ułatwiał, krok za krokiem funkcjonowanie, w tych bardzo wymagających czasach. Kiedy rzeczywistość wokół nas zaczęła się krystalizować, pojawił się czas na tzw. trzeci – oczywiście, to moja teoria – tzw. trzeci filar, to znaczy planowanie. Cele i motywacja to jest jedno, ale determinacja, czyli taka zdolność do tego, żeby utrzymywać zaangażowanie w dążeniu do realizacji jakichś celów, to jest drugie. I do tego, aby to było możliwe, potrzebny jest plan. Kiedy w tej nowej rzeczywistości COVID-owej zaczęły pojawiać się kolejne informacje dotyczące tego, że w takim czy innym okresie będziemy funkcjonować w sposób ograniczony, pewne imprezy sportowe się odbędą, inne nie. Że dowiedzieliśmy się – np. środowisko biznesowe – że należy nastawiać się na pracę w obszarze online jeszcze przez taki czy inny czas, to wszystko zaczęło powodować, że możliwe było bardziej stabilne planowanie. I to dotyczy planowania nawet w życiu prywatnym, czy to potencjalnego urlopu, czy budżetu domowego i tego, na co przeznaczyć po prostu, to to też – myślę – bardzo istotne kwestie. I wreszcie: czwarty element, czwarty filar to taki moment, w którym mamy już ten szkielet dzięki 3 poprzednim i pewne 3 takie w miarę stabilne nogi, na których stoimy i możemy funkcjonować. No i teraz warto jest nauczyć się i przystosować się do tych warunków, na które nie mamy wpływu. I tutaj np. dla środowiska sportowego, to jest chociażby adaptowanie się do funkcjonowania w rzeczywistości bez kibiców, w rywalizacji bez kibiców, do życia tzw. bańkach, do nieustannego testowania. Ja od lipca czy sierpnia ubiegłego roku byłam testowana około 25 razy, z uwagi na życie w tych tzw. tenisowych bubble’ach, bańkach. To jest przystosowanie się do funkcjonowania w ograniczonych grupach, do przebywania długo na zgrupowaniach bez możliwości powrotu do domu albo konieczność bycia w jednym miejscu, np. w domu, bez możliwości wyjazdu. Więc te 4 filary, te 4 kolumny, to trochę taki ciąg przyczynowo-skutkowy w pracy, który pojawił mi się na poziomie moich doświadczeń. Tak jak mówiłam przy okazji jednej z poprzednich rozmów: uczę się od moich sportowców sportu i trochę transferuję doświadczenia z jednej dyscypliny na inną, z jednego środowiska na drugie. I właśnie w przypadku pracy z COVID-em bardzo wyraźnie widziałam, że pewne mechanizmy, potrzeby są bardzo uniwersalne dla wszystkich, więc zależało mi bardzo, żeby stworzyć pewną strukturę pracy, która w w sposób możliwie najlepszy będzie zaspokajała te potrzeby. Widziałam niedawno taką grafikę w internecie z takim zdaniem: „Myślałam, że 2020 rok będzie rokiem, w którym osiągnę wszystko. Dzisiaj wiem, że 2020 rok jest rokiem, w którym doceniam to, co mam” i m.in. jednym z tych elementów, które bardzo doceniamy i które bardzo docenia sport, jest wsparcie. Wsparcie bliskich, czyli wsparcie emocjonalne, czyli wszyscy ci, którzy dają nam pewien pomost emocjonalny i taką solidną bazę do funkcjonowania także momentach kryzysowych. I wsparcie merytoryczne, więc wszystkich tych, którzy dzielą się swoją wiedzą, swoimi kompetencjami, doświadczeniami ze sportowcem. I to jest ekstremalnie istotny czynnik, który szczególnie w czasach tak niepewnych, budzących niepokój, obawę, zaskoczenie czasami, wsparcie daje stałą. I w myśl słów Shiffrin: „Sportowiec nie powinien być samotny i sam” i wobec realiów koronawirusa i COVID-u ten aspekt odgrywa jeszcze większą rolę i stanowi jeszcze większą siłę, stabilność i stałą, na której łatwiej jest budować kolejne cele i dążenie do tego, aby te cele realizować. Oczywistym jest, że w dobie kryzysu gospodarczego i kryzysu zdrowia publicznego, społecznego kryzysu, przedsiębiorstwa, podmioty wycofują się poniekąd ze sponsoringu sportowego czy z partnerstw, jeżeli doświadczają tego kryzysu i nie ominęło to sportu absolutnie w tym roku. Są takie dyscypliny, które są bardzo stabilne, jeżeli chodzi o finanse, są takie, które odczuły to w znacznie większym stopniu. Oczywiście w nieco lepszej sytuacji znajdują się sportowcy funkcjonujący na najwyższym sportowym poziomie. Ci raczej już zabezpieczeni finansowo, czy to przez środki budżetu państwa, czy przez podmioty, z którymi związani są umowami prywatnie, mają większą stabilizację, jeżeli chodzi o własną sytuację finansową. Natomiast sportowcy, którzy funkcjonują w środowisku sportowym krócej, którzy są na nieco niższym sportowym poziomie, którzy aspirują dopiero i pukają do drzwi tego mistrzowskiego sportu, znaleźli się – w wielu naprawdę przypadkach – w takiej sytuacji, w której kiedy wycofało się jakieś przedsiębiorstwo, wycofywał się jakiś podmiot, a nie dało się w żaden sposób tego skontrolować i tym bardziej nie było takiej możliwości, żeby powiedzieć: „To ja, sportowiec, czegoś nie dopilnowałem, być może mogę coś zmienić, żeby ta relacja funkcjonowała lepiej?”, to kompletnie niezależne od sportowca. Więc kiedy pojawiała się taka sytuacja, okazywało się, że pojawiła się bardzo duża bezsilność, frustracja, złość, gniew, czasami smutek i wreszcie zrezygnowanie. To bardzo trudne jest, aby utrzymać determinację i mobilizację do działania w sytuacji, w której mamy poczucie, że niezależnie od nas – mówiąc kolokwialnie i wprost – sypie nam się rzeczywistość. Mało się o tym mówi, ale naprawdę sporo sportowców znalazło się w takiej sytuacji. Zresztą w podobnej jak inne osoby, inni ludzie funkcjonujący zawodowo w różnych obszarach. Kryzys gospodarczy dotyka przecież wielu z nas, całego społeczeństwa, nie tylko środowiska sportu. Absolutnie najtrudniejszą rzeczą, kwestią dotyczącą sportu w czasach koronawirusa jest wszechogarniająca niepewność i pewien brak stabilizacji, który towarzyszy wszystkim na każdym właściwie poziomie. Ja sama od marca mam takie poczucie, że funkcjonuję permanentnie w trybie zarządzania kryzysem i interwencji kryzysowej. Funkcjonowaniu towarzyszy naprawdę spore napięcie, wyczekiwanie na decyzję jednego czy drugiego organu, jednej czy drugiej organizacji sportowej, co też jest niezależne. Nawet, jak bardzo byśmy chcieli zachować niezależność, to nie zawsze jest to możliwe w sporcie. Ta niepewność, brak stabilizacji dotyczy np. tego, czy dana impreza się odbędzie, czy nie, gdzie do ostatniej chwili ważą się tak naprawdę losy. I wreszcie – o tym mówią sportowcy – np. taka niepewność związana z tym, że jadę na zawody i robię test i czekam na wynik. I tak naprawdę to oczekiwanie na wynik jest naprawdę bardzo trudnym emocjonalnie momentem, byciem w stanie zawieszenia, bo jeżeli ten wynik będzie pozytywny, to naprawdę sporo może się zawalić. Dokładnie kilka dni temu mieliśmy sytuację, w której jedna z polskich tenisistek mających grać eliminacje Australian Open, uzyskała pozytywny wynik testu na COVID. Ja sama pamiętam, kiedy robiliśmy pierwsze testy jeszcze w Stanach, jak duży niepokój towarzyszył oczekiwaniu na wyniki. Z czasem – to też ciekawe społecznie zjawisko – ta odporność była coraz większa. I w momencie, kiedy już byliśmy pod koniec Roland Garrosa, to po prostu wstawało się i tak jak mycie zębów, tak wykonywało się kolejny test kolejnego dnia z poczuciem, że dbamy o siebie, jesteśmy odpowiedzialni społecznie i po prostu to jest nieodłączny element krajobrazu. Więc sportowcy mówili o tym, jak wyczerpujące w tym sezonie 2020 było to oczekiwanie. Oczekiwania na to, czy impreza się odbędzie. Oczekiwanie na test, na wynik testu. Oczekiwanie na to, czy będę mieć środki na realizację dalszych zadań i celów. Oczekiwanie na to, czy mogę wrócić do domu albo czy mogę wyjechać na zgrupowanie. I niestety nic nie zapowiada tego, żeby miało być inaczej w najbliższych miesiącach, z uwagi na dynamicznie zmieniającą się sytuację w różnych krajach na świecie, ciągle na ten stan zawieszenia i napięcia należy się nastawiać. Sporty olimpijskie letnie, dyscypliny mają świadomość tego, że za pasem Igrzyska, w związku z tym trudno jest nie trenować. Sama z uwagi na rozmowy z moim mężem mieliśmy taką sytuację ostatnio, w której zastanawialiśmy się, że to stwarza pewną nierówność szans. Przykładowo: jeżeli wszyscy żeglarze trenują bardzo intensywnie w ciepłych miejscach – w Europie, szczególnie, bo sezon zaczyna się raczej w Europie – a Kanada, która posiada dosyć ścisłe restrykcje związane z podróżami, nie decyduje się dopuścić swoich zawodników do tego, żeby wyjechali poza granice kraju. W Kanadzie żeglować zimą się nie da, jest to po prostu niemożliwe. Powoduje to – coś zupełnie naturalne dla polityki danego kraju, że takie, a nie inne restrykcje są wprowadzone – ale powoduje to, że sami sportowcy nie mają równych szans. Nie mają tych samych narzędzi do tego, żeby przygotowywać się do Igrzysk. Zunifikowany tego i w jakiś sposób umożliwienie sportowcom przygotowań, trenowania – i tu już naprawdę dyscypliny olimpijskie to jedno, myślę też o w ogóle całym sporcie – jest bardzo dużym wyzwaniem i logistycznym, i pod kątem zdrowia publicznego, społecznym czasami gospodarczym, bo naprawdę finansowo wymaga to ogromnych nakładów. Dzisiaj sport jest też w takim miejscu, w którym zdecydowanie adaptuje się do nowej rzeczywistości. Maseczki noszone na obiektach sportowych, ograniczona liczba osób, które mogą wspierać sportowca, to już jest standard. Do kwarantanny też przygotowujemy się czy przyzwyczajamy się i wiemy, że jest to też nieodłączna część całego procesu. Zwiększa się na pewno więc akceptacja dla pewnych zjawisk, niemniej ciągle – tak jak wspomniałam – pozostaje to poczucie niepewności i stanu zawieszenia. Trudno powiedzieć dzisiaj, czy do tego sportowcy będą w stanie się przyzwyczaić. Raczej nie, ponieważ to jest organizm, który pozostaje nieustannie w stanie dystresu, naruszenia równowagi. I raczej ja prognozuję, że będziemy mieć coraz więcej takich sytuacji, w których – krótko mówiąc – sportowcy będą potrzebowali bardzo intensywnego wsparcia psychologicznego. To jest moje spojrzenie na tę kwestię. Bardzo istotny będzie element oczywiście przyzwyczajenia się do rywalizacji bez publiczności lub z okrojonym dostępem publiczności. I tu będzie już trochę łatwiej, ponieważ jesteśmy po części sezonu 2020, w którym dokładnie tak się rywalizacja odbywała. No i na pewno to, na co sport musi się przygotować i co będzie trwało w roku 2021, to życie w bańkach, a więc silne restrykcje, kursowanie tylko hotel-obiekt sportowy-hotel. Przykładowo: w rozpoczynającym się niedługo Australian Open będzie tak, że zawodnik może przez 5 godzin w ciągu dnia przebywać w trakcie kwarantanny dwutygodniowej na obiektach sportowych, 2 godziny na korcie, 2 godziny w siłowni, godzina na spożywaniu posiłku, cały pozostały czas musi spędzić w pokoju hotelowym, i tak 2 tygodnie. To jedna z bardziej rygorystycznych kwarantann, o jakich słyszałam. Są dyscypliny sportu, jak np. koszykówka czy futbol amerykański w Stanach, gdzie adaptuje się Disneylandy, parki rozrywki na wielkie bubble, wielkie bańki, w których sportowcy żyją. To jest też nowa rzeczywistość, na którą należy się przygotować i do których okoliczności trzeba się dostosować. No i wreszcie: myślę, że sport czeka przystosowanie się do tego, że zmieni się nieco jego społeczna rola. Ona uwidoczniła się bardzo mocno w czasach pandemii – moim zdaniem – bardzo dużo było takich komunikatów, kiedy mówiono o tym, że sportu potrzebujemy jako społeczeństwo, że to sport daje nam optymizm, daje nam pozytywne doznania, daje nam pewnego rodzaju oddech w mierzeniu się z rzeczami, sytuacjami trudnymi i wymagającymi. Ja osobiście mam takie poczucie, że trochę to się zadziało z sukcesem Igi w Paryżu, że w zalewie różnych negatywnych, trudnych informacji napływających do nas na poziomie gospodarczym, społecznym, zdrowotnym w związku z koronawirusem, ten sukces był taki bardzo ożywczy i dający bardzo wiele takiej pozytywnej energii. I myślę, że taka też będzie rola tego sportu w 2021 roku, a może i dłużej. Kto wie, kiedy powrócimy do pewnego rodzaju względnej stabilizacji czy normalności? Myślę, że czeka nas taki moment, w którym powiedziane zostanie: OK, szczepienia nie są obowiązkowe, ale jeżeli chcesz wystartować, wziąć udział w zawodach, to poprosimy o zaświadczenie. Myślę, że dojdzie do tego. Na pewno to, o czym wspomniałam wcześniej, mianowicie rywalizacja bez publiczności będzie nową rzeczywistością cały czas. Zdaję sobie sprawę z tego, że organizacje sportowe bardzo mocno starają się angażować publiczność, bo jest to niezmiernie ważny czynnik w rywalizacji sportowej z różnych powodów, ale nie do końca będzie to możliwe w sytuacji, w której nie zapanujemy nad zdrowiem publicznym. Kto wie, może też wejście na trybunę będzie uwarunkowane tym, czy ktoś zaszczepił się czy nie? Tego nie wiem, ale to już trochę wprowadza kategoryzację społeczną i rzeczywiście to już widzimy, że to jest przedmiot dyskusji, dyskursu publicznego. Więc myślę, że sportu też to dotknie na pewno i myślę, że będzie to dosyć intensywnie dyskutowany temat. Jeżeli chodzi o sport, no to czekamy tak naprawdę ciągle na to – mimo wszystko – czy Międzynarodowy Komitet Olimpijski, Japonia i organizatorzy przygotują się i jak się przygotują na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. To będzie ważny sygnał dla świata sportu, ile jesteśmy w stanie zrobić i czy jesteśmy w stanie się przygotować na to, żeby w kontrolowanych warunkach przeprowadzić bardzo dużą imprezę sportową, na którą ściągamy ludzi z absolutnie całego świata. Parę wydarzeń sportowych w 2020 roku pokazało, że to jest możliwe. M.in. jak myślę sobie o tym, to US Open, turniej we wrześniu rozgrywany w Nowym Jorku rozgrywany w ścisłym reżimie sanitarnym. Nie było to łatwe doświadczenie dla nas, uczestniczących w tym, z uwagi na życie w bańce, na restrykcje, na rozdzielanie teamów i osób, które w nich funkcjonują i musieliśmy bardzo dużo pracy wykonać, żeby o siebie nawzajem i o siebie o siebie tam zadbać, ale jest to możliwe. Mamy coraz więcej wiedzy, mamy coraz więcej technologii, w związku z tym bardzo to jest ciekawe, czy i na ile organizatorzy staną na wysokości zadania. Sport będzie czekał też bardzo duży problem – moim zdaniem – z testami antydopingowymi, których jest mniej. Badania, statystyki wskazują na to, że jest ich mniej odkąd pojawił się koronawirus. Mało o tym mówimy, niemniej sposób testowania prawdopodobnie też będzie musiał być jakoś dostosowany i z uwagi na reżim sanitarny, i z uwagi na trudności z podróżowaniem, bo mamy rok olimpijski, w związku z tym, tym bardziej jest to bardzo ważne. Wiem o tym, że jest to też taki bardzo intensywnie w środowisku sportowym dyskutowany temat. No i wreszcie – tak jak wspomniałam wcześniej – ta społeczna rola sportu będzie bardzo istotna. On naprawdę będzie nas podtrzymywał – moim zdaniem – na duchu bardzo mocno w 2021 roku. To sport może wyznaczać – w pewnym sensie – takie kierunki tego, że zorganizowanie i przeprowadzenia jakichś inicjatyw czy pewnych rzeczy jest możliwe.

[00:23:59]

D. ABRAMOWICZ: Dziękuję za twoją uwagę. Zasubskrybuj mój podcast i oceń jego treść. Znajdziesz mnie na każdej platformie podcastowej i na każdym kanale social mediowym.

Autor odcinka
Daria Abramowicz
Psycholog w sporcie i biznesie

Ukończyła psychologię ze specjalnością psychologia kliniczna na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Warszawie oraz szkolenie I stopnia w Centrum Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach CTSR, a także studia podyplomowe z psychologii sportu na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Warszawie. Na co dzień współpracuje m.in. z Igą Świątek. Więcej na www.dariaabramowicz.com.

Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.