Transkrypcja odcinka

Daria Abramowicz. O mnie

Autor: Daria Abramowicz
Sport
[00:00:10]

D. ABRAMOWICZ: Dzień dobry. Nazywam się Daria Abramowicz. Mam za sobą karierę sportową i trenerską, a dziś jestem psychologiem sportowym. To bardzo ważna dziedzina, która globalnie zyskuje dziś na znaczeniu. Uważam, że mistrzostwo zaczyna się w głowie, dlatego w moim podcaście chcę dzielić się doświadczeniem, wiedzą, emocjami. Chcę dać przestrzeń do społecznej dyskusji o psychologii w sporcie, biznesie i prywatnym życiu, bo to wszystko są bardzo połączone światy.

[00:00:43]

D. ABRAMOWICZ: Urodziłam się w Iławie, to jest miejscowość nad najdłuższym w Polsce jeziorem – Jeziorem Jeziorak – na Warmii. I nie bez powodu podkreślam fakt istnienia tego jeziora, bo zaczęło się u mnie od żeglarstwa. Choć może nie zaczęło, bo pierwszą moją stycznością z aktywnością fizyczną był taniec towarzyski, jeszcze w przedszkolu. Pamiętam, że prowadzono nabór do takiej lokalnej grupy. I zapisałam się tam chyba trochę z potrzeby ruchu, jakiejś takiej struktury aktywności jeśli dobrze pamiętam, przebija się to u mnie jak przez mgłę. I ten taniec dziś uważam… To jeden z najlepszych pomysłów i jedna z najlepszych form aktywności ogólnorozwojowej dla dzieci, która kształtuje właściwie wszystkie cechy motoryczne na wczesnym etapie. Właściwie daje taki fajny, cenny wstęp do tego, żeby później robić różne inne rzeczy. Więc poniekąd przypadkiem – ponieważ moi rodzice nie posiadali i nie posiadają takiej wiedzy na temat sportu, aktywności fizycznej, ze sportem nie byli związani – i całkiem przypadkowo okazało się być to świetnym wstępem. Natomiast później miałam chwilową przygodę z bieganiem, ponieważ w szkole podstawowej uczęszczałam do klasy sportowej o takim profilu lekkoatletycznym. I później, już w wieku lat 6… nie, 7… Trudno mi jest troszkę tę oś czasu zachować dzisiaj, po tylu latach, ale właśnie mniej więcej na początku szkoły podstawowej trafiłam do klubu żeglarskiego, do międzyszkolnego ośrodka sportowego w Iławie. I okazało się właściwie po pierwszym tzw. zejściu na wodę na łódce, że to jest to. Myślę o tym żeglarstwie do dzisiaj jako o czymś, w czym nigdy – i nie przesadzam – ani jeden dzień, to nie był dzień, kiedy czułam się w jakikolwiek sposób zmuszona do tego, żeby trenować. I myślę, że to jest ogromny kapitał. I myślę, że to jest duże szczęście. Patrząc z perspektywy mojego zawodu dzisiaj na wchodzenie dzieci, wychowanie dzieci poprzez sport, wchodzenie dzieci w świat aktywności fizycznej, uważam – i tak doradzam rodzicom – żeby dawać dzieciom szansę podejmowania różnych form aktywności, próbowania różnych dyscyplin sportu po to, żeby dać im możliwość i przestrzeń do tego, żeby wybrały w pewnym momencie to, co – że tak powiem – kliknie. To, w czym będą czuły się komfortowo, bo to daje największą szansę na zbudowaniu w przyszłości pasji. Jeżeli ta aktywność fizyczna przerodzi się w taki sport, który będzie miał większą strukturę, to okaże się, że obecność tej pasji i budowanie później wszystkiego na fundamencie pasji spowoduje, że kiedy przyjdzie kryzys – a on zawsze przychodzi w sporcie profesjonalnym, prędzej czy później – to zdecydowanie łatwiej jest go pokonać. No i u mnie to żeglarstwo pojawiło się w wieku wczesnoszkolnym. To tak naprawdę jest ze mną do dzisiaj, bo choć czynnie go nie uprawiam, bo choć nie pracuję już jako trener – co robiłam przez około 10 lat – to dziś jestem też związana z żeglarstwem w życiu prywatnym i zawodowym jako psycholog. W życiu prywatnym, dlatego że mój mąż jest trenerem głównym, współpracuje czy pracuje dla kanadyjskiej federacji żeglarskiej. Czyli żeglarstwo, to nie tylko był sport, ale też styl życia no i stały jego element, do dzisiaj. Moment, w którym – tak jak powiedziałam – nie ma takiego poczucia, że jest się zmuszanym – czy przez rodzica, czy przez trenera, czy przez jakąkolwiek inną osobę trzecią – do tego, żeby podejmować aktywność. Moment, w którym samo podejmowanie aktywności – w tym przypadku to wyjście na wodę, to bycie daleko od brzegu, bycie samym sobą, troszkę sprawdzanie się w różnych warunkach atmosferycznych – co było dla mnie też bardzo ciekawe – sama złożoność dyscypliny, bo żeglarstwo jest jednym z bardziej złożonych sportów. Ono dotyka fizyki, dotyka meteorologii, dotyka inżynierii w bardzo wielu aspektach – powoduje, że czuje się taką zajawkę, po prostu, najzwyczajniej w świecie. Taką bardzo pierwotną zajawkę, poczucie fajności. Dla dziecka, jeżeli wybiera właśnie to, a nie inną formę spędzania wolnego czasu, to oznacza, że to jest po prostu fajne. I to jest ten zalążek pasji, to wtedy możemy powiedzieć, że: OK, kliknęło. Na pewno żeglarstwo, jako właśnie jedno z najbardziej złożonych dyscyplin, to jest też taka dyscyplina sportu, w której ciągle coś jest nie tak. Ciągle boli, ciągle jest za gorąco, za zimno, za bardzo wieje, za mało wieje, sól szczypie w twarz, sól wyżera odciski, rany, które nie chcą się goić za bardzo… Więc to opowiadam czasami zawodnikom, że zdarzało się zalewać odciski na dłoniach klejem Kropelka np. po to, żeby tam dalej nie postępowały te procesy. Więc on jest taki mocno związany z dyskomfortem, tenże sport, to żeglarstwo. I w tym całym dyskomforcie odnajdowanie tego, co jest rozwojowe, co jest cenne, co jest pozytywne i wartościowe, i co nas trzyma ciągle przy kolejnym wyjściu na wodę i kolejnym treningu, jest niewątpliwie takim doświadczeniem, takim procesem, który jest mi bardzo bliski i który staram się pokazywać także obecnie w mojej pracy zawodowej. Bardzo ważnym dla mnie sportowym doświadczeniem były wszystkie momenty ważnych startów – a zaczęłam startować relatywnie wcześnie, bo już pierwszy start zagraniczny dla mnie, takie pierwsze zagraniczne regaty… w nich uczestniczyłam, kiedy miałam około 9 lat, więc to bardzo wcześnie. Pierwsze mistrzostwa Europy, kiedy miałam lat 14. Te starty pokazywały mi już wtedy, że dzieje się we mnie i ze mną coś takiego, co powoduje, że choć na treningach wszystko naprawdę wychodzi świetnie i żeglowałam szybko i bardzo mądrze taktycznie i to właśnie też klikało – tylko na troszkę innym poziomie niż poziom pasji – to przychodzą regaty, przychodzi wyścig, przychodzą warunki rywalizacji i dzieje się coś takiego, że ja nie jestem w stanie tych możliwości przekuć na wyścig. Już wtedy miałam takie poczucie, że o coś tutaj chodzi, coś więcej w tym sporcie jest, ale nie do końca wiedziałam co. Nie do końca też osoby w moim otoczeniu potrafiły mi to w sposób spójny i adekwatny wyjaśnić. I to zaczęło przyciągać mnie, ciągnąć mnie w stronę szukania. I to moje poszukiwanie zaczęło się tak naprawdę, gdy miałam około 15 czy 16 lat i właściwie, jakbym dobrze się nad tym zastanowiła, to nie skończyło się do dzisiaj, bo ciągle szukam kolejnych odpowiedzi. To jest też takie doświadczenie, które w bardzo istotny sposób przekłada się na moją pracę. I wreszcie, chociażby poza wszystkimi historiami dotyczącymi startów, zarządzania stresem, emocjami, budowania relacji w zespołach, bardzo ważne doświadczenia w relacjach z trenerami, budowanie mistrzowskich środowisk sportowych, to wszystko też bardzo mocno dziś przekładam na pracę i korzystam z tych doświadczeń. Ale też takim ważnym jest moje wyjście ze sportu w roli zawodnika, czyli moja kontuzja. Dlatego, że ja przestałam żeglować z dnia na dzień. Mając 18 lat spadłam z przyczepy podczas pakowania sprzętu i złamałam nadgarstek, jedną z kości nadgarstka. I tak się skończyło moje żeglowanie. Coś, co zaczęłam, kiedy miałam zaledwie kilka lat i co było podstawowym elementem mojego funkcjonowania i mojej tożsamości przez cały ten czas, cały etap dojrzewania, wyborów dotyczących szkoły, bo to też bardzo ważne, bo to żeglarstwo determinowało to, na jakie studia chciałam pójść… I w pewnym momencie właśnie, kiedy miałam 18 lat, dochodzi do takiego wypadku, który kompletnie – oczywiście z mojej winy, bo spieszyłam się i zrobiłam coś szybciej niż pomyślałam o tym, jakie to może nieść za sobą konsekwencje i pośliznęłam się stojąc na przyczepie – spowodowało, że ten świat momentalnie się obrócił. Mając to doświadczenie – i co bardzo ważne i chciałabym to bardzo mocno podkreślić – przepracowane terapeutycznie, zanim weszłam w zawód psychologa sportowego, to dziś jesteś bardzo duży kapitał. Kiedy do mnie trafiają zawodnicy w trakcie kontuzji, po kontuzji, też zmieniające swoje role życiowe w środowisku sportowym, bardzo często mówią: „Pani Dario, mówię to pani, bo pani to rozumie”. I rzeczywiście mam takie poczucie, że kiedy oni to mówią, a ja odpowiadam: „Rozumiem”, to to zdecydowanie jest prawdziwe „rozumiem”. Kontuzja nie bez powodu nazywana jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń w sportowej drodze czy karierze. I to bardzo boli, kiedy szczególnie mamy takie poczucie, że nie mieliśmy wpływu czy nie mieliśmy kontroli do końca nad tym, co się dzieje i co doprowadza do takiego, a nie innego finału. Dlatego, że w moim przypadku wiele czynników nałożyło się na to, że ta historia potoczyła się tak, a nie inaczej. Bo to mogłaby być lepsza diagnoza, to mogłoby być poszukanie kontropinii lekarskiej – czego nie zrobiłam, bo nie miał takiej świadomości wówczas – to mogłoby być inne poprowadzenie wreszcie samej procedury leczenia i rehabilitacji. Niemniej wychodzę z założenia, że jesteśmy w pewnym sensie – troszkę zabrzmię filozoficznie – sumą doświadczeń. Ja dzisiaj patrzę z tej perspektywy na swoją sportową drogę i na to, w jaki sposób ona stanowi wartość dodaną w mojej pracy i nie zamieniłabym tego absolutnie na nic innego. W tamtym momencie, to był koniec świata. Tak się stało, że około 3 tygodni chyba po… 3, może 4 tygodni po moim wypadku zadzwonił do mnie mój trener i powiedział, że są regaty we Włoszech na takim akwenie, na którym niewiele bardzo osób żeglowało do tej pory ze znajomych, naszych zawodników, że to są ważne regaty, bo to taki drużynowy Puchar Europy i czy nie zechciałabym tam pojechać jako trener. Jeszcze wtedy – rocznikowo tak, ale nie w sensie daty – nie miałam ukończonych 18 lat, nie miałam prawa jazdy, nie miałam tych kwalifikacji trenerskich i to była taka wyprawa, która polegała na tym, że jeden z rodziców też ze mną pojechał jako kierowca i opiekun, a ja miałam w jakiś sposób przekazać tam swoją wiedzę i swoje doświadczenia. Tak się złożyło, że my ten drużynowy Puchar Europy wygraliśmy, zupełnie niespodziewanie. Dla mnie to było fantastyczne doświadczenie, także takie podnoszące mnie w bardzo mocno w kryzysowym momencie, bo ja absolutnie wtedy byłam w momencie kryzysowym. I pomyślałam sobie, że może to jest jakiś sposób, a może wręcz idealny sposób na to, żeby w pewnym sensie dokonać takiego transferu tej mojej wiedzy, tych moich umiejętności i tych doświadczeń. Nieczęsto zdarza się, że człowiek w wieku 18 ma ponad 10 lat doświadczenia – mniej lub bardziej – w środowisku, w którym funkcjonuje. I pomyślałam sobie, że to jest szansa na to, żeby blisko tej pasji być cały czas. Więc zdecydowałam się zacząć szkolić, zdobywać kompetencje w kierunku zawodu trenera. I w tym zawodzie spędziłam 10 lat. Zaczynając tę pracę i będąc bardzo młodą osobą, pracując z ludźmi zaledwie 2 czy 3 lata ode mnie młodszymi, absolutnie nie miałam autorytetu i w jakiś sposób chciałam go zbudować. Nie ma szansy na to, żeby zbudować autorytet emocjonalny, kiedy jest się tak młodym człowiekiem, ale jest szansa na to, żeby zbudować autorytet merytoryczny, oparty o wiedzę, oparty właśnie o kompetencje. I choć brzmi to może nieco żartobliwie, myśląc o osobie 18 czy 19-letniej, że kompetencje. Ale jednak zależało mi na tym, żeby je poszerzać bardzo intensywnie, szybko i uczyć się cały czas w tym procesie. I dzisiaj, kiedy na to patrzę mam takie poczucie, że wyszło to nie najgorzej, mówiąc nieco bardziej kolokwialnie. Z czasem zaczęłam pracować i z zawodnikami trochę starszymi, na wyższym sportowym poziomie. Zdarzało mi się też przez lata mojej pracy pracować z dziećmi, które zaczynały dopiero swoją przygodę z żeglarstwem, co też daje mi dziś ogromny kapitał w pracy, bo mam takie poczucie, że rozumiem i czuję prace także właśnie z dziećmi, z tymi najmłodszymi, na etapie wychowania poprzez sport. Dziś potrafię poruszać się w spektrum pracy, już jako psycholog sportowy, zarówno w pracy z najmłodszymi, z dziećmi na tym wczesnym etapie, ale też ze sportowcami funkcjonującymi na poziomie mistrzowskim. I jeżeli spojrzałabym na sukces sportowy, jako na dach pewnego budynku, to ten dach opiera się na pewnych filarach, na pewnych kolumnach. I będą to np. takie umiejętności pomagające wyznaczać cele, umiejętności wspierające motywację czy determinację, narzędzia treningu wyobrażeniowego czy relaksacyjnego, które pozwalają w warunkach rywalizacji sportowych czy treningu wykorzystać optymalny potencjał sportowca czy każdego innego człowieka, którego dotyczy jakikolwiek performance. Jeżeli oprzemy dach na kolumnach i na tym zakończymy budowę naszej konstrukcji, to jeżeli przyjdzie troszkę silniejszy wiatr i zawieje w ten budynek mocniej, to on w najlepszym wypadku zacznie się chwiać, a w najgorszym się przewróci, bo jest niestabilny. Podobnie jest w całej psychologii w sporcie, którą właśnie charakteryzuję w ten sposób, że jak w każdym budynku, potrzebny jest solidny fundament. W tym fundamencie znajdują się takie umiejętności, jak: stabilne poczucie pewności siebie i poczucie tożsamości, umiejętność komunikacji asertywnej – takiej, która opiera się o takie wyrażanie własnych potrzeb i oczekiwań, które nie narusza wolności i przestrzeni innych osób – umiejętność takiego budowania relacji trwałych, które opierają się o bliskość i zaufanie, regulacja emocji… I to są takie umiejętności, cechy, o których możemy sobie pomyśleć: No dobra, ale to nie jest tak, że sportowiec tego potrzebuje do czegoś, to jest takie bardzo uniwersalne. I to jest sedno tej filozofii. Solidny fundament dla sportowca, dla człowieka biznesu, dla wszystkich, którzy w swoim życiu opierają się o jakikolwiek performance, jakiekolwiek wykonanie, ten solidny fundament jest kluczem tak, jak dla każdego z nas. Mam parę bon motów swojej pracy, jednym z nich jest to, że sportowiec to jest przede wszystkim człowiek. I staram się w mojej pracy podchodzić holistycznie, całościowo do tego procesu, skupiać się nie tylko na filarach, – oczywiście, nad którymi pracuję, na których skupia się niejako taka tradycyjna psychologia sportu – ale staram się patrzeć szerzej na psychologię w sporcie. Jak ona wszystkie absolutnie obszary i oddziaływania, które mają sprawiać, że zanim ten sportowiec będzie performował na swoim możliwym najwyższym poziomie, będzie możliwe to, że osiąga dobrostan i satysfakcję z życia. Jeszcze studiując psychologię na Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym w Warszawie, czyli SWPS, zaczęłam być aktywna w przestrzeni internetowej, prowadząc bloga za namową osób, które wprowadzały mnie w świat psychologii. Bo miałam ogromne szczęście dlatego, że spotkałam na swojej drodze takie osoby, które pokazały mi ten świat i dały mi taki kręgosłup etyczny i bardzo, bardzo potrzebny w moim zawodzie, i dały mi też możliwości właśnie podejmowania prób tej aktywności. Więc stałam się nieco bardziej aktywna w przestrzeni internetowej, czy to blog, czy to forum internetowe… Ciągle oczywiście jako studentka, zaczęłam przetrząsać tony badań, pisać posty, zaczęłam być też bardziej aktywna w mediach społecznościowych. To dziś jestem. Tak naprawdę niemal wyłącznie w obszarze zawodowym, ale jestem. Uważam, że to bardzo ważne narzędzie funkcjonowania zawodowego dzisiaj i duża szansa dla psychologii, która siłą rzeczy nie może być – umownie powiem – reklamowana w telewizji czy w radiu. Natomiast ta moja droga wyglądała tak, że z uwagi na tę moją aktywność okazało się w pewnym momencie, że nie jestem do końca anonimowa. Kiedy nakładało się na to wszystko moje doświadczenie czysto sportowe, to okazało się, że w momencie, kiedy kończyłam studia – a podkreślam, że miałam taką możliwość rozpoczęcia praktyki zawodowej, za co jestem ogromnie wdzięczna – okazało się, że nie muszę długo czekać, a pojawiły się pierwsze osoby, które chciałyby ze mną pracować. Bardzo wiele osób kończących studia zmaga się z tym, żeby rozpocząć praktykę zawodową, żeby mieć do tego przestrzeń. Ja miałam tę możliwość, że przyszło to szybko. I to się nałożyło w czasie też z podsumowywaniem i zakończenie Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, co spowodowało, że zaproszono mnie w jedno, drugie, trzecie miejsce do tego, żeby powiedzieć parę słów na temat roli psychologii. No i w prostej właściwie linii od tego okazało się, że otrzymałam nie tak daleko później propozycję współpracy z kadrą narodową w kolarstwie torowym. Więc moja przygoda, moja droga pracy ze sportem high-performance, sportem mistrzowskim, potoczyła się błyskawicznie. To było dla mnie bardzo duże wyzwanie w tamtym czasie, bo zastanawiałam się, czy mam wystarczająco dużo kompetencji. Wiadomo, że nie miałam doświadczenia, ale czy mam wystarczająco dużo kompetencji w tamtym czasie, żeby tę pracę podjąć. Ale konsultując się z wieloma osobami podjęłam decyzję, że podejmę to wyzwanie. I dzisiaj, z czasem od współpracy z kadrą narodową w kolarstwie, przez współpracę z kadrą narodową w pływaniu, wiele dyscyplin dziś, wielu sportowców siłą rzeczy dziś, na ten moment najbardziej związana jestem z tenisem. Tak to się ułożyło. Dziś mimo tego, że ciągle nie mam wcale tak dużej praktyki zawodowej – bo to nie jest kilkanaście lat, jestem ciągle osobą młodą – to tempo, w jakim doszłam do punktu zawodowo, w którym jestem dzisiaj i mnogość doświadczeń, uczestniczenia w różnych imprezach sportowych, współprac na różnych poziomach z różnymi dyscyplinami, od sportu tradycyjnego, indywidualnego, drużynowego, przez sport taki jak szachy, kończąc na e-sporcie… Te doświadczenia powodują, że mój autorytet bazowo jest większy. Nie mam gdzieś takiego poczucia, że w punkcie, w którym startuję i rozpoczynam jakąś współpracę, ja tego autorytetu nie mam i muszę pracować nad tym, aby go zbudować. Jest to z drugiej strony dużo bardziej odpowiedzialne zadanie, ponieważ dostaję pewien kredyt zaufania i otwartości od osób, które trafiają do mnie i moją rolą jest to, żeby – w pewnym sensie – tego nie zawieść. Żeby świadczyć usługi – mówiąc wprost, biznesowo – ale zapewnić wsparcie określonej jakości na określonym poziomie rzetelności i etyki. I to, ta odpowiedzialność jest odczuwalna. Czy trudniej więc jest mi ten autorytet budować czy zachować? Nie. Nie trudniej, ale na swój sposób inaczej. Dzisiaj pracuję na na różnych poziomach, bo głównie oczywiście rozmawiamy o wszelkich aktywnościach publicznych, o tym sporcie mistrzowskim, ale najmłodsza osoba, która trafia do mnie do gabinetu ma 9 lat i jest na początku swej sportowej przygody. Może nie najstarsi, ale najbardziej doświadczeni to ci, którzy są najbardziej utytułowani, więc spektrum jest bardzo szerokie. To powoduje tym bardziej, że sportowcy, którzy do mnie trafiają, wiele mnie uczą. Bardzo wiele doświadczeń i moich obserwacji migruje z dyscypliny na dyscyplinę i ze środowiska na środowisko. To pokazał mi szczególnie COVID, kiedy – szczególnie w tym pierwszym momencie tego lockdownu, w kwietniu jeszcze – miałam taką sytuację, w której wielu sportowców i wiele dyscyplin przechodziło przez te same procesy. I widziałam wyraźnie pewne tendencje i zależności i to powodowało, że było mi łatwiej to przenosić pomiędzy dyscypliną a dyscypliną, środowiskiem a środowiskiem, bardzo ułatwiało pracę. Więc moi sportowcy – tak pozwolę sobie o nich powiedzieć – uczą mnie tego, że… Dają mi wiedzę – może tak – i doświadczenia, które ułatwią mi pracę z innymi. Poniekąd pośrednio – oczywiście nigdy nie używając nazwisk, przykładów czy tożsamości – ja jestem w stanie sobie troszkę tłumaczyć szybciej i łatwiej rzeczywistość. I to na pewno. Sportowcy, z którymi pracuję, uczą mnie ciągle pasji. Jakkolwiek nie brzmi to jak truizm, to sport staje się naprawdę trudniejszy, coraz trudniejszy, szczególnie ten mistrzowski. I kiedy widzę, w jaki sposób sportowcy są coraz bardziej zdeterminowani do tego, żeby się rozwijać – także w obszarze przygotowania mentalnego – jak budują swoją świadomość, jak odnajdują się w nowych czasach, to jest coś, co jest bardzo inspirujące dla mnie i rzeczywiście mi pozwala też nadążać za sportem. Więc trochę chyba klamrą domykając ten wątek, moi sportowcy uczą mnie sportu cały czas. Bo sport się zmienia, jedno z najbardziej dynamicznie zmieniających się gałęzi naszego funkcjonowania społecznego. Dzięki temu, że mogę z nimi pracować i obserwować te procesy, uczę się tego sportu i trochę – powiedziałbym – nadążam za jego rozwojem. Równowaga między życiem zawodowym i tym poza zawodowym, prywatnym, to jest jeden z najważniejszych czynników warunkujących powodzenie. I to moje, jako psychologa sportowego, w mojej pracy, ale też sportowców, trenerów, rodziców, z którymi współpracuję czy osób, które zarządzają organizacjami sportowymi. I mam takie przekonanie, że jeżeli uczę tego osoby, z którymi pracuję, to warto byłoby też mieć takie umiejętności, a przede wszystkim wprowadzać w życie wiedzę, którą posiadam. Inną sprawą jest to, że moja praca jest wymagająca i czasami zdarza się, że toczy się w 3 strefach czasowych i czasami zdarza się – tak chociażby w mniej więcej 2 tygodnie temu – że w ciągu 3 dni przespałam 6 godzin, bo zdarzają się sytuacje trudne, podbramkowe, nakładają się jedna na drugą ten urok. I ten work-life balance – mówiąc językiem biznesowym – właśnie równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym staje się dla mnie jednym z absolutnych kluczy. I jak myślę sobie o tym i o sobie w tym kontekście, to dostrzegam dwie płaszczyzny: taką długoterminową, związaną z tym, jak widzę swój rozwój zawodowy i czy zawsze i długo chce i będę chciała pracować tak intensywnie? No i tutaj odpowiedzią jest to, że przede wszystkim prowadzę zespół, który staram się rozwijać. Jest to taki proces, który w tej chwili dynamicznie się toczy. Psychologów sportowych, specjalistów, którzy pracują dzięki temu, że chcą – zgodnie z moją filozofią pracy, o której mówiłam. Idąc dalej: myślę o tym, w jaki sposób mogę jeszcze skuteczniej, a może nieco mniejszym czasami nakładem sił przekazywać swoją wiedzę i się nią dzielić. A jeżeli chodzi o taki aspekt – nazwijmy go – krótkoterminowy, to hasłem kluczem są proste rzeczy. Na każdy wyjazd staram się zabrać aparat fotograficzny i robić zdjęcia, co bardzo lubię. Nie dlatego, że jestem wybitnym fotografem, ale dlatego, że spojrzenie przez obiektyw pozwala zmienić na chwilkę chociaż perspektywę i trochę przełączyć głowę. Staram się, jak tylko mogę być nad wodą i w wodzie. To jest właśnie ta pasja, która jest ze mną po dziś dzień, a więc wszystkie formy sportów wodnych, głównie SUP, czyli deska z wiosłem, paddle board tzw. jest bardzo lubianą przeze mnie formą aktywności, co zresztą przyswoił chętnie team, z którym pracuję na co dzień. Bardzo lubię po prostu nie mówić, ponieważ moja praca polega na mówieniu, czasami przez kilkanaście godzin na dobę, to bardzo lubię też wyciszać się po to, żeby właśnie zachowywać ten balans. Taką bardzo dla mnie ciekawą historią i moją obserwacją własną był czas pandemii, początku lockdownu, kiedy całe życie przeniosło się do online i wszystkie moje konsultacje i cała moja praca także odbywała się za pośrednictwem wideo konsultacji i wideo rozmów. Kiedy po całym dniu miałam ochotę obejrzeć sobie jakiś film, poczytać książkę czy obejrzeć jeszcze jakiś sport, okazywało się, że mój mózg już nie jest w stanie odbierać tych bodźców – wzrokowych szczególnie – i widziałam wyraźnie, jak bardzo nie odpoczywam i jak nakłada się zmęczenie. I chcąc właśnie zachować pewną równowagę wymyśliłam, że kupię sobie gitarę i wrócę do grania na niej po 17 czy po 18 latach. Okazało się, że jak uruchomiłam trochę słuch, troszkę aspekt manualny, inne obszary funkcjonowania, to nagle ten odpoczynek, wypoczynek stał się dużo bardziej skuteczny. Więc nawet te proste rzeczy bardzo mocno determinują tą jakość mojego odpoczywania. Zdaję sobie sprawę, że ona jest absolutnie kluczowa, szczególnie dziś. Szczególnie, że od marca pozostaję w stanie zarządzania kryzysem, szczególnie że 2021 roku będzie podobny, szczególnie że czeka nas wiele wyzwań, na czele z Igrzyskami Olimpijskimi, które miejmy nadzieję się odbędą. Więc staram się bardzo mocno tego balansu pilnować i nie być gołosłowną w tym, czego uczę innych.

[00:28:31]

D. ABRAMOWICZ: Dziękuję za twoją uwagę. Zasubskrybuj mój podcast i oceń jego treść. Znajdziesz mnie na każdej platformie podcastowej i na każdym kanale social mediowym.

Autor odcinka
Daria Abramowicz
Psycholog w sporcie i biznesie

Ukończyła psychologię ze specjalnością psychologia kliniczna na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Warszawie oraz szkolenie I stopnia w Centrum Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach CTSR, a także studia podyplomowe z psychologii sportu na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Warszawie. Na co dzień współpracuje m.in. z Igą Świątek. Więcej na www.dariaabramowicz.com.

Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.