Transkrypcja odcinka

Złoty słabszy czy silniejszy? Ważny jest kurs

Autor: Jarosław Kuźniar
Biznes
[00:01:15]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: W tym odcinku sprawdzamy siłę złotego. Co go osłabia? Kto na tym traci, ale i kto się cieszy, że nasza waluta ma się słabiej? Czy jej pomagać i jaką terapią?

[00:01:34]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Twoim zdaniem silniejszy czy słabszy złoty - patrząc po naszym prywatnym, hirschowym i kuźniarowym portfelu - jest lepszy?

[00:01:41]

R. HIRSCH: Dla mnie osobiście lepszy jest silny.

[00:01:43]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Co ci to daje?

[00:01:44]

R. HIRSCH: Jestem zadłużony w walucie obcej.

[00:01:47]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: To tak jak ja. Nie pomyślałem o tym w ten sposób.

[00:01:50]

R. HIRSCH: To jest takie proste, najprostsze przełożenie na mój prywatny portfel. Ale myślę, że nawet jakbym nie był, to też bym lubił mocnego złotego.

[00:02:00]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Bo to brzmi dobrze? "Mamy mocną walutę - mocny polski złoty".

[00:02:03]

R. HIRSCH: Tak, to brzmi dobrze.

[00:02:04]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Pokonuje na rękę Euro albo dolara.

[00:02:08]

R. HIRSCH: Poza tym są różnego rodzaju rankingi międzynarodowe, listy… Mam wrażenie, że przez pewien czas mieliśmy w Polsce taką małą obsesję na temat wchodzenia do grona 20 największych gospodarek na świecie. Były postulaty, żeby wejść do G20 – chociaż to akurat nie jest to samo, bo to nie jest kryterium, żeby mieć największe PKB na świecie – ale jesteśmy 22 czy 23 gospodarką, jeśli chodzi o poziom PKB taki globalny, nie na głowę mieszkańca. Czyli ta skala działalności gospodarczej w Polsce jest taka, że jesteśmy na 22, 23 miejscu mniej więcej, więc dość blisko pierwszej 20. Fajnie byłoby wejść do pierwszej 20 – nawet kiedyś raz byliśmy, doszliśmy do 18 miejsca w 2008 roku. Dlaczego doszliśmy? Bo w 2008 roku dolar był po 2 zł.

[00:03:05]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Módlmy się o kryzys gospodarczy taki, że trafi cały świat i wtedy będziemy bardzo blisko.

[00:03:10]

R. HIRSCH: Te wszystkie rankingi światowe, w których my się ścigamy, porównujemy z innymi państwami, one wszystkie są w dolarach. Więc czegokolwiek by to nie dotyczyło, to na końcu musisz to przeliczyć na dolary, więc ważny jest kurs walutowy. Jak dolar jest po 2 zł, a nie aż 4zł, to złoty jest 2 razy bardziej wartościowy, 2 razy silniejszy, więc my od razu wypadamy 2 razy lepiej w tego typu rankingach.

[00:03:39]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Co dzisiaj wpływa na to, że nasza waluta jest silna? Co się na to składa?

[00:03:44]

R. HIRSCH: A ona jest silna?

[00:03:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Pomarzmy sobie, że ona jest silna. Co się składa na to, że ona ma właśnie swoją moc? Może osłabić się inna waluta - to już wiemy. Ale nie pytam o to, co zrobić, żeby dolar był słabszy, bo to już wiemy - potrzeba gigantycznego kryzysu ekonomicznego. W tym momencie co wpływa na to, że nasza waluta narodowa jest silniejsza lub słabsza?

[00:04:07]

R. HIRSCH: Na pewno wpływa na to – tak z dnia na dzień, w takim krótkim okresie – co się dzieje na rynkach finansowych, a inwestorzy na rynkach finansowych najczęściej kierują się w swoich decyzjach tym, co dzieje się ze stopami procentowymi, co dzieje się z inflacją, co robi bank centralny, co mówi bank centralny. Dlatego jak wychodzi np. Adam Glapiński i mówi, że on nie chce, żeby złoty był silniejszy, że obecny kurs jest OK i mógłby być nawet trochę słabszy, to ten złoty od razu słabnie. Rynek się słucha, ponieważ wychodzi z założenia, że nie będzie się bił z koniem, nie będzie się bił z bankiem centralnym, który jest najpotężniejszą figurą na rynku walutowym, ponieważ może drukować pieniądze. Nie ma sensu walczyć na rynku z kimś, kto ma taką moc i nie ma jej nikt inny. Raczej z respektem się podchodzi do banków centralnych na rynkach finansowych. Żeby złoty był mocniejszy, to przede wszystkim polski bank centralny musiałby co najmniej nie przeszkadzać – mógłby to popierać nawet – gdyby wyszedł Adam Glapiński i powiedział, że chce, żeby złoty był mocniejszy, to on by się od razu umocnił. Waluty zyskują na wartości też wtedy, kiedy istnieje taka perspektywa, że za chwilę będziemy mieć wyższą stopę procentową, bo wyższa stopa procentowa oznacza, że różnego rodzaju aktywa finansowe w Polsce są wyżej oprocentowane. Jak są wyżej oprocentowane, to lepiej dla kogoś kto w to inwestuje. Więc to przyciąga uwagę, przyciąga kapitał. Taka perspektywa na zasadzie: jak za pół roku podniosą stopy procentowe, to władujmy się na ten rynek, żeby tam już być, być blisko i być obecnym. Więc takie zapowiedzi często działają właśnie w ten sposób. Jeśli Narodowy Bank Polski mówi, że nie będzie podnosił stóp procentowych, że nie chce tego robić, bo nie ma potrzeby, to to działa na walutę w ten sposób, że ona słabnie, a nie zyskuje. Kiedy tylko pojawiły się w maju jakieś przebłyski, że może jednak w listopadzie tego roku dojdziemy do sytuacji, w której będzie podwyżka stóp procentowych, to złoty od razu zaczął się umacniać, zaczął zyskiwać na wartości. 2 tygodnie później wyszedł Adam Glapiński i rozwiał te złudne nadzieje tych, którzy by tego chcieli – rynek doszedł do wniosku, że jednak nie będzie podwyżek w tym roku i znów zaczął się złoty osłabiać. To jest na pewno w takim krótkim terminie kluczowe. Natomiast w dłuższym terminie bardzo ważne jest to, jak wygląda relacja danego państwa, jeśli chodzi o handel zagraniczny z resztą świata. Czyli, mówiąc inaczej, czy jesteśmy eksporterem netto czy importerem netto – czy wysyłamy więcej rzeczy za granicę, niż kupujemy z zagranicy, bo jeśli tak to ciągle mamy przypływ pieniędzy z zagranicy, czyli ten kapitał do nas wpływa także z tytułu tego, że prowadzimy handel zagraniczny. Jeśli jesteśmy krajem, który ma chroniczny deficyt, to te pieniądze nam wypływają ciągle. Sytuacja, w której mamy chroniczny deficyt permanentnie, osłabia nam walutę, natomiast państwa, które mają nadwyżki, to tam ta nadwyżka działa jak taki fundamentalny, naturalny magnes do tego, żeby waluta się umacniała bez przerwy. Wielu ekonomistów twierdzi, że to jest w ogóle najważniejsza zmiana w polskiej gospodarce, jaka zaszła w ciągu ostatnich 20 lat, w tym czasie kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej. Jak wchodziliśmy do Unii, to byliśmy na chronicznych deficytach, ponieważ w Polsce wielu rzeczy nie było i musieliśmy ciągle coś importować, nie było kapitału przede wszystkim, musieliśmy kapitał zagraniczny też importować. Po paru latach sytuacja zmieniła się tak, że w tej chwili właściwie jesteśmy eksporterem netto. Ten kapitał zagraniczny, który przyszedł, pobudował tutaj bardzo dużo różnych fabryk, które teraz eksportują. Jest cała masa fabryk zbudowanych przez Niemców w Polsce, dlatego że w Polsce jest taniej, są niższe płace i taniej wszystko produkować. Te fabryki produkują rzeczy, które potem z powrotem wyjeżdżają do Niemiec, ale z punktu widzenia polskiej gospodarki, to jest polski eksport – nawet jeśli fabryka należy do Niemca, Holendra czy Francuza. Pracują w niej Polacy, podatki są płacone w Polsce i to się liczy do polskiej gospodarki. Dzięki tym inwestycjom, głównie ze strony kapitału zagranicznego, w ciągu ostatnich 20 lat zmieniliśmy tę sytuację i teraz jesteśmy eksporterem netto, więc to jest znacznie lepsza, bardziej bezpieczna sytuacja. Jeśli nagle wydarza się wielki kryzys na rynkach finansowych, a ty jesteś importerem netto, czyli potrzebujesz ciągle dostępu do walut obcych, żeby kupować różne rzeczy za granicą, to w przypadku kryzysu tracisz ten dostęp albo on jest utrudniony i wtedy kryzys ci się pogłębia. Jak jesteś eksporterem netto, to w ogóle nie masz tego problemu, bo masz ciągle dostęp do tych pieniędzy, bo ciągle sprzedajesz te meble, lodówki, AGD, baterie… Najnowszym hitem są baterie do samochodów elektrycznych.

[00:09:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: I w ogóle samochody jako takie też.

[00:09:36]

R. HIRSCH: Jeśli chodzi o samochody, to nie jesteśmy jakimś europejskim zagłębiem samochodowym – to bardziej Czesi, Węgrzy i Słowacy. My zaczęliśmy się specjalizować w bateriach do samochodów elektrycznych. To jest bardzo przyszłościowa branża, więc tutaj powinno być coraz lepiej. Też tych baterii nie zbudowaliśmy sami – przyszli jacyś Koreańczycy i je sobie pobudowali tutaj, bo uznali, że tu będzie fajnie, bo zaraz obok mają rynek zbytu w postaci Europy Zachodniej, a lepiej budować tutaj, bo tutaj wyjdzie taniej niż na Zachodzie. Jeszcze taniej wyszłoby na Ukrainie albo w Białorusi, ale tutaj jest ten czynnik, o którym mówiliśmy wcześniej w innym podcaście, że zyskujemy na tym, że jesteśmy w Unii Europejskiej.

[00:10:16]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: To prawda. Po drugie budowanie tego w Azji byłoby o tyle droższe, że fracht dzisiaj kosztuje tyle, że to się w ogóle przestaje opłacać.

[00:10:24]

R. HIRSCH: Tak. Więc w tym kontekście Polska jest idealnym miejscem, bo jeszcze nie jest tak droga, jak Duńczycy czy Belgowie, a jest jednak w ramach tego organizmu wspólnego rynku.

[00:10:34]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: I myślę, że pilnuje jakości, a to też jest ważne w tym przypadku. Mówimy o roku 2021, który jest rokiem wychodzenia, takiego recovery z pandemicznego okresu. Mamy gigantyczne miliardy, które Unia ma wpompowywać w różne kraje, 12 państw ma fundusze klepnięte, komisja Unii Europejskiej to wszystko przegadała - my nie, Węgrzy tym bardziej nie. Czy wpływ tych gigantycznych Euro na siłę polskiego złotego będzie widoczny, jest widoczny? To ma jakiekolwiek znaczenie, czy to jest zupełnie osobne?

[00:11:06]

R. HIRSCH: To może mieć znaczenie, jeśliby doszło do takiej sytuacji, że nie dostajemy tych Euro. Znaczenie takie najbardziej namacalne, fizyczne, czyli napływ pieniądza w postaci funduszy europejskich, polega na tym, że idzie przelew Euro z Brukseli do Warszawy, więc mamy to Euro, ale nie będziemy w polskiej gospodarce wydawać Euro. Musimy je przewalutować.

[00:11:31]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czekamy na dobry moment i Glapiński mówi: "Teraz".

[00:11:34]

R. HIRSCH: OK, może tak być, chociaż niekoniecznie. Kluczowe jest to, że przewalutowanie polega na tym, że tak jakby sprzedajemy Euro i kupujemy złotego na dużą skalę, bo to są miliardy.

[00:11:50]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli możemy wpłynąć na globalny kurs złotego?

[00:11:52]

R. HIRSCH: Tak. Chociaż można to też zrobić w taki sposób, żeby nie wpłynąć na kurs złotego, czyli zrobić to, że tak powiem, obok rynku. Tak się najczęściej robi. Natomiast jest to oczywiście czynnik, który jest postrzegany przez inwestorów na rynku jako działający na korzyść siły danej waluty – to, że tutaj cały czas idą transfery z zagranicy Euro i to Euro potem trzeba zamieniać na złotego. Gdyby się okazało, że jednak nie dostajemy tych pieniędzy z Unii Europejskiej, to jeszcze ważniejszy byłby ten czynnik strachu na rynku finansowym i czynnik taki, że rynek zacząłby dostrzegać tę eskalację ryzyka politycznego, bo to by znaczyło, że konflikt między Polską a Brukselą rośnie do skali, której do tej pory nie obserwowaliśmy. To by pewnie bardziej przestraszyło rynek i bardziej wpływało na osłabienie złotego.

[00:12:46]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: OK. Patrząc w większej skali, zaczynam to rozumieć. W momencie, w którym nagrywamy, czyli w okolicach 16 lipca, rzeczywiście ten kryzys na linii Warszawa-Bruksela jest spory - przynajmniej w słowach i tweetach. Uśmiecham się słuchając tego, co mówimy, bo nawet jeżeli my jeszcze tego funduszu nie mamy klepniętego i nie mamy pewności, że ta kasa do nas przyjdzie, to przecież wszystkie billboardy na mieście mówią, że idzie, że będzie tak niesamowity Polski Ład i będzie tak wiele małych miast i miasteczek się zmieniało... Premier jest właściwie w permanentnej podróży, w każdym miejscu obiecuje cuda i wydaje pieniądze, których jeszcze nie ma.

[00:13:22]

R. HIRSCH: Dziwisz się? Jakbyś był premierem, to byś inaczej robił?

[00:13:24]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie życzę sobie tego.

[00:13:28]

R. HIRSCH: Jestem w stanie zrozumieć tego typu propagandę. Myślę, że każdy polityk by to w ten sposób wykorzystywał.

[00:13:35]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tylko wiesz: wydajesz kasę, której jeszcze nie masz.

[00:13:40]

R. HIRSCH: Tak. Sytuacja rzeczywiście jest bardzo ciekawa i mam wrażenie, że w Polsce jest niedoceniana – na rynku finansowym też. Właściwie jak się czyta różnego rodzaju analizy dotyczące tego, co się będzie dziać z polską gospodarką, to nie tylko te rządowe, państwowe, które mogą tak wyglądać z powodów politycznych, ale także te pochodzące z jak najbardziej prywatnych banków, często należących do kapitału zagranicznego, one w ogóle nie uwzględniają takiego scenariusza, że: „Co się stanie, jak jednak nie dostaniemy tych pieniędzy?”. Właściwie wszyscy w 100 proc. zakładają, że one na pewno będą. Tymczasem sytuacja polityczna w Unii Europejskiej się zmienia w taki sposób, że my mamy coraz gorszą pozycję tam, a trzeba pamiętać o tym, że jednak ten Fundusz Odbudowy różni się od tych wszystkich innych funduszy, ponieważ jest to osobna kupka pieniędzy, którą można zablokować, nie blokując budżetu unijnego. Co najważniejsze, na końcu ta decyzja zapada większością głosów w Radzie Unii Europejskiej. Proces wygląda tak, że składasz wniosek, budujesz ten swój krajowy plan odbudowy… My go zbudowaliśmy i wysłaliśmy do Brukseli w maju – każde państwo musiało go wysłać do końca kwietnia, ale tam były obsuwy, wiele państw się spóźniło troszeczkę. Komisja Europejska ma 2 miesiące na to, żeby albo go klepnąć, albo wyrzucić do śmietnika. Jak go wyrzuca do śmietnika, to jest rzecz niesłychana, bo to się jeszcze nie zdarzyło, więc Komisja tego raczej unika. 2 miesiące mijają teraz, bo to była pierwsza połowa maja, więc 2 miesiące później jest pierwsza połowa lipca. Co się dzieje? 12 państw właśnie dostało: Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania – spośród 5 największych gospodarek Unii Europejskiej 4 państwa mają to klepnięcie, a piąte nie ma. Tym piątym jesteśmy my. Dlaczego? Dlatego, że myśmy troszeczkę bardziej się spóźnili niż inni, więc ten wniosek wysłaliśmy mniej więcej w połowie maja, co więcej, potem jeszcze poprosiliśmy Unię o wydłużenie procesu badania tego dokumentu. Sami żeśmy o to poprosili. Unia nam powiedziała, żebyśmy to zrobili najprawdopodobniej dlatego, że to co żeśmy najpierw w wersji pierwotnej zanieśli do Brukseli, było tak złe, że trzeba to było wszystko przerabiać, przepisywać i potrzeba było na to więcej czasu. Właściwie cały czas jesteśmy na tym etapie. Dalej Komisja Europejska siedzi nad tymi naszymi papierami duma, co z tym zrobić. Polski rząd twierdzi, że to już za chwileczkę będzie.

[00:16:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Rozumiem, że nie mamy gwarancji, że dostaniemy tyle, ile na billboardach widać?

[00:16:24]

R. HIRSCH: Na nic nie mamy na razie gwarancji, bo na razie jeszcze w ogóle Komisja Europejska tego nie klepnęła – można się zastanawiać dlaczego.

[00:16:29]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Niech spróbuje nie klepnąć.

[00:16:30]

R. HIRSCH: Pewnie klepnie w końcu, natomiast ciekawe jak te dokumenty będą wyglądać w ostatecznej wersji. Ale to nic, ponieważ to nie jest koniec procesu. Jak Komisja Europejska to klepnie, to z kolei wysuwa taką rekomendację do Rady Unii Europejskiej, żeby Rada to jeszcze klepnęła i na to też jest kolejny miesiąc czasu, więc zakładając, że doczekamy się tej decyzji Komisji Europejskiej w lipcu, to potem jest sierpień, wakacje, więc pewnie to będzie początek września. Na początku września Rada Unii Europejskiej będzie o tym decydować w głosowaniu. To już jest rzecz raczej czysto polityczna. Powiem szczerze, ja nie wiem, czy my w tej fazie konfliktu z Unią Europejską… Ten konflikt jest o prawa człowieka, o kwestię sądownictwa itd. – tych konfliktów jest dużo, jest ich coraz więcej i w każdym z tych konfliktów Polska demonstracyjnie poniża Europę i pokazuje pogardę dla instytucji europejskich, prawa europejskiego.

[00:17:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A jednocześnie wyciąga rękę i mówi: "Dawajcie kasę".

[00:17:35]

R. HIRSCH: Z drugiej strony ludzie są tylko ludźmi, co więcej, mają swoje własne kampanie wyborcze na Zachodzie, są wybory prezydenckie we Francji. I teraz pytanie, czy Emmanuel Macron we Francji może zdobyć dodatkowe punkty u zwykłych Francuzów, którzy łożą na Unię Europejską, którzy widzą, co robi Polska? Jak on na swój własny użytek polityczny, w swoim kraju powie, że nie dadzą pieniędzy Polsce i Węgrom, to Francuzi będą mu bić brawo czy nie? Oni to mogą robić ze swoich własnych, wewnętrznych pobudek. Granie przeciwko Polsce, że cofamy im pieniądze, może dawać korzyści polityczne w ich własnych krajach na Zachodzie Europy. Oni mogą to zrobić nie dlatego, że jakoś nas bardzo nie lubią – nie sądzę, żeby im to spędzało sen z powiek – ale po prostu to się może im opłacać politycznie. Wydaje mi się, że szansa dla nas jest taka, że być może ci politycy będą chcieli sobie wybrać kozła ofiarnego i tym kozłem będą Węgrzy jednak, a nie Polacy. Można dużo mówić na temat relacji Polski z Unią Europejską, ale nasze relacje i tak nie są najgorsze. Jak patrzymy na to, co się dzieje w Unii Europejskiej, gdzie są centralnie billboardy antyunijne na ulicach, wprost antyunijne, finansowane przez partię Viktora Orbana – pewnie z pieniędzy unijnych, podejrzewam. Więc możliwe, że dla celów politycznych ten Zachód Europy właśnie na celownik sobie weźmie jednak Węgrów, a Polaków może przy okazji oszczędzi – jeśli nie będziemy prowokować ich do tego.

[00:19:25]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tylko też mówimy o takim czasie, kiedy - kolejny raz ta uwaga się pojawia w naszych podcastach - polityka i ekonomia sąsiadują ze sobą. Są nierozerwalne zupełnie.

[00:19:34]

R. HIRSCH: W momencie, w którym w grudniu na szczycie unijnym wprowadzono tę zasadę, że tutaj decyduje większość, to wprowadziliśmy politykę do tego procesu. Co więcej, te pieniądze z Funduszu Odbudowy są tak skonstruowane, że są tzw. „milestones”, czyli kamienie milowe – dostajesz pierwszą transzę i potem jesteś bardzo szczegółowo rozliczany z tego, jak wydałeś te pieniądze, zdecydowanie bardziej niż w przypadku zwykłych funduszy unijnych. Jak to rozliczenie nie wypadnie dobrze, to kolejne transze też można zablokować. Możliwe, że Polska dostanie pierwszą transzę jednak, bo możliwe, że zwycięży ten nurt, który też jest obecnie Unii Europejskiej, mówiący: „Po co nam to, po co się kopać z tą Polską? Dajmy sobie spokój”.

[00:20:14]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wywiesili billboardy, to niech już mają.

[00:20:15]

R. HIRSCH: „Zaczęliśmy się kopać z Wielką Brytanią i 5 lat mieliśmy ten Brexit na głowie, już wszyscy mają tego dość. Nie zaczynajmy teraz z Polską”. Główną reprezentantką tego nurtu jest Angela Merkel, która nas broni. Pomimo tego co się mówi o Angeli Merkel w polskiej polityce, to jest najbardziej przyjaźnie do Polski nastawiony polityk w Unii Europejskiej. Pewnie broni nas ze względu na to, jak dużo interesów gospodarczych mają Niemcy w Polsce, bo są najbardziej zaangażowani u nas, więc ona nas broni i pewnie namawia wszystkich, żeby nie eskalować, żeby spuścić zasłonę milczenia nad tym, co czasami polski rząd robi. Natomiast Angela Merkel idzie na emeryturę we wrześniu. Są wybory w Niemczech, po których najprawdopodobniej do władzy dojdzie Partia Zielonych, która dodatkowo jest – jak to Partia Zielonych – bardzo mocno wyczulona na kwestie klimatu, ochrony środowiska i praw obywatelskich, więc nie sądzę, żeby wymiana Angeli Merkel na Partię Zielonych w Niemczech pomogła polskiej sprawie na forum Rady Unii Europejskiej, kiedy trzeba będzie głosować nad pieniędzmi dla Polski. Przeczuwam problem.

[00:21:36]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Teraz mamy taki moment, w którym mamy wybory we Francji, mamy Niemcy z emerytalną zmianą Angeli Merkel, mamy jeszcze nieprzyznane nam fundusze z gigantycznego Funduszu i jednocześnie zbliża się gdzieś kolejna fala ewentualnie. Nie wiemy jeszcze jak ona będzie wyglądała, w różnych krajach wygląda różnie, różnie to się może kończyć. We Francji mamy wet za wet: albo się szczepicie, albo nie wchodzicie do restauracji - nagle to w jakimś sensie działa. Też to globalnie wpływa na gospodarkę. Mamy dane z Chin, które mówią, że wcale nie jest tak zielono, jak miało być. Czy to nie jest najgorszy moment na takie kłótnie?

[00:22:12]

R. HIRSCH: Tak, oczywiście. To jest bardzo niefortunne, że to się dodatkowo może zbiec w czasie z kolejną falą zakażeń koronawirusa. Spora część ekonomistów mówi, żeby się nie bać, ponieważ statystyki pokazują, że wprawdzie liczba zakażeń rośnie bardzo mocno, ale liczba hospitalizacji nie.

[00:22:30]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zastanawiam się, czy wielu będzie tak odważnych, żeby powiedzieć wprost - choć to się już zaczyna zdarzać - jak premier Grecji, który powiedział: "Jak zamykaliśmy gospodarkę, to nie mieliśmy antidotum. Dzisiaj mamy szczepionki, więc nie będziemy narażać gospodarki tylko dlatego, że kilku osobom nie chce się zaszczepić". Koniec kropka.

[00:22:48]

R. HIRSCH: Tak, może być taki scenariusz. Wtedy z punktu widzenia gospodarczego nie stanie się nic złego. Nie wiem, co się będzie dziać z ludźmi, którzy się nie zaszczepili, natomiast z punktu widzenia gospodarki pewnie nie zauważymy nic groźnego. Może być też taki scenariusz, że rząd zdecyduje się jednak na powrót jakichś obostrzeń, ale w związku z tym, że połowa ludzi jest zaszczepiona, będą to olewać jeszcze bardziej niż do tej pory, bo są zaszczepieni. Wtedy też nie będzie pewnie jakiegoś efektu w gospodarce, bo ten popyt z rynku – my jesteśmy popytem – żeby popyt zniknął, musimy się zamknąć w domu. Jak się nie zamkniemy, to popyt nie zniknie.

[00:23:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: On trwa od maja, czerwca mniej więcej - też musi wygasnąć kiedyś.

[00:23:31]

R. HIRSCH: Ale co?

[00:23:32]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Popyt. Nie będziemy kupować popandemicznie bez końca.

[00:23:35]

R. HIRSCH: To jest najważniejsze pytanie wszechświata w tej chwili: kiedy on się skończy i ile to jeszcze potrwa?

[00:23:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ileż można kupić? Wszyscy objadą świat ile mogą, nakupują tego, czego nie kupowali przez pół roku i koniec.

[00:23:46]

R. HIRSCH: Te najnowsze dane z Chin, o których wspominałeś przed chwilą, sugerują, że faktycznie to się chyba zaczyna kończyć, bo te dane zaczęły nagle siadać dość poważnie. Wszyscy się zastanawiają dlaczego. Może właśnie dlatego? Najpierw był nadzwyczajny dół, potem w sposób nadzwyczajny wychodziliśmy z tego dołu, więc to była nadzwyczajna górka, a teraz się zaczyna wypłaszczać. Chiny przechodziły to jako pierwsze. Tam był wybuch epidemii, jako pierwsi mieli tę recesję i jako pierwsi wyszli z recesji, więc teraz być może oni są pierwsi, gdzie to się wypłaszcza. Trudno powiedzieć w tej chwili. W każdym razie gdyby okazało się, że gramy taki scenariusz, że – mam wrażenie, że nie jest najbardziej prawdopodobny, ale nie można go wykluczyć – znów trzeba robić jakieś obostrzenia i znów dzieją się takie rzeczy, które jednak mają zły wpływ na gospodarkę, czyli wracamy w stronę kryzysu i znów musimy bronić tych przedsiębiorstw, które znów są zamknięte, przed wpływem tego kryzysu, więc trzeba znów dosypywać pieniędzy, znów zwiększać zadłużenie – bo po to się właśnie to robi i w ten sposób się to robi – i trzeba znów robić te wszystkie działania, których efektem ubocznym może być wzrost inflacji… To wszystko trzeba będzie wtedy zrobić jeszcze raz w sytuacji, w której już mamy inflację na poziomie 5 proc. Z drugiej strony wiele wskazuje na to, że na razie ta inflacja jest z powodów podażowych, czyli dlatego, że przez pandemię nie ma chipów komputerowych, nie ma transportu, frachty są drogie z Azji itd. To wszystko są efekty pandemii i wszyscy liczą na to, że to jest przejściowe, bo pandemia się skończyła, więc to też zaraz minie, jeszcze kilka miesięcy i się znowu ułoży, będzie wszystko OK. Jak się okaże, że jednak pandemia nie minęła, to to będzie nie wiadomo jak długo dalej trwać, więc dalej będziesz miał w gospodarce te czynniki, które nakręcają inflację. Z drugiej strony mówi się, że jak jest inflacja, to trzeba walczyć podwyżkami stóp procentowych – gospodarka ładnie się kręci, nie zaszkodzimy jej skoro się tak ładnie ożywia. Pewnie doczekamy się podwyżki stóp procentowych w Polsce w 2022 roku. Czesi już podnoszą, Węgrzy już podnoszą – są już takie państwa, które to robią. Nas to czeka pewnie w przyszłym roku. Ale jak się nagle okaże, że wracamy w stronę spowolnienia gospodarczego, to staje się to niezwykle ryzykowne i tak właściwie nie powinniśmy tego robić, bo sobie szkodzimy. Nagle się zrobi nam palący i dramatyczny dylemat: z czym mamy walczyć? Ze spowolnieniem gospodarczym, dlatego że trwa pandemia czy z rosnącą inflacją, dlatego że trwa pandemia? Przyczyna będzie tu i tu taka sama, natomiast te zjawiska są takie, że jak walczysz z jednym, to pobudzasz drugie. To jest niezwykle ciężka sytuacja. Przy pierwszej fali pandemii jeszcze nie było tej sytuacji, bo ta inflacja była na tyle nisko, że mogłeś sobie zaryzykować i myśleć: „Dobra, ona wzrośnie, ale sobie z tym poradzimy. Wzrośnie z 2 proc. do 5 proc., ale ona potem opadnie”. Teraz już jest 5 proc. – i co? Ma wzrosnąć do 8 proc.? Przy takiej inflacji już się robią problemy gospodarcze naprawdę duże. Gdyby się okazało, że ta fala kolejna jest znów groźna, to będzie nieciekawie. Natomiast, tak jak mówiłem, to nie jest scenariusz bazowy i wiele wskazuje na to, że tak się nie stanie, że jednak te hospitalizacje zostaną nisko i nie trzeba będzie znowu zamrażać gospodarki. Nie byłoby w ogóle tego całego dylematu, gdyby wszyscy się zaszczepili. Spora część społeczeństwa – i to nie tylko w Polsce -mimo wszystko nadal się nie zaszczepiła, bo się nie chce zaszczepić. Wydaje im się, że to jest ich własna, prywatna decyzja – w pewnym sensie to jest ich prywatna decyzja – ale żyjemy niestety w tak pokręconym świecie, że ich prywatna decyzja za chwilę może wpływać na gospodarkę i życie innych ludzi.

[00:28:23]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jest pytanie od słuchacza i myślę, że jesteśmy w stanie je spełnić, bo to jest takie pytanie-prośba: "Czy jest szansa, by w następnym odcinku poświęcić nieco miejsca rynkowi paliw? Dlaczego benzyna w Polsce jest tak cholernie droga, na czym tak naprawdę zarabiają stacje benzynowe i czy rząd poza obniżeniem akcyzy może jeszcze na ceny wpływać?". Widzę po Twitterze, że ostatnio tych zdjęć z cenami na stacjach śmiga sporo. Może to rzeczywiście jest coś, co ludziom w duszy gra?

[00:28:50]

R. HIRSCH: Na pewno im to w duszy gra.

[00:28:55]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Słuchacz prosi, słuchacz ma. Przyjedziemy naszymi drogimi samochodami, zaparkujemy pod studiem i nagramy audycję, dlaczego paliwo jest tak drogie.

[00:29:05]

R. HIRSCH: A propos tego, o czym teraz mówiliśmy, tylko przypomnę, że tu kurs walutowy jest ważny. Jak mamy słabszy złoty, to paliwo drożeje, bo jednak importujemy ropę naftową. Ropa drożeje na rynkach światowych z innych przyczyn, ale do tego jak złoty słabnie, to jeszcze dolary nam drożeją, a ropę kupujemy za dolary, więc koszt paliwa, koszt surowca w rafinerii idzie bardzo mocno w górę. To się przekłada na stacjach benzynowych. To jest widoczne.

[00:29:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Szanowny panie Piotrze, jesteśmy umówieni w takim razie. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Autorzy odcinka
Jarosław Kuźniar
Kuźniar Media

Multiinstrumentalista. Właściciel Kuźniar Media. Jego doświadczenie radiowe, prasowe, sceniczne i telewizyjne, pomaga w świecie budowania marek osobistych. Wspólnie z klientami rozwija ich wizje i nadaje kształt. Buduje nowe platformy dla relacji z odbiorcami, szkoli i inspiruje.

Rafał Hirsch

Dziennikarz specjalizujący się w tematyce gospodarczo-ekonomicznej. Obecnie związany z Business Insider oraz TOK FM. Wcześniej współpracował m.in. z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Dołącz do Voice House Club (BETA)

Wersja BETA Voice House Club to testowa wersja naszej aplikacji, dzięki której możesz słuchać swoich ulubionych podcastów w doskonałej jakości. Dzięki Tobie będziemy ją ulepszać i wzbogacać o dodatkowe funkcjonalności, które sprawią, że będzie jeszcze bardziej intuicyjna i wygodna.

Zamknij
Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.