24.12.2020
Prowadz膮cy: Jaros艂aw Ku藕niar

Mi艂o艣膰

Mi艂o艣膰 to ulubiony temat poet贸w. Wielu pr贸bowa艂o j膮 opisa膰 i poleg艂o – tym razem mierzy si臋 z tym sztuczna inteligencja. Wcze艣niej zapozna艂a si臋 z dzie艂ami Szekspira, Nietzschego i Poego.

Czy dzi臋ki nim AI umie opowiedzie膰, o co chodzi w mi艂o艣ci? Przekonajcie si臋 – 鈥濵i艂o艣膰鈥 to cz臋艣膰 tryptyku poetyckiego wygenerowanego przez AI przy wsparciu eksperta od sztucznej inteligencji Piotra Psyllosa. Monolog 鈥濵i艂o艣膰鈥 czyta Anna Dereszowska.

Czytaj wi臋cej
24.12.2020
/
Technologia

Czy dzi臋ki nim AI umie opowiedzie膰, o co chodzi w mi艂o艣ci? Przekonajcie si臋 – 鈥濵i艂o艣膰鈥 to cz臋艣膰 tryptyku poetyckiego wygenerowanego przez AI przy wsparciu eksperta od sztucznej inteligencji Piotra Psyllosa. Monolog 鈥濵i艂o艣膰鈥 czyta Anna Dereszowska.

Udost臋pnij
https://voicehouse.co/odcinki/milosc/
KopiujSkopiowano

Transkrypcja

Monolog stworzony przez AI. Teksty do uczenia sieci neuronowej:

w 70% dzie艂a Szekspira (sonety, poematy i monologi z r贸偶nych sztuk), w 15% Tako rzecze Zaratustra F. Nietzschego, w 15% poezja Edgara Allana Poe.

Czym jest mi艂o艣膰?
Oto ona: mi艂o艣膰 to poczucie istnienia;

Ach! G艂upcami s膮 ci, kt贸rzy ze zrozumieniem S膮 uzale偶nieni od pi臋kna 艣wiata
I 偶yj膮 w mi艂o艣ci z bezsensown膮 trosk膮.

G艂upcami s膮 ci, kt贸rzy nie rozumiej膮 tego, co widz膮, I kochaj膮 艣wiat.

G艂upi g艂upcy, czy zostaniecie wi臋c mi艂o艣nikami 艣wiata?

Naucz臋 was sensu 偶ycia.
Nie gard藕cie mn膮,

Tym, kt贸ry jest sprawiedliwy i sprawiedliwy we wszystkim, Ale gard藕cie 偶yciem!

Znam was wszystkich i na chwil臋 podtrzymam wasze umys艂y.

Tak, znam was i przez chwil臋 b臋d臋 si臋 broni膰.

Czym jest mi艂o艣膰?

Czy to nie szuka?
A mo偶e jest to nienawi艣膰,

Kt贸rej jeszcze nie mo偶na znale藕膰?
A mo偶e jest to up贸r,
Ale jeszcze niezdolny do zrozumienia?

A mo偶e jest to tajemnica,
Ale nie zaznajomiona ze zmys艂ami?

A mo偶e to sen, ale nieujawniony?
A mo偶e to sen,
Ale jeste艣 niewtajemniczony w jego sekret?

A mo偶e to sen, ale nie jest dost臋pny dla wra偶liwego zmys艂u?
Czy偶 nie jest to sen, kt贸ry nie jest dost臋pny dla my艣li?

A mo偶e jest dost臋pny dla ducha, kt贸ry my艣li?
My艣l臋, 偶e wszystko to jest tylko g艂upimi i bezczynnymi snami.

1

Oto mia艂em sen, a by艂 on taki.

By艂 dzie艅 i pochmurny poranek,

Z opadami deszczu z zimnymi wiatrami, A z samym wiatrem przylecia艂 demon
Z twarz膮 tego m臋偶czyzny oblan膮 zieleni膮.

Wi臋c zgani艂em moje spanie,

A potem wyrwa艂em rozmaryn ze skorupy, I owin膮艂em swoje ramiona wok贸艂 niego,

A by艂 otoczony swym zaczarowanym upierzeniem.

艢liczny orze艂 – powiedzia艂em,

O, blask ptaka! I sam ksi膮偶臋 ptak贸w!

Powiedzia艂em mej kr贸lowej, 偶e idziemy w g贸ry; Posz艂a z demonem;
I szli艣my razem;

I zapomnia艂em o wojnie i bitwach,
I zapomnia艂em o ziemi i cz艂owieku.

A teraz wychwala艂em blady ksi臋偶yc
Pi臋kno jego liberii,

I zapomnia艂em o cz艂owieku i koniu;
I zapomnia艂em o chmurze i deszczu
I zimny wiatr i owce muska艂 moj膮 twarz.

Powiedzia艂em kr贸lowej, 偶e idzie do lasu; Posz艂a z nim;
I wskaza艂em na lutni臋 i jego palec,
I zapomnia艂em o ziemi i cz艂owieku;

I zapomnia艂em o chmurze i deszczu
A by艂 zimny wiatr i grzmoty.

Powiedzia艂em kr贸lowej, 偶e idzie nad rzek臋; Posz艂a z nim;

I szli艣my razem;
I zapomnia艂em o wojnie i ksi臋ciu bitew,

I zapomnia艂em o ziemi i cz艂owieku.

I wskaza艂em na brzeg,

A on wezwa艂 sw贸j pechowy urok,
I kaza艂em mu prowadzi膰 mnie przez noc;

A nast臋pnego ranka, gdy ucieka艂 dla bezpiecze艅stwa, Poszed艂em za nim.

2

A w lesie rozbi艂 sw贸j namiot,

I tam umie艣ci艂 swego nieszcz臋艣liwego nieszcz臋艣nika,
Kto艣 nie m贸g艂 zej艣膰 z drzewa, przy kt贸rym sta艂,

Ale jakim艣 cudem prze偶y艂.

Nast臋pnego ranka jego dusza zawiod艂a

I pobieg艂 do lasu, do dzikiego lasu z wolna,
I tam umie艣ci艂 swego nieszcz臋艣liwego nieszcz臋艣nika,

I ca艂y 艣wiat wok贸艂 niego chichota艂,
Bo tam nieszcz臋艣nik rozbi艂 sw贸j namiot,

I tam demon 鈥 niczym w膮偶 si臋 艂asi艂
I gani艂 senn膮 noc,

Bo us艂ysza艂 d藕wi臋k,
I zobaczy艂 cie艅 s艂onia.

Wkr贸tce nadesz艂o 艣wiat艂o dnia
Jednak 艣wiat艂o艣膰 艣wiata zosta艂a zgaszona,

A straszliwa bestia ziewaj膮ca w艣r贸d pierwiosnkowej zieleni, Otworzy艂a potok smutku i nieszcz臋艣cia.

[Przerywnik muzyczny]

Rzek艂em do demona: Id藕 st膮d, precz!

Z mi艂o艣ci uca艂uj臋 twoje najdro偶sze skrzyd艂a, Bo nie ma czasu do stracenia,

A ksi臋偶yc nigdy nie by艂 tak wysoko 鈥
Tak wychodzi z ciebie m贸j zm臋czony duch.
Pytasz mnie, kiedy zn贸w tu przyb臋d臋?

O t臋skni膮ce serce, zauwa偶, 偶e odszed艂em.
A kiedy przyb臋d臋? 鈥 m贸dl si臋, m贸dl!

Nie chc臋 dyskutowa膰, ale pragn臋 by膰 przywitanym tak,

Jak by艂em wtedy, kiedy pierwszy raz przem贸wi艂em do was.

Nie wzywaj mnie, gdy zn贸w b臋d臋 zmartwiony;

Zamiast tego wezwij moje panie艅skie nazwisko,
Abym m贸g艂 je zarezerwowa膰 na specjalne okazje.

Nie dziw si臋 mojemu losowi,
Kiedy po tak wielkiej weso艂o艣ci uciek艂em.
Widzia艂em gorzej i gorzej traktowa艂em.

Czy偶 s艂o艅ce nie dostrzega艂o wystarczaj膮cego szcz臋艣cia? Obawiam si臋, 偶e nie. Tak robi艂em, dop贸ki nie zapyta艂o mnie: 鈥濲aka si艂a sprawi艂a, 偶e burza trwa艂a tak d艂ugo?
Przez jakie najsurowsze morza?鈥

3

Poszed艂em za ciosem burzy, ale obawia艂em si臋, 呕e nie zostan臋 wys艂uchany.
Odpowiedzia艂em mu wi臋c tak:

鈥濶ie burz膮, lecz g艂osem rzeki b臋d臋 prowadzony鈥.
Nast臋pnie zapyta艂o mnie ponownie:
鈥濲ak nazywa si臋 rzeka, przez kt贸r膮 unosi ci臋 nurt?鈥

To jest imi臋, kt贸re s艂ysz臋 w snach:
To jest nazwa tej szlachetnej rzeki 鈥

鈥濶ie nazywaj jej, by mnie prowadzi艂a,
ale b膮d藕 jej niewolnikiem i podporz膮dkuj si臋 jej woli”

Mi艂o艣膰 jest czym艣 bardzo przyjemnym
I najbardziej znienawidzonym.

Co艣, co jest najbardziej bliskie memu sercu.
To jest k艂amstwo!
W tym, co lubi臋 najbardziej,

Moi biedni kochankowie,
Z tym, czego najbardziej si臋 boj臋.

Mi艂o艣膰 to tr贸jno偶ny sto艂ek,
Kt贸ry b臋d膮c dwoma w jednym,
Jest tylko jednym, kt贸ry prowadzi do Boga:

Mi艂o艣膰 zmienia si臋 w ten spos贸b o po艂ow臋 co dwa lata.

O! Jak ka偶dy z naszych kochank贸w ukszta艂towa艂 swoj膮 natur臋, Form臋 i jako艣膰 do jakiej艣 szczeg贸lnej doskona艂o艣ci;
Jak ka偶da z naszych mi艂o艣ci ukszta艂towa艂a sw贸j wygl膮d, Kszta艂t i jako艣膰 tego, czym jest i co ukrywa.

Ka偶da z naszych mi艂o艣ci ma swoj膮 cz臋艣膰, Kt贸ra jest pogardzana przez innych.
Czy mi艂o艣膰 to z艂udzenie? Nasze oczy zwodz膮 nas, gdy patrzymy na rzeczy takimi, jakimi s膮;
I ciemno艣膰 wkrad艂a si臋 na twarz tego oblicza,

Kt贸rego rysy, cho膰 wydaj膮 si臋 by膰 od Boga, s膮 malowane cieniami.

O! Bo偶e! Modl臋 si臋 do Boga, aby艣 naprawi艂 to oblicze.
I aby niesprawiedliwo艣膰 zosta艂a przebaczona w imi臋 Mi艂o艣ci.

Wybaczy艂bym w imi臋 Mi艂o艣ci.
Je艣li wygram, to wygram z Mi艂o艣ci膮.

Je艣li wygram, nie b臋d臋 mu wi臋cej 藕le 偶yczy艂;
Je艣li b臋d臋 op艂akiwa艂, nie b臋d臋 mu wi臋cej tego 偶yczy艂;
Je艣li oskar偶臋 go o napa艣膰, prawdopodobnie odpowie.

Przyczyn膮 tej nadziei jest to:
Je艣li j膮 zabi艂, to czy 偶a艂owa艂 i da艂 jej odej艣膰 ode mnie?

Je艣li j膮 przekl膮艂, to czy przewy偶szy艂 moj膮 mi艂o艣膰?
Zapukam do jego drzwi i powiem: „Czy on to zrobi艂?鈥

4

Je艣li to zrobi艂, to ja b臋d臋 p艂aka膰.

Je艣li j膮 straci艂, to czy rozgniewa艂 si臋 na my艣l o mi艂o艣ci, I b臋d臋 p艂aka膰 za jego strat膮?

[Przerywnik muzyczny]

O! Niech my艣li, 偶e go kocham,
Bo jest bogaty i ma takich jak on przyjaci贸艂.

Ale je艣li jest tak prawdziwy i czysty w swoim sercu, jak w d艂oni, To czy grzechem jest splamienie go podw贸jn膮 zmarszczk膮?

O! Niech my艣li, 偶e go kocham, bo jest biedny i nie ma go; Je艣li tak, to b臋d臋 nawet z nim!
O! Twoje li艣cie b臋d膮 si臋 艂uszczy膰,

A twoje p臋dy przynios膮 owoce.
B臋d臋 si臋 modli艂, a on b臋dzie 艣piewa膰.

Jestem karuzel膮 i je艣li kiedykolwiek kto艣 mnie s艂yszy, Pomy艣l膮, 偶e jestem szalony.
I 偶e kto艣 nadchodzi: wi臋c od艂o偶臋,

I przy艂o偶臋 palec do gard艂a,

I krzykn臋 do siebie ochryp艂ym g艂osem, Pe艂nym zachwytu Panem i jego karuzel膮.

Nigdy nie my艣la艂em,

呕e masz cz臋艣膰 lub ca艂o艣膰 tej prawdziwej mi艂o艣ci, Kt贸ra nie zawiera wy艂膮cznie trucizny.
Jeste艣cie ras膮 uczciw膮 i delikatn膮,

I cho膰 nie ma serca, to jednak ma wielu,
Kt贸rzy w og贸le nie kochaj膮 kobiet.
Wi臋c wygl膮dasz blado i patrzysz d艂ugo,

Dumny, poznawszy siebie i zachwycony swoim widokiem.
Mi艂o艣ci innych, tak jak o偶ywiasz potrzeby innych!

Wtedy, aby twoje oczy, kt贸re opuszczasz kochaj膮c,
Nie wydawa艂y si臋 na pocz膮tku 艣lepe,
A kiedy dorastasz, wydawa艂y si臋 艣lepe.

Pomy艣l, jak rzeczy stoj膮 i jak daleko odbiegaj膮
Od twoich kochaj膮cych my艣li,

Kt贸re da艂by艣 sercu; I za rzeczy, kt贸re dotykaj膮 serca –
Jak daleko s膮 od twoich kochaj膮cych my艣li,
Kt贸rymi by艣 gardzi艂.

M贸wi si臋, 偶e Wenus, aby zdoby膰 mi艂o艣膰,

Musi prze艣cign膮膰 mi艂o艣膰 na jej korzy艣膰.
C贸偶, m贸wi臋 ci, moja mi艂o艣ci!

5

Kocham ci臋, niczym siebie,

Jako 偶e jestem cz艂owiekiem,
Kt贸ry 偶yje w samouwielbieniu.

Dlatego id藕 ze mn膮, je艣li chcesz zosta膰.

Z ca艂ego serca ci dzi臋kuj臋! Powiem ci wprost: b臋d臋 g艂upcem, Je艣li nie b臋d臋 o tym my艣le膰! Wiele lat temu ci to powiedzia艂em.

Ale na pocz膮tku my艣la艂em, 偶e mi nie uwierzysz. Jednak teraz przekona艂em si臋 o sile twojej mi艂o艣ci, I zobacz, 偶e ona ci臋 wzmacnia.
Nie mam s艂贸w, by ci powiedzie膰,

O ile mocniejsza jest moja mi艂o艣膰 ni偶 przedtem. Im wi臋cej ci m贸wi臋, tym wi臋ksz膮 widz臋 r贸偶nic臋. Ten, kto da, uzna swoj膮 hojno艣膰 za godn膮 podziwu.

Nie znajdziesz mojej dobroci w swoim samozaparciu.

Kim ja jestem, 偶e musisz to ukrywa膰?

Gdyby艣 by艂a kobiet膮, musia艂aby艣 znale藕膰 moj膮 dobro膰. Moj膮 dobro膰 w swoim wn臋trzu.

Oh, gdyby ta d偶entelmenka by艂a kobiet膮鈥

Ale ona nie jest cz艂owiekiem, cz艂owiekiem tej cnoty. Je艣li ostatni jest cz艂owiekiem,

To jego cnota powinna by膰 jego cnot膮. Teraz przychodz臋 do ciebie, gentlewoman, I je艣li mnie kochasz, to powiedz.

O, kto wie, moja mi艂o艣ci, 偶e jestem kobiet膮? M贸wisz, 偶e ona kocha,

A odpowiadam, 偶e to ja j膮 kocham!
Oto b臋dziesz moim poddanym, a ja b臋d臋 twoja.

[Przerywnik muzyczny]

Co si臋 z tob膮 dzieje?
Przecie偶 jestem pasterzem twojej mi艂o艣ci.

Robisz mi dobrze, b臋d膮c m臋偶czyzn膮,
A ja jestem twoim s膮siadem.

Jestem opiekunem twojej mi艂o艣ci.
To nie jest Mi艂o艣膰, kt贸rej nie kocham;
Je艣li jednemu da膰, drugiemu r贸wnie偶 trzeba da膰.

Je艣li jednemu dana jest mi艂o艣膰, drugiemu niestety nie.

Pozw贸lcie mi zrobi膰 co艣 z艂ego mojemu s膮siadowi, Daj膮c mu tego pokrzywdzonego tu艂acza.

6

Je艣li zrobi 藕le, pozw贸l mu zrobi膰 dobrze.

Czy偶 s艂ysz臋, 偶e masz ludzkie sumienie?
O, robisz z niego z艂ego lwa, nied藕wiedzia, tygrysa…

I konia. Je艣li si臋 teraz myl臋, to czy jestem kobiet膮?
Powtarzam – je艣li si臋 myl臋, to czy jestem kobiet膮?
Ta racja鈥 Je艣li masz racj臋, to jeste艣 oszustem,

A ja mam racj臋. Je艣li ja mam racj臋, to ty jeste艣 Miscegena.

Kocham ci臋 lub nie kocham.

Kiedy robi臋 dobrze, ty robisz mi dobrze,
Ale dla twojego dobra nie r贸b mi dobrze.
Je艣li zrobisz mi dobrze, to zrobisz mi dobrze.

Je艣li jeste艣 m臋偶czyzn膮, to kochasz mnie,
Je艣li jeste艣 kobiet膮, to ja kocham ci臋.

O, ma艂a, jak cz臋sto w 偶yciu wygl膮dasz niewinnie…

Moja mi艂o艣膰 gasi wszelkie z艂e my艣li.

Tej samej nocy w domu
艢ni艂 mi si臋 nowy sen.

Nie, to nie by艂 stary sen.
To by艂 tylko pocz膮tek nowej rzeczy i nic wi臋cej.
A kiedy zgas艂o 艣wiat艂o,

Przy ogniu Golcondy, obudzi艂em si臋:
Ta nowa rzecz bawi艂a mnie, jak i ca艂a reszta.
Wymaza艂em wszystkie swoje wspomnienia.

Potem, gdy przyszed艂 sen nawiedzaj膮cy,
Zasn膮艂em na jej kolanach;

I wtedy… Ooh! To sprawi艂o,
呕e troch臋 si臋 przerazi艂em…

Kiedy zgas艂o 艣wiat艂o,
Przez ogie艅 Golconda obudzi艂em si臋.

I zastanawia艂em si臋, gdzie jestem. A potem zobaczy艂em 艣wiat艂o
I nie widzia艂em 偶adnej ciemno艣ci; Ale jak grom p艂on膮cej mi艂o艣ci,

Z jej komnaty uciek艂em, I upad艂em na twarz.

A kiedy le偶a艂em, uwa偶a艂em si臋 za stra偶nika jej duszy. A gdy ju偶 siedzia艂em, l艣ni膮c na jej piersi,

Nagle wyrzuci艂a mnie, r贸wnie szybko jak ja j膮. 'Po偶egnanie!’ powiedzia艂a,

I przypomnia艂em sobie ten werset:
鈥濶ic nie ogarnie mojej duszy opr贸cz moich my艣li

7

I mojej ma艂ej wyobra藕ni. Nic!鈥 Ale my艣li moje zawsze tam wejd膮:

Wi臋c nie b臋dziesz 艣ni艂 w mojej komnacie o moim 偶yciu; Mojej rado艣ci, moim smutku,

Moim strachu i moich w膮tpliwo艣ciach; Albowiem te rzeczy b臋d膮 we mnie,

A wasze ma艂e wyobra偶enia, jak wielcy s膮 ludzie, Z wieloma gor膮czkami si臋 rozwiej膮,

I pozostan膮 w waszej cz臋艣ci nieba.

Cie艅 jest tylko nieistotn膮 rzecz膮 obok mojej duszy. A niebo jest zdrowe – nie trzeba si臋 ba膰.
R臋ki najdro偶szego Boga:
Kolebki wszystkich cn贸t chrze艣cija艅skich;

Miejsce, z kt贸rego wszyscy ludzie nadchodz膮.

[Przerywnik muzyczny]

鈥濶ie, nie: m贸j drogi ch艂opcze, nie b贸j si臋! Nic pr贸cz my艣li o mnie nigdy nie istnia艂o.
Moja droga siostro, powiedz mi, 偶ebym si臋 nie ba艂.

Nie skrzywdz臋 ci臋: w rzeczywisto艣ci nigdy ci臋 nie dotkn膮艂em.

Zrobi艂 to najwi臋kszy 偶yj膮cy cz艂owiek, kt贸ry ci ur膮ga艂;
To najstarszy cz艂owiek, kt贸ry ci臋 upokorzy艂.
To r臋ka, kt贸ra tak rzuci艂a wyzwanie Twej czci.

Nie b贸j si臋, bo nie upokorzy艂a Twojej warto艣ci,
Ona rzuca wyzwanie duszom!

Rzuca wyzwanie duszom waszym,
A gdyby tak by艂o, udowodni艂by艣,
呕e jest to najwi臋kszy 偶yj膮cy cz艂owiek;

Wi臋c rzucam ci wyzwanie,

Je艣li chcesz broni膰 swojego 偶ycia, Swojej wolno艣ci, spokojnie prze偶ywaj膮c.

Mi艂o艣ci moja, czy偶 nie zas艂ugujesz na 艣mier膰?

Je艣li zosta艂o ci jeszcze jakie艣 偶ycie,
Niech stanie si臋 tak, jak by艂o zamierzone:

Niech b臋dzie tak, jak by艂o to zamierzone przez tych,
Kt贸rzy postanowili wyla膰 kielich twojej krwi.
Powiadam – je艣li zas艂ugujesz na 艣mier膰, b膮d藕 sk膮py:

Sprzedaj swoj膮 dusz臋 i niech b臋dzie tak,
Jak mieli na my艣li ci, kt贸rzy si臋 tob膮 rozporz膮dzali.

Je艣li zas艂ugujesz na 艣mier膰, b膮d藕 mi艂osierny:
Przeto nie oszcz臋dzaj 偶ycia, kt贸re jest po偶膮dane.

8

Je艣li zas艂ugujesz na 艣mier膰, nie zabijaj,

Ale ka偶 swojej godno艣ci przybra膰
Bardziej doskona艂e podobie艅stwo.

Je艣li zas艂ugujesz na to, by zdradzi艂 ci臋 zdrajca,
B膮d藕 mi艂osierny: niech on, zdrajca,
B臋dzie dla ciebie mi艂osierny.

Je艣li zas艂ugujesz na to, by us艂ysze膰 o dziwce,
B膮d藕 ni偶ej ni偶 dziwka i powiedz jej prawd臋:

Je艣li ona mo偶e, przez swoje wyznanie,
Pozw贸l jej, przez wyznanie, powiedzie膰 prawd臋.
Je艣li mo偶e, przez swoje wyznanie, pozw贸l jej,

Wyznaj膮c swoje winy 鈥
Pozw贸l jej, wyznaj膮c swoje winy.

Je艣li mo偶e, z ca艂ej si艂y,
Pom贸偶 swojej kochance w drobiazgowej sprawie,
I spraw, by zachwyca艂a si臋 niczym dziwka:

W ten spos贸b we藕mie to z no偶ycami i bez s艂u偶膮cej.
W ten spos贸b ona bierze i ja bior臋 to brzemi臋.

Z no偶ycami i bez jej s艂u偶膮cej.
W ten spos贸b ona bierze i ja to bior臋.

Jej dziewcz臋ce pomoce; odt膮d, je艣li b臋d臋 pani膮 jej d贸br, Zabior臋 ci je i wr贸c臋 inn膮 drog膮;

[Przerywnik muzyczny]

Kogo to kocham?

Uwielbiam twoj膮 z艂o艣liwo艣膰!
Jeste艣 ca艂y we krwi,
A krew to moja pasja.

Zjem twoje mi臋so i wypij臋 twoj膮 krew,
A po waszych bokach b臋d臋 si臋 wspina膰

I wbij臋 kutasa w wasz brzuch.
Ach, Makbet! Ach, Makbet!
Co, dumni panowie, wszyscy obecni! –

Sp贸jrzcie, popatrzcie, pochlebcy!
Wasze oczy s膮 pe艂ne wstydu! 鈥

Powiem wam swoje.
Co, co, Sybille!

M贸j dobry panie, kiedy m贸wi臋, 偶e ci臋 kocham, robi臋 to; Ale robi臋 to z zazdrosn膮 trosk膮,

Nie z zazdrosnym umys艂em,

Abym nie wydawa艂 si臋 buntowniczy
Wobec twojej pi臋knej c贸rki.

9

Kiedy powiedzia艂em jej, 偶e j膮 kochasz,

Nie mog艂em ci臋 wini膰;
Ale mimo to wini艂em siebie,

呕ebym nie wydawa艂 si臋 taki pod艂y jak ty, Aby wyrwa膰 j膮 ojcu.

Ale teraz wybaczam sobie,

I wierz臋 wam, a mi艂o艣膰 nie zna takiej sztuki.

Wierz臋 ci i wierz臋 sobie, kiedy m贸wi臋, 偶e j膮 kocham, Nigdy nie chcia艂em powiedzie膰, 偶e j膮 kocham.
Ale teraz j膮 wymieniam i nie powiem.

Oh, kocham j膮 z ca艂ego serca, ale ju偶 z nie tak膮 rado艣ci膮!

Nie mog臋 wam powiedzie膰, 偶e tak si臋 nie sta艂o.
Je艣li tak, to moja mi艂o艣膰 by艂a fa艂szywa.

Na razie powiem ci o tysi膮cach tr贸jek duszy jej ojca, A potem b臋d臋 p艂aka膰 i opowiada膰 tysi膮com tr贸jek. Jej ojciec pochowany jest na ziemi Winchester. O艣wiadczam, 偶e jest sprawiedliwa i 偶e jej zaufasz. Je艣li pami臋tacie, co mi uczyni艂 m贸j ojciec,
Niech was to nie niepokoi;
Tej nocy albo ja upadn臋, albo ona.
Tej nocy si臋 zabij臋.

Mo偶e to brzmie膰 jak straszna przepowiednia, Ale nie zrobi ci krzywdy.

Je艣li tak, spiskuj ze mn膮.

Wyjd臋 za m膮偶, zabij臋 si臋, umr臋, zabij臋 si臋.

To wystarczy. Ty w bia艂ej szacie, zosta艅;
Inaczej przyjdzie do ciebie Strumie艅,
A to on jest tym, kt贸ry daje mi moc,

I tonie w przyp艂ywie, kt贸ry mnie podnosi.
Woda, kt贸r膮 widzisz, to ja,

A moje biedne serce to piek艂o,
Kt贸re nigdy nie zna艂o lepszego.
Lepsza cz臋艣膰 mnie,

Lepsza cz臋艣膰 mnie b臋dzie si臋 bawi膰,
Z przyp艂ywem, kt贸ry mnie podnosi.

I to b臋dzie prawda.
Wyjd臋 za m膮偶, zabij臋 si臋, umr臋, zabij臋 si臋.

To wystarczy, Sancho;
Je艣li niebo ma jak膮艣 偶yczliwo艣膰 do okazania tym,

Kt贸rzy s膮 warci, oni spojrz膮 na tego dobrego rycerza
I powiedz膮: 鈥濧men鈥.

10

Je艣li to prawda, Sancho, oto rycerz gorszy ni偶 Richard.

Rozbitek straci艂 偶ycie, odhaczony przez lepsze;

A ty, Sancho, ze wszystkimi twoimi zalotnikami, kapitanami, lordami鈥

Nadchodzi gorszy rycerz ni偶 Richard,
Paskudny, bez formy,

A oznacza to brak partnerstwa, brak 偶ycia; Je艣li to prawda, Sancho,

Nadchodzi gorszy rycerz ni偶 Richard,

Cz艂owiek tak nieuporz膮dkowany, 偶e nie mog臋 zrozumie膰, Dlaczego nale偶y go uwa偶a膰 za d偶entelmena.
Ale nie powiem 鈥瀉men鈥.
Wyjd臋 za m膮偶, zabij臋 si臋, umr臋, zabij臋 si臋.

Wierz臋, 偶e Henryk 脫smy by艂 d偶entelmenem.
呕e by艂 偶onaty, wierz臋 w to.

鈥漐amknijcie t臋 spraw臋, panowie鈥,
Je艣li Henryk VIII by艂 d偶entelmenem,

Powinien by膰 taki weso艂y.
Jestem g艂upcem z mi艂o艣ci,
A zatem nie mam wsp贸艂czucia.

[Przerywnik muzyczny]

S艂ysza艂em r贸wnie偶 przem贸wienie Kr贸lowej
I my艣la艂em, 偶e jej wznios艂e 艣luby by艂y fa艂szywe;

Potem, poniewa偶 by艂a Pokoj贸wk膮,
Powiedzia艂em mojemu Bogu, 偶e j膮 kocham;
Jej s艂owa bardzo radowa艂y me serce,

I zdawa艂o mi si臋, 偶e jej 艣luby raduj膮

I to wbrew woli jakiejkolwiek ziemskiej mocy, Jak膮 mog艂a posiada膰.

Ale ten po偶膮dliwy pan z dziwnym sercem oderwa艂 si臋; Widzia艂em, jak wbija艂 n贸偶 w m贸j bok;

I z powodu jego przest臋pstwa wzr贸s艂 m贸j smutek; Widzia艂em, jak atakowa艂 moj膮 czysto艣膰;
I z powodu jego przest臋pstwa m贸j smutek wzr贸s艂; Widzia艂em, jak atakuje moje m臋stwo;

I za jego przest臋pstwo wzros艂o moje tch贸rzostwo; Widzia艂em, jak atakuje moj膮 cierpliwo艣膰;

I za jego przewinienie ma w艣ciek艂o艣膰 wzros艂a; Widzia艂em, jak podwa偶a艂 m贸j os膮d;
I za jego przewinienie moja w艣ciek艂o艣膰 wzros艂a;

11

Widzia艂em, jak atakowa艂 moj膮 czujno艣膰;

I za jego przewinienie moja szczero艣膰 wzros艂a; Widzia艂em, jak atakuje moj膮 cierpliwo艣膰,
A za jego obraz臋, moja w艣ciek艂o艣膰, kt贸rej wtedy nikt nie zna艂,

Mog艂a sprawi膰, 偶e zostan臋 d艂u偶ej ni偶 ten dawno za艂amany cz艂owiek.

I tak jak si臋 tego spodziewa艂em,

Ten nieszcz臋sny g艂upiec wchodzi teraz do mojej komnaty:
Zrozpaczony tym, co zrobi艂em ostatnio,

Przecie偶 nie zrobi艂em mu nic z艂ego!
Wtedy raczej powinienem odpowiedzie膰 鈥濧dios鈥,
Kiedy przyszed艂em, powinien by艂 odpowiedzie膰.

Na 艂asce tych, kt贸rzy s膮 zbyt leniwi,
Aby okaza膰 mu dobro膰, wola艂bym go;

Wi臋c prosz臋 ci臋, m臋偶u, po艣lub go;
Nie m贸g艂 mi wyrz膮dzi膰 krzywdy,
Gdybym si臋 na to zgodzi艂.

Och, on te偶 m贸g艂 by膰 dowcipny.
M贸g艂 te偶 by膰 cnotliwy.

Ale by艂 zbyt zaj臋ty niesprawiedliwo艣ci膮;

Powiedzia艂em: 鈥濼eraz usi膮d藕, k艂am i udawaj, 偶e nic nie zrobi艂e艣鈥; A kiedy dojd臋 do miejsca, w kt贸rym sko艅czy艂em,

Zejd臋 na d贸艂 i wmieszam si臋 w ha艂a艣liwe 偶arty t艂umu; A kiedy si臋 rozprosz臋, uca艂uj臋 twoj膮 koron臋
I ka偶臋 ci by膰.

Przysi臋gam na praktyk臋 delikatnej mi艂o艣ci, 呕e nie jeste艣 lepszy od os艂a,

Kiedy wyrw臋 ci臋 ze tego 艣wiata.

[Przerywnik muzyczny]

Wyjd藕cie!

Nie mam czasu na bezczynne troski,
Albo jakakolwiek troski, kt贸re mnie rozpraszaj膮.
Dlatego prosz臋 pana, prosz臋 uda膰 si臋 do mojej celi

I tam zosta膰 na chwil臋.
Nie? To nie; niech ci臋 nie poruszy.

Patrzcie – wszyscy znacie ten p艂aszcz.
Pami臋tam, 偶e kiedy艣 by艂 m贸j.
Za艂o偶y艂em go, wychodz膮c z komnaty,

A gdy uciek艂em, moja dusza by艂a ze mn膮.
Pozosta艂a ze mn膮, dop贸ki mnie nie by艂o,

A potem spad艂a, kiedy to m贸j p艂aszcz powiewa艂 podczas 偶a艂oby.
Pami臋tam jednak, 偶e to by艂o tego dnia, gdzie by艂a tamta noc.

12

Nie wiem, gdzie, ale pami臋tam,

By艂o ju偶 bardzo p贸藕no i poszed艂em z moj膮 biedn膮 dusz膮, A偶 ujrza艂em 艂adn膮 m艂od膮 dam臋

Le偶a艂a w swej komnacie, otoczona przez ludzi,
Kt贸rzy przyszli do jej komnaty, aby j膮 zobaczy膰.
I powiedzia艂em do mojej duszy:

鈥濸i臋kno jest tylko biedn膮 kochank膮鈥
A pi臋kno nie jest pi臋knem, je艣li jest naznaczone

Twoimi plugawymi wadami. Ciebie samego!
To ju偶 min臋艂o, obdarzaj tym teraz nas.
Da艂e艣 tej biednej dziewczynie swoje serce,

Kt贸remu bole艣nie zaprzeczy艂em,
Dlatego powiedz mi, 偶e kochasz innego.

Tego, bezwinnego, kt贸ry ostatnio trafi艂 do twojej komnaty,
Rozrywaj膮c go na kawa艂ki.
Ta druga, kt贸r膮 ja nazywam,

Jest w jej komnacie rozdarta.
I 偶adna uzdrawiaj膮ca moc s艂贸w nigdy jej nie zast膮pi.

Ta druga, kt贸r膮 ja nazywam,
Jest w jej komnacie rozdarta
I 偶adna uzdrawiaj膮ca moc s艂贸w nie mo偶e jej zabra膰.

Tak, a jak to by艂a ta fatalna noc,

Ten g艂臋boki sen, w kt贸rym 艣miertelne my艣li zaczynaj膮 umiera膰!

Tak, a jak to by艂a ta fatalna noc,

Kiedy ci臋 opu艣ci艂em i odda艂em cze艣膰 demonom,

Kt贸re mieszkaj膮 w twojej duszy – podobnie jak d偶iny I fa艂szywi bogowie, sprzymierzeni z twoj膮 z艂膮 dum膮.

W takim razie b贸j si臋 mnie!

Jestem kobiet膮, kt贸ra wzywa ci臋 co noc.
Przychodz臋 i d艂u偶ej nie zostan臋;

Nie wprowadz臋 do twojego domu k艂opotliwego obcego; Ale zosta艅 tutaj tak, jak tu by艂e艣: tej nocy,

Je艣li nie b臋dziesz, zgani臋 psy, wilki, mr贸wki I wszystko, co 偶yje.

Gdyby te smoki, kt贸re lataj膮 w ciemno艣ci, Przej臋艂y cz臋艣ci ludzi,
Okaza艂yby si臋 jeszcze bardziej niebezpieczne.
Powinienem wi臋c by膰 tu trzymany

Przez tych niewidzialnych Stra偶nik贸w,
Kiedy otworzysz m贸j gr贸b.

13

Victor Hugo, kt贸rego nazwisko jest znane, By艂 niedawno pochowany.
To ja do tego doprowadzi艂em.

M贸j okropny czyn zaprosi艂 mnie do podw贸jnego 偶ycia;

Pochowam tego, kt贸ry zrobi艂 mi 藕le,
I z jego r膮k pochowam swojego brata.

Je艣li wypomn膮 mi t臋 straszn膮 zbrodni臋.
Umr臋 na jego mieczu,

A potem ten, kt贸ry go zabi艂,
Nigdy nie b臋dzie 偶y艂 bardziej n臋dznie.
Ani nie b臋dzie dr偶e膰, by by膰 wolnym.

To najbardziej op艂akana rzecz!

S膮 na 艣wiecie ludzie, kt贸rzy zamordowali swoje dusze, Aby pokaza膰 swe martwe mi臋艣nie.

Ale ja w tym morderstwie b臋d臋 mia艂 偶ycie, jakiego pragn膮艂em; Umr臋 na jego mieczu,

A potem ten, kt贸ry zabi艂 mojego brata i ojca 鈥 B臋dzie 偶y艂 nieszcz臋艣liwy.

Tak b臋dzie po 艣mierci mojego brata i ojca.

Prowadz膮cy

Jaros艂aw Ku藕niar
Ku藕niar Media

Multiinstrumentalista. W艂a艣ciciel Ku藕niar Media. Jego do艣wiadczenie radiowe, prasowe, sceniczne i telewizyjne, pomaga w 艣wiecie budowania marek osobistych. Wsp贸lnie z klientami rozwija ich wizje i nadaje kszta艂t. Buduje nowe platformy dla relacji z odbiorcami, szkoli i inspiruje.

Pozosta艂e odcinki (5)

U偶ywamy cookies, 偶eby indywidualnie odpowiada膰 na potrzeby s艂uchaczy. Zasady przechowywania i dost臋pu do plik贸w cookies mo偶esz zmieni膰 w ustawieniach swojej przegl膮darki.