Transkrypcja odcinka

Perlage Stories. Gościem Krystyna Janda

Autor: Jarosław Kuźniar
Lifestyle
[00:00:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak to jest, jak się wszystko nagle zatrzymuje i nie ma do kogo mówić, nie ma z kim grać?

[00:00:36]

K. JANDA: Ja czegoś takiego nie doświadczyłam, na szczęście, takiego zupełnego zatrzymania. Bo nawet w momencie, kiedy się zamknęłam w domu – 2 razy się zamknęłam na 3 tygodnie – to jednak było dość długo. Po prostu tak się zdarzyło, że w marcu wróciłam z Maroka i musiałam. Przeleciałam tyle jakichś lotnisk, jakiś samolotów… Biegiem wracałam, bo wiedziałam, że granice zamykają w nocy. I ponieważ nie wiedziałam, co tak naprawdę po drodze mnie spotkało, więc zamknęłam się na 3 tygodnie z tego lęku, ale cały czas pracowałam, cały czas przygotowywałam kolejne rzeczy. I szczerze mówiąc, jak teraz patrzę w teatrze ze swoimi ludźmi, współpracownikami, z całym biurem, z tymi, którzy robią repertuar i liczą to wszystko itd., to właściwie tak intensywnej pracy, jak ostatnie pół roku, to Fundacja właściwie nie doświadczyła. Ponieważ te kolejne terminy otwarcia teatru, sprzedawania biletów, a potem odwoływania i oddawania tych pieniędzy za te bilety i kolejne, i kolejne sprzedawanie biletów… Myśmy ciągle sprzedawali, oddawali, zmieniali repertuar, liczyliśmy, jak to będzie najpierw dla 50 proc., potem 1/4 ludzi na widowni. My bez przerwy liczyliśmy. Do północy, cały czas. To znaczy: „Ten nie może i ten” i tak każdego dnia telefon. Do dzisiaj, jak dzwoni mój telefon, to ja myślę, że albo ktoś nie żyje, albo ktoś jest w szpitalu, albo nie może grać. Ustalaliśmy repertuar z najwyższym trudem, jakaś grupa ludzi dzwoniła: „Czy ty mógłbyś przyjechać, zagrać, bo prawdopodobnie otworzą się teatry?”. Musieliśmy mieć – odwrotnie niż rząd – kilka planów awaryjnych. W związku z tym, te plany awaryjne wszystkie tworzyliśmy, po czym się okazywało, że ktoś ma kwarantannę, ktoś się widział z kimś z COVID-em i musieliśmy na nowo zmieniać cały repertuar itd. Ja powiedziałam, że w pewnym momencie będziemy mieć tak, że będziemy po prostu sprzedawać bilety nie wiadomo na co. Jak ktoś będzie chciał iść do teatru, to na co trafi, co tam się uda zagrać.

[00:02:59]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: To by była jakaś zmiana 2020 roku, pewnie nawet naturalnie przyjmowana przez widzów. Ale da się robić teatr, który ktoś ogląda na komórce? Czy to jest ta sama emocja dla was, aktorów?

[00:03:11]

K. JANDA: Nie, nie. Muszę powiedzieć, że początkowo też się zachłysnęłam, ponieważ siedziałam tak zamknięta w domu. Więc najpierw okazało się, że pierwsza zareagowała Metropolitan Opera tak naprawdę i dała cały swój repertuar. Ja nagle obejrzałam wszystkie spektakle Metropolitan. Oglądałam sobie codziennie inny spektakl i byłam absolutnie tym zachwycona. Po czym zaczęły się te pierwsze streamingi, te pierwsze rzeczy na żywo – i na żywo spektakle, i fotografowane wcześniej, montowane. Oglądałam to z dużym entuzjazmem i bardzo szybko się zorientowałam, że to w ogóle – po pierwsze – nie jest teatr… Znaczy: to jest banał taki: „To nie jest teatr”. To jest teatr, tylko to jest po prostu przekaźnik, to musi być specjalnie przygotowane, pieczołowicie zrobione, z pełną świadomością, dlaczego się tak coś opowiada kamerą, a nie inaczej. Ten język przekazu teatralny wcześniej ma jakiś zamysł. I teraz: przychodzą ludzie z kamerami, z reżyserem, który widzi spektakl. Jest 1-2 próby, montuje to na żywo czy przekazuje, tam ktoś się z kimś pokrywa, 3 kamery, 1 jedzie, 1 ma zbliżenie i mówią: „Pamiętajcie, nie wolno przekroczyć tej linii. Ta kamera jest na zbliżenia, jak widzicie, i lecimy”. Przestałam oglądać już teraz, przestałam oglądać. Bardzo mi się podobał jeden spektakl przyniesiony, to były „Cząstki kobiety”, który uważam, że po prostu został przeniesiony… Ja ten spektakl widziałam na żywo i w kamerach podobał mi się bardziej. Są takie rzeczy, że coś nabiera urody czy coś nabiera tajemnicy, czy jakiegoś blasku innego, bo kamera jednak wyczarowuje coś zupełnie innego czasem. Ale jednak, jeżeli coś zostało zrobione do teatru żywego, to trzeba potem jednak w bardzo przemyślany sposób to przenosić.

[00:05:16]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jest coś takiego, że narzędzia technologii dzisiaj trochę odzierają z tajemnicy?

[00:05:21]

K. JANDA: Nie. To znaczy: jak ktoś umie ich używać. A przecież kamera daje możliwości absolutnie nieograniczone, tylko do tego trzeba się przygotować. Przecież te wszystkie przekazy, co my mamy – nawet Metropolitan Opera – to są góra 3 kamery stojące właściwie nieruchomo. Wcześniej oni pewnie robili próby i wiedzą, kto za chwilę… Albo jest jakiś reżyser, który mówi: „Teraz na sopran, a teraz na tenora, bo za chwilę zaczyna”. I to jest bardzo profesjonalnie zrobione, ale jednak ubogie. Jednak jak się nie widzi całości, nie wybiera, oko wybiera zbliżenie samo… To jest zupełnie co innego. Można zrobić język przekazu kamerą fascynujący, ale to naprawdę do tego trzeba majstrów i do tego się trzeba naprawdę przygotować. A kamera może dużo. Ja np. bardzo dużo w telewizji w ogóle w życiu grałam, a sama jako reżyser zrobiłam z 16 spektakli teatru w telewizji i wszystkie one miały jakiś zamysł formalny. Bo kamera i telewizja, i studio lubią formalne rozwiązania. Takie realistyczne coś – no to kamera filmowa dobrze pokazuje albo tutaj jakby trzeba coś tak zajrzeć w dusze, to można coś tak opowiedzieć, ale nie za długo. Trzeba być perfekcyjnym aktorem, żeby kamera… Bo kamera jest bez litości. Muszę powiedzieć, że jak widziałam teraz klasykę graną, która normalnie w teatrze jest grana dużymi środkami, krzykiem i nagle kamera się zbliża i nie zmniejszają aktorzy środków wyrazu, to to jest kompletnie nie do oglądania. Poza tym ja mówię: „Po co tak krzyczą?”. A na dużej scenie to jest normalny środek wyrazu. Tak że, niestety, to jest wszystko robione z łapanki, jak ja to mówię. To jest wszystko z łapanki. Tak że no jednak nie. A jeszcze do tego Ministerstwo Kultury, które tam nawet jak da 2 zł, do czegoś dołoży, to każe, żeby się z tego rozliczyć i zrobić w internecie. Ale na ten przekaz nie dokłada już pieniędzy. To są już takimi środkami robione rzeczy czasem naprawdę…

[00:07:35]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale w ogóle ten 2020 rok musiał pokazać - przez chwilę przynajmniej - że świat na sznurkach istnieje, bo nie dało się zrobić innego trochę. Tylko jak długo?

[00:07:43]

K. JANDA: I teraz wygrali ci, którzy się nie boją, którzy mają więcej inicjatywy i którzy mają taką wyobraźnię, że potrafią się dostosować do sytuacji. To widać też w tych przekazach teatralnych, że to jest po prostu ktoś, kto potrafi szybko pokojarzyć, coś wymyślić, zupełnie inny środek. A czasem taki bałagan się fotografuje, że to w ogóle…

[00:08:08]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli rozwiązaniem byłoby robienie czegoś, ale z myślą, że to nie jest przeniesienie kamerą tego, co robiliśmy na scenie dla publiczności żywej, tylko robimy to tylko dla kamery?

[00:08:19]

K. JANDA: Znaczy: znajdujemy język dla kamer, który będzie dokładnie przekazywał to, o co chodziło przy robieniu przedstawienia.

[00:08:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale takie „Ucho, gardło, nóż” - gdyby pani miała właściwie taką jedną...

[00:08:30]

K. JANDA: No tak, ale jak ja jestem sama na scenie i jeszcze 3 kamery stoją, 1 fotografuje…

[00:08:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A ile przekleństw. Ale w online to zawsze się przekleństwa przyjmie?

[00:08:34]

K. JANDA: No, super.

[00:08:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jest pani teraz z nami właściwie w przerwie między próbą a kolejną próbą. Czego?

[00:08:46]

K. JANDA: „Alei Zasłużonych”. Jarosław Mikołajewski napisał zdumiewający tekst, absolutnie zdumiewający. Ja przeczytałam ten tekst i tak się zachwyciłam… Od dawna nie widziałam tekstu, który byłby… I udało się kolejny raz. Dzisiaj wyszłam z próby – bo próbuję z Olem Łukasiewiczem, z Emilką Krakowską, z Dorotą Landowską, z Grzesiem Warchołem – i jak ja usłyszałam ostatni monolog Ola po śmierci, to mówię tak: „Boże, znowu robimy dokładnie w sam środek problemu”. Bo to jest o poetce, o artystach, w ogóle o kondycji artystów tekst. Dużo tam jest rzeczy, że nie będę opowiadać. Natomiast jak to poeta potrafi… A sam poeta w środowisku osadzony od lat, sam ze wszystkimi cierpieniami Wertera i młodego, i starszego już. Dużo rzeczy udało mu się w tym tekście zmieścić, ale to są generalnie bardzo biedni poeci, bardzo biedna poetka. Jak napisał, „pie*dolona, uboga poetka, która nie ma za co się sama pochować”. To znaczy: mąż się martwi, bo jak umrą, to nawet nie mają na pogrzeb. I idzie najpierw do kancelarii cmentarza, a potem do Ministerstwa Kultury i Sztuki i chce, żeby dla męża tylko, żeby on się nie martwił… Oczywiście, to wszystko jest pretekst, żeby opowiedzieć o tym, jak się żyje. Żeby obiecano Aleję Zasłużonych, bo tylko w Alei Zasłużonych może być pogrzeb za darmo, grób i pogrzeb za darmo. No i te rozmiary zasłużenia i od czego to zależy, i czy ktoś jest bardziej „alejny” czy mniej „alejny”, czy pił całe życie, a napisał ważne rzeczy, czy przestrzegał sanatoryjnej diety… To wszystko dla komisji może mieć znaczenie. Na końcu się okazuje, że to jest w ogóle państwowa sprawa, że miejsce w Alei Zasłużonych i obok kogo, i w którym rzędzie to jest bardzo poważna, państwowa decyzja i to nie jest takie proste. Tak że to wszystko jest na tyle pojemne, a jednocześnie cały czas mówimy o śmierci. O potencjalnej śmierci i o tym, że właściwie nieważne, czy się napisało 20 tomów poezji, czy się przetłumaczyło setki prozy, to właściwie na końcu zostaje absolutna bezbronność. Ja muszę powiedzieć, że ja mam w tej chwili troje bliskich przyjaciół w szpitalach, którzy leżą pod respiratorami. I muszę powiedzieć, że to doświadczenie jest tak dojmujące, bo to byli królowie życia. To byli aktorzy, reżyser, którzy w ogóle wiedzieli wszystko. Wyobraźnia? Potęga. Zamach, rozmach, wszystko. I nagle ta straszna sytuacja, ten straszny respirator, który pozbawia w ogóle wszystkiego. Jest cierpieniem leżenie pod respiratorem. I nie wiadomo, jak się to wszystko skończy, bo to są ludzie w moim wieku, troszkę młodsi. I te rodziny do tego… I nie zostaje im nic. Zostaje takie coś. I właśnie w tej sztuce, którą teraz robimy, Olo Łukaszewicz na końcu mówi tak piękny monolog o śmierci. Jarek dopisał mowę pogrzebową na naszą prośbę. Mówi tak piękny monolog, że właściwie na końcu zostaje tylko jeszcze ta wielka rozmowa i trzeba przynieść kartkę, którą należy opisać własnym charakterem, że wszystko zostanie rozpoznane, jak coś tam jest nie tak i właściwie nie zostaje na końcu nic. A ja to sobie tak pomyślałam ostatnio… Ja się wzruszam sama, bo to jest taki czas na wzruszanie też, na takie podsumowania… Ja miałam tak dosyć już w pewnym momencie tych zmian, tej niepewności, tego, że ten zachorował, tamten zachorował, ten ma raka i go nie leczą, tamten umarł, ten nagle upadł, zemdlał… Przyśniło mi się, że umarłam. Obudziłam się rano i mówię tak, jak ja na to zareagowałam: „O, no szkoda”. „Szkoda, bo takie życie było super do pewnego momentu, takie cudne, można było wszystko”. I to nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o rzeczy materialne, tylko jest tyle piękna na tym świecie, tyle wspaniałych ludzi, tyle wspaniałych rzeczy, tyle galerii, obrazów do obejrzenia…

[00:13:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: No, nie teraz. Nagrywamy pod koniec grudnia, nie teraz. Ale myślę sobie też, że to jest taki rok, który wiele rzeczy w ogóle sprowadził do samego początku.

[00:13:53]

K. JANDA: Absolutnie.

[00:13:53]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nawet ten moment, w którym słyszę, że wielu aktorów... Ale nie tylko aktorów, ale też tych, którzy są na drugim lub na trzecim planie w operze, w teatrze, w balecie, wszędzie, że oni nagle muszą robić rzeczy, których w życiu nie chcieliby robić. Oni nie mówią: „Nie”, bo oni wiedzą, że nie ma innego wyjścia, ale nagle są taksówkarzami, nagle dowożą jedzenie, nagle wiedzą, że to jest jedyna droga do tego, żeby jakiekolwiek miesięczne wpływy mieć. To nie jest upodlenie, ale jest to takie wyprostowanie wszystkiego.

[00:14:22]

K. JANDA: Ale muszę powiedzieć: u nas gra około 400 aktorów. Może 100-150 ma stałe etaty w różnych teatrach – w całej Polsce zresztą – a reszta to są freelancerzy. To są ludzie, którzy… Bardzo wiele kobiet, które mają po dwoje-troje dzieci i same je wychowują, mają kredyty wzięte, jakieś raty do zapłacenia, mieszkania do opłacenia, dzieci w szkołach… I muszę powiedzieć, że przychodzi tak dużo do mnie aktorów właśnie z tej grupy – tych z wolnego rynku jakby, którzy mówią, że nie są w stanie w ogóle jeszcze następnego dnia cokolwiek zapewnić swojej rodzinie, swoim dzieciom, jakiegokolwiek bezpieczeństwa. I proszą o pracę, teatry nie grają. Ja… No co mogę zrobić? Po prostu staraliśmy się przez ten czas tym aktorom powypełniać przez teatr te wszystkie 2000 zł postojowego. Ja np. znam aktorkę wspaniałą, która sama wychowuje troje dzieci, która do dzisiaj zarobiła 2000 zł od marca. Tak że jeżeli ktoś nie ma rodziny, jeżeli nie ma mamy, jeżeli nie ma – nie wiem – przyjaciela, który może pożyczyć, to musi zmienić zawód, musi robić coś zupełnie innego i to są naprawdę dramaty. To są rzeczy niewyobrażalne. Ale chcę powiedzieć jeszcze też drugą stronę tej sprawy, że jest bardzo wiele zawodów artystycznych, które wymagają stałego treningu. I np. tancerze są w sytuacji koszmarnej, ponieważ oni muszą codziennie trenować, oni muszą codziennie ćwiczyć. Bez takiego reżimu ćwiczenia codziennego po prostu się wypada z zawodu i nie wraca się już do tego zawodu.

[00:16:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: To samo: miałeś być w Tokio na olimpiadzie i tam nie jesteś. Miałeś konkretną datę, kiedy miałeś się przygotować. Twój moment był właśnie wtedy. I nagle się okazuje, że to jest kolejne 12 miesięcy.

[00:16:30]

K. JANDA: Dokładnie. A np. ja znam taką mamę mojej przyjaciółki aktorki, która ze strachu – starsza pani – zamknęła się w lutym i do dzisiaj nie wyszła. Tylko jej przywożą i zostawiają, gdzieś siedzi, w jakimś takim domku nad jakąś rzeczką i po prostu w ogóle nie wychodzi z lęku. Tak że to wszystko się tak jakoś przewartościowało… A z drugiej strony tak: jesteśmy zamknięci, ja byłam zamknięta, mamy te telefony, mamy te komunikatory, mamy te filmy, możemy oglądać, mamy książki, możemy zapomnieć… Ale jak wielu ludzi nie czyta w ogóle książek? Ja mówię: „Ale co np. mama robi w tym domu od tych iluś miesięcy?”, ona mówi: „Wiesz, no sprząta, coś tam czyta, coś tam sobie układa, coś tam…”. Nie wiem, co robi, bo co można robić tyle czasu w zamknięciu? To jest jeszcze tak, że jakby rekapitulacja w ogóle całego sensu.

[00:17:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Choć myślę - czekam na ten moment - kiedy świat się otworzy, to będzie parę osób, które będą chciały pójść na koncert albo będą chciały pójść do teatru. I będą chciały usłyszeć o tym nowym świecie, w którym się znaleźliśmy. Czy są takie... Może ta sztuka na to odpowiada, ale zastanawiam się: czy dzisiaj powstają już takie sztuki, które trochę się nami wszystkimi zaopiekują w czasie „po”?

[00:17:55]

K. JANDA: My – moim zdaniem – robimy rzecz bardzo współczesną i dokładnie na czasie. Natomiast obejrzałam teraz kilka rzeczy z antyku. I oglądając, pomyślałam sobie: „A co mnie to w ogóle obchodzi? Jakaś bzdura!”. Nawet Czechow jest w tej chwili… Nawet – nie wiem – nawet Amerykanie, 50. lata, ta literatura, to to w ogóle jest nieaktualne! To jest w ogóle wszystko do… W ogóle to wszystko przeszło. Już nie będziemy tego grać, moim zdaniem. Dlatego, że to nas nie interesuje. Co to są za problemy?! Co to są za problemy, że ktoś pije?

[00:18:31]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wszyscy piją dzisiaj.

[00:18:34]

K. JANDA: Ale naprawdę: bardzo dużo rzeczy jest kompletnie nie do grania dzisiaj. Ja obejrzałam, coś tam krzyczy Medea, Fedra coś, że kocha… Ja mówię: „A na cholerę?! W ogóle co mnie to obchodzi?”.

[00:18:52]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: COVID mam, rozumiesz, co to znaczy? COVID mam!

[00:18:55]

K. JANDA: Rzeczywiście będziemy się pewnie zajmować… Ale jest jeszcze jedna strona: że dużo bardziej doceniamy piękno. Dużo bardziej doceniamy spokój. Dużo bardziej doceniamy ciszę, muzykę, urodę w ogóle rzeczy. Dlatego że tak pędziliśmy szybko, żeśmy tego już nie zauważali, a nagle widzimy, ile… Ja się tyloma rzeczami zachwyciłam przez ten czas, że po prostu w ogóle jestem napakowana cała jakąś urodą, którą zobaczyłam.

[00:19:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale miała pani w sobie strach przez chwilę?

[00:19:30]

K. JANDA: Ja cały czas się boję. Ja cały czas się boję, potwornie się boję zachorować, potwornie. Zadzwoniła do mnie Małgosia Potocka – Sabat – że spędziła 2 miesiące, tak straszne, w szpitalu. Właściwie umierała. Tak że ciągle ktoś dzwoni i mówi: „Słuchaj, teraz to już mi jest w ogóle wszystko jedno”. Ja żałowałam, że tam czegoś nie zrobiłam… „Słuchaj” – mówi. „Czy wiesz, jaka ja jestem głupia, że jak ja poszłam do szpitala, to się cały czas denerwowałam, że ja „Rewii” nie zdążę na nowo wyreżyserować? Czy ja zwariowałam?”. „Zalało mi moje suknie z piórami? A niech idą w cholerę!”. Po prostu nagle już nic nie ma znaczenia. Mają znaczenie przyjaciele. Mają znaczenie ludzkie słowa, pamięć ludzka. Te więzi, które okazały się, że przetrwały ten czas. Ja jestem otoczona młodzieżą, więc jeszcze w ogóle co innego, dlatego, że moje dzieci, synowie, pracownicy fundacji to są bardzo młodzi ludzie. Jak mówię: Ja, to tam „do widzenia”, ja to jeszcze tam mogę coś tam zrobić, jeszcze kilka rzeczy zagrać i właściwie… po schodach.

[00:21:34]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Do Alei Zasłużonych. Chociaż jak państwo zdecyduje...

[00:21:38]

K. JANDA: Chociaż nie. Ta władza to by mnie pod płotem pochowała.

[00:21:41]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ja myślę, że nie ma tam osoby, koło której mogłaby pani leżeć.

[00:21:43]

K. JANDA: Ja mówię do pana prezydenta Wałęsy: „Błagam, niech pan przetrzyma i umrze w jednym czasie…”. Bo co to będzie? Co to by było? Musimy jakoś wszyscy… No, nieważne.

[00:21:58]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Poczekać.

[00:21:59]

K. JANDA: Nieważne, nieważne. No, ale ja mogę leżeć pod płotem, zresztą o tym mówię. A tam, jak już umrę, to mi nie zależy. Mogą napluć na mój grób, trudno. Natomiast ja jestem artystka do kontaktu codziennego, a artysta bez feedbacku nie istnieje, aktor. Muzyk, malarz – po śmierci go docenią. A aktora nie… Aktor się tylko może zestarzeć, jego środki wyrazu się mogą zestarzeć. Ale ja o czymś opowiadałam… Że przetrwało bardzo dużo dobrych rzeczy, takich wartości. Wróciliśmy nagle do takich, co to… Wstyd by nam było mówić o takich rzeczach.

[00:22:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: „Lubię cię”- „Wow, dziękuję”. W zeszłym roku to brzmiało dziwnie, ale teraz? „Bardzo dziękuję”.

[00:22:44]

K. JANDA: Tak, tak. Dlatego nagle mówimy: „Kocham cię”, nagle mówimy: „Kocham cię”, „Ach, ja za tobą tęsknię”. Dzwoni do mnie przyjaciółka z Krakowa, mówi: „Jak ja za tobą tęsknię! Kiedy my się zobaczymy?”. Nagle takie rzeczy, których nie mówiło się, bo się wstydziliśmy tych wszystkich słów. A poza tym tyle się zrobiło też zła dookoła i tyle jakichś okropnych rzeczy, i tyle takiego ludzkiego zła… Nie zwracaliśmy na to uwagi. Uważaliśmy, że jesteśmy w innej grupie ludzi, którzy jednak zajmują się wielkimi pojęciami, słowami, opowiadamy o miłości, o śmierci, o rzeczach ostatecznych i nie zajmujemy się taką prozą życia, nie musimy się tym zajmować. I nagle się okazało, że po prostu ta proza życia nam zabrała życie. Że nasze życie właściwie jest tak skopane, stłamszone, ubłocone w czymś, że po prostu trudno się z tego wyzwolić. Jeszcze tylko poeci nas jacyś ratują.

[00:23:48]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: No bo nie aktorzy. Tylko poeci.

[00:23:51]

K. JANDA: Mnie poeci. Ale to wszystko się przewartościowało, przewaliło.

[00:23:57]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale skoro nie będziemy grali tej sztuki lat 50. czy innych, to o czym trzeba będzie opowiadać w teatrze w tym nowym czasie?

[00:24:07]

K. JANDA: Ja myślę, że w ogóle przed nami… Ja mam zawsze takie edukacyjne zacięcie.

[00:24:14]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Słucham, pani profesor.

[00:24:15]

K. JANDA: Ja myślę, że przed nami jest powrót do takich prawdziwych korzeni, do takiego zera prawdy, zera wartości, takiego poziomu zerowego, na nowo. I nie należy się tego wstydzić, tylko trzeba na nowo. Bo mi się wydaje, że też w ogóle coś się z młodzieżą stało. Przez to, że oni się nie spotykają, że oni są samotni, zaniedbani… Ja to mam takie uczucie, że młodzież jest w rozpaczy. Że cała młodzież jest w jakiejś dziwnej rozpaczy. Albo idą w tango, albo się muszą leczyć. Albo biorą leki jakieś na depresję, na nerwicę…

[00:24:53]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tu to właściwie granica wieku nawet nie istnieje. Samo zamknięcie sprawiło, że to gdzieś musi mieć ujście.

[00:24:59]

K. JANDA: I tak właściwie nie ma nadziei, że nie wiadomo jak to dalej… Mówią: „Jeszcze 2 lata będziemy chodzić w maseczkach”, ja mówię: „No dobra, w maseczkach, trudno…”.

[00:25:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: „...ale chciałabym gdzieś móc wyjść”.

[00:25:11]

K. JANDA: Ale te maseczki ograniczają w ogóle kontakt. Jak Emilka Krakowska siedzi z uporem maniaka… Emilka ma z 80 lat, ale jest w pełnej formie. Ale mówi: „Dotyk, jak chcę dotyku! Jak chcę, żeby mnie ktoś dotknął!”. Bo nie ma, bo ludzie się nie dotykają, ludzie się separują. To jest tak straszne. Podanie ręki drugiemu człowiekowi i przekazanie tej energii, tego ciepła, tego czegoś, no, nie istnieje. Tak że Emilka siedzi na pustej widowni, my tam coś na scenie próbujemy grać, a ona krzyczy: „Ja chcę, żeby mnie ktoś dotknął!”. Ja to uwielbiam. Ja to uwielbiam. Ale no niewątpliwie…

[00:26:02]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Był taki moment, kiedy politycznie się zmieniło, że wiele osób mówiło: „Ja teraz w ogóle, jak patrzę na tę sztukę, to ja zupełnie inaczej ją czytam, inaczej ją odbieram”. A teraz mamy ten moment - już nawet nie polityczny, ale społeczny - który też się dosłownie przewartościował. Że też, być może, właśnie niektóre sztuki albo niektóre słowa wypowiadane ze sceny...

[00:26:23]

K. JANDA: Słowa, teksty, pojęcia…

[00:26:24]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: …będą zupełnie inaczej czytane, nie? Nawet żart z bliskości już nie będzie żartem, tylko będzie czymś takim, za czym rzeczywiście się zaczyna tęsknić.

[00:26:33]

K. JANDA: Bo człowiek tęskni do człowieka, jak napisała Agnieszka Osiecka.

[00:26:38]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: No właśnie: może wrócimy do Osieckiej tak naprawdę?

[00:26:40]

K. JANDA: Może, może. Ja teraz słucham kolejnej książki o Agnieszce. Zostawiła po sobie takie morze cudów, że… Zresztą doceniam dzisiaj też ich wszystkich. Wojtka Młynarskiego to, co napisał, i Agnieszkę to, co napisała… Wielu, wielu, wielu ludzi, którzy zostawili po sobie takie oceany rzeczy, myśli. Dużo rzeczy dobrych w ogóle widzieliśmy ostatnio w sztuce umieszczonych. Nagle wszyscy zaczęli mówić wiersze, wszyscy zaczęli czytać wiersze w internecie. Są tacy, którzy mówią pięknie, którzy po prostu potrafią to czytać pięknie. Nagle zaczęli czytać, nagrywać to, zamieszczać, komunikować się z ludźmi za pomocą poezji. To jest w ogóle coś. Potem się dowiedziałam, że żeby coś rozliczyć w teatrze, to trzeba pokazać, że aktorzy są aktywni.

[00:27:43]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: I dlatego nagrywają? A co pan robił przez te miesiące? 2 razy byłem na Instagramie, raz na Facebooku i na Snapchacie dałem live'a.

[00:27:50]

K. JANDA: Wtedy można rozliczyć pensję. Ja też nagrywałam swoją drogą, ale akurat miałam cały czas kontakt z Mikołajewskim, który codziennie pisze nowe wiersze. W związku z tym, jak już napisał coś nowego…

[00:28:02]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: „... daj, przeczytam”.

[00:28:03]

K. JANDA: Tak, to ja mówię: „Dawaj, to jest fajne. To będę czytać”. Nie, nie, nie. Ale brakuje człowieka drugiego. Brakuje człowieka, a poza tym strasznie się podzieliliśmy na media też. To znaczy: jedni oglądają jedno i koniec, a inni ogląda drugie i koniec. I nie ma między tym w ogóle żadnego porozumienia. Co więcej: ci uważają, że tamci kłamią, a tamci uważają, że ci kłamią, nie ma żadnej weryfikacji.

[00:28:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie ma, ale też zawsze było tak, że... Właśnie nie wiem, czy teatr, czy sztuka, kiedyś kościół. Ale było coś takiego, że dobra: wy tu, wy tu, ale jest coś pośrodku, co połączy. Ale dzisiaj nie ma czegoś takiego. Nie wierzę, że do Jandy przyjdzie ktoś, kto...

[00:28:46]

K. JANDA: To jest w ogóle nieprzekraczalne. A ja to tylko mam od jakiegoś czasu, że można tak kłamać, że można być takim bezczelnym! Że można być takim złem, że można tak chcieć źle – coś mam. I mam tylko takie coś i od lutego mam takie: „Nie! No nie! No to, to nie!” I ta granica…

[00:29:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Właśnie, ona się tak przesuwa, że we wtorek to coś jest „Nie”, ale w czwartek...

[00:29:13]

K. JANDA: Tak. W środę się przyzwyczaiłam, bo w czwartek coś takiego pieprznęli… Że ja mówię tak: „No nie, to już po prostu nie przeżyjemy”. A się okazuje, że przeżyjemy. Poza tym, jeszcze jedną rzecz chcę powiedzieć: od momentu, kiedy te panie wyszły na ulice ze słowem „Wypierdalać”, to się w ogóle wszystko zmieniło.

[00:29:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Można, prawda?

[00:29:33]

K. JANDA: Formalnie. Ponieważ nagle puściły tamy.

[00:29:37]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Są tacy, którzy mówią, że 2020 - wiadomo, pandemia, zamknięcie, dystans, tysiące rzeczy. Ale jak popatrzeć na polską ulicę, to zaczęły rządzić kobiety. To był moment, kiedy Janda też się tam pojawiła?

[00:29:49]

K. JANDA: Kiedy co zrobiła?

[00:29:50]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Wyszła na ulicę Janda czy nie w tym roku?

[00:29:51]

K. JANDA: Nie. Teraz nie wyszła, bo najpierw była w kwarantannie, a potem się bała.

[00:29:56]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Że w trafi na kwarantannę znowu?

[00:29:58]

K. JANDA: Że trafi na kwarantannę… Znaczy: nie, tego to nie, bo bym chodziła w maseczce, ale ja się boję tej policji. Ja się potwornie ich boję. Ja mieszkam w Milanówku, ile razy jechałam do Warszawy do teatru po coś, to mijałam takie po prostu potworne ilości…

[00:30:14]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Bo kobiety wyszły.

[00:30:14]

K. JANDA: … samochodów z całej Polski tej policji, która jechała do Warszawy, potem wracała z Warszawy. A potem widziałam, jak oni się zachowują i pomyślałam sobie, że ktoś mógłby mnie popchnąć albo ktoś mógłby gazem mi prysnąć czy uderzyć mnie pałką… A przecież ja widzę, że te dziewczyny, to niespecjalnie im coś robią. Tak że ja bym pewnie też mogła zostać tą pałką, jakbym tak stała… Jedna mnie tak wzruszyła, taka mała, co stała tak 2 godziny nieruchomo przed nimi z takim jakimś niewinnym zupełnie transparentem i oni potem ją złapali, we 4 wynieśli i wywieźli pod Warszawę w nocy, zostawili, potem to czytałam… Ja się tego wszystkiego tak boję. Po pierwsze, ja jestem zakochana w tej młodzieży. Oni są fantastyczni. To, co ja zobaczyłam na ulicy, co ja patrzę teraz ciągle, bo ja się nie mogę oderwać od tych obrazków: oni – po pierwsze – mają siłę, są jaśni, piękni jak bogowie. Oni są wszyscy piękni! Ja nie wiem, skąd oni tacy piękni! Po wojnie nie byli tacy piękni. Teraz się zrobili od tych witamin.

[00:31:30]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Od tych tabletów, w które patrzyli od marca i się od tego piękni zrobili.

[00:31:33]

K. JADNA: Ale są te dziewczyny – mają takie wszystkie jasne spojrzenia…

[00:31:38]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: To jest jedno. Ale też jak popatrzeć nawet na ten transparent jeden, drugi, trzeci, czwarty, jest w tych dzieciakach - z całym szacunkiem - dużo takiego dystansu. Ich język jest taki...

[00:31:49]

K. JANDA: Wiele humoru, inteligencja, wyobraźnia…

[00:31:50]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tylko to nie trafia na tę drugą stronę. Bo to jest tak, że zawsze jednak poczucie humoru trzeba zrozumieć, żeby się tym albo przejąć, albo do tego uśmiechnąć.

[00:31:58]

K. JANDA: Tak. A z drugiej strony, ja patrzę na nich i myślę sobie tak: „Boże kochany, większość mojego życia przeżyłam w socjalizmie, nie licząc na to, że jeszcze kiedykolwiek będę żyła w wolności”. Oczywiście, grałam na Zachodzie, byłam, mogłam zostać, mogłam wrócić, miałam paszport w pewnym momencie, bo przysparzałam złotówek mojej ojczyźnie. W związku z tym Pagart podpisywał moje kontrakty filmowe. Czasem nie podpisał, bo mu się nie podobał scenariusz, ale jednak czasem. Mimo to wracałam, bo tu jest mój dom, tu jest mój język. Aktor jest związany z językiem przede wszystkim, tak że to jest ten język. Ale nie liczyłam na to, że jeszcze będę żyła w takiej prawdziwej wolności, będę kiedyś grała bez cenzury. I nagle życie dało nam te 30 lat, troszkę więcej, tego czegoś upojnego, tych nadziei, możliwości, tego wszystkiego, że nagle może było wszystko. I to już w ogóle… To było najlepsze miejsce na świecie Polska dla nas wtedy, dlatego że to był kraj, że jeżeli ktoś miał pomysł, jeżeli ktoś był pracowity, jeżeli ktoś umiał coś wymyślić, to właściwie każdy mógł zrobić karierę, to każdy mógł zrobić pieniądze. Jeżeli tylko załapał się na tę zmianę, prawda? Zawsze są ludzie, którzy są pasywni i którzy wolą, żeby ktoś im powiedział, co mają robić. I nagle teraz na nowo. I właściwie moja mama jeszcze żyła 1,5 roku temu i tak siedziała cały czas i mówiła tak: „Boże, żebym tylko dożyła jeszcze zmiany”, bo już nie mogła znieść tego nowego zapętania, tego nowego zakleszczenia. Nie dożyła. I ja nie wiem, czy dożyję. Ja po prostu uważam, że to może pójść wszystko w bardzo niedobrą stronę. Ale ja to ja, to nie ma znaczenia, to młodzi…

[00:33:51]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Umówiliśmy się, że pani musi poczekać na Aleję Zasłużonych. No tam na razie nie ma miejsca dla Jandy.

[00:33:55]

K. JANDA: No, na razie dla mnie nie ma.

[00:33:57]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Poczekajmy.

[00:33:57]

K. JANDA: Ale w ogródku też nie wolno… No nieważne. A tam.

[00:34:02]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale odpowiadając - a wcale nie musimy znaleźć odpowiedzi, to może być pytanie retoryczne: Skąd oni się wzięli? Ale tak naprawdę, to są one. To też jest fajne, prawda?

[00:34:10]

K. JANDA: One, dziewczyny. Ale te chłopaki są z nimi. Te chłopaki, mężowie czy narzeczeni…

[00:34:17]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale to rola jest taka, że oni idą za nimi.

[00:34:18]

K. JANDA: Tak, oni idą jako towarzystwo dla nich, ochrona, obrona, poparcie, podparcie… Widzę, jak tak trzymają je za ręce i tak idą razem. Natomiast co jest przed nimi? Co jest przed nimi wszystkim? Ja jestem przerażona. Zabierzemy im wszystko, będą musieli na nas wszystkich pracować. Znacz: ja to już umrę, ale na tych tam po mnie. Pracować, będą musieli odbudowywać tę czarną dziurę w ziemi, którą się stała Polska. Tę czarną, zadymioną, chorą, z wyciętym z lasami krainę, która po prostu nie wiadomo, co teraz będzie. Kto to pozbiera? Kto to posprząta? Kto to w ogóle wymyśli? A to już tak dużo się stało…

[00:35:07]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Dużo, ale patrząc po tej sile, to rzeczywiście nie wiemy, ile ona jeszcze potrwa i ile jej będzie, i na jak długo...

[00:35:14]

K. JANDA: Przepraszam, że panu przerwałam.

[00:35:15]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie ma sprawy. Ale myślę sobie o tym, że nie brzmią na grzeczne dziewczynki.

[00:35:20]

K. JANDA: I dobrze. Grzeczności już było dosyć. One powiedziały: Dobrze, mówiliśmy: „Bardzo prosimy”, mówiłyśmy: „Bardzo prosimy nas wysłuchać”, mówiłyśmy: „Proszę się zastanowić”. Nikt nas nie rozumiał. No, to jak krzyknęłyśmy: „Wypie*dalać!”, to nagle wszyscy zrozumieli”. No ale co z tego? Władza jest władza.

[00:35:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Władza jest władza, ale z drugiej strony nawet...

[00:35:47]

K. JANDA: Przymus jest przymus. Ten reżim… Jeżeli nie wyjdą 2 miliony na ulicę, to i tak zdusi wszystko.

[00:36:02]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: To prawda. Choć patrzę na to nawet nie z perspektywy władzy, ale nawet z takiego... Z jakiejś Dulskiej, która jak dziewczyny mówią: „Wypie*dalać” i uznają, że: „Panowie, innego języka nie możemy użyć, bo nie rozumiecie”, to pierwsi są panowie, którzy mówią: „Ale dlaczego ty, dziewczyno, tak mówisz?”. Nagle się okazuje, że zaczynamy sobie na nowo oznaczać, co wolno komu i czy na pewno ta granica nie została przekroczona.

[00:36:23]

K. JANDA: No tak. Teraz: czy granica została przekroczona? Moim zdaniem nie. Dlatego, że sytuacja jest tak podbramkowa, że sytuacja jest tak dramatyczna, że wszystkie środki wyrazu są dostępne w tej chwili. Natomiast to, co mówimy o edukacji, kulturze, granicach właśnie itd., to tym się zajmiemy po wojnie. I na nowo będziemy mówili: To jest be. Jeżeli jesteś kulturalnym człowiekiem, to jednak powinieneś dbać o piękno polskiej mowy, prawda? A teraz, na razie krzycz. Ale potem będziemy ten ogródek uprawiać.

[00:36:59]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Choć wyobrażam sobie taką scenę, że w jakiejś sztuce po-COVID-owej czy może nawet po zmianie politycznej, jak kobieta wyjdzie na scenie i powie w pierwszym słowie „Wypie*dalać”, to ludzie będą się śmiali, będzie taka reakcja raczej. Bo będzie jakiś przekaz polityczny.

[00:37:15]

K. JANDA: Zależy, w jakiej będą sytuacji. Jeżeli będą w sytuacji absolutnie nie do życia…

[00:37:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: W podziemnym teatrze będą się śmiać.

[00:37:18]

K. JANDA: … to nie będą się śmiać. Natomiast to wszystko jest po prostu zwyczajnie bardzo smutne. Ja bardzo często rozmawiam – znaczy teraz cały czas jesteśmy w kontakcie telefonicznym – i z Magdą Umer, i z Wiktorem Zborowskim, i z wieloma, wieloma aktorami i reżyserami. Niektórzy tam cały czas coś usiłują kręcić, pracować. Za chwilę wchodzę na zdjęcia do serialu „Warszawianka”, ale jakieś to wszystko jest nie w tym miejscu. To znaczy: coś takiego jest, że rzeczywiście jakaś ta zmiana… Jakaś ta zmiana spowodowała, że w ogóle inaczej… Było tak: byliśmy inni prywatne i byliśmy inni publicznie, prawda? I nagle się to tak – z tej złości – nagle się zrobiła prawda.

[00:38:13]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie trzeba grać.

[00:38:13]

K. JANDA: Nagle się zrobiła prawda i koniec udawania, koniec. Już mamy dosyć.

[00:38:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie ma czasu.

[00:38:18]

K. JANDA: Nie ma czasu. Tylko że ja mam z drugiej strony wnuczkę 16-latkę, u której widzę zagubienie. Ona jest bardzo grzeczna, uśmiechnięta, dyga i po prostu w ogóle nie wie, gdzie jest. To znaczy: ja nie wiem, jak ona jest prywatnie, bo nigdy jej nie widziałam wśród jej… Ale jak ona tak przychodzi grzecznie, mówi: „Babciu”, to ja mówię: „Nie, no to jest kłamstwo. Tak nie można. No co ty tak udajesz coś?”, mówię: „Nie”. Bo się przyzwyczailiśmy ostatnio, że zrzuciliśmy te maski i to jest ożywcze. To jest ożywcze.

[00:39:02]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale dlaczego to się zaczyna od dziewczyn dzisiaj?

[00:39:04]

K. JANDA: Co się robi?

[00:39:05]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Że to się zaczyna od dziewczyn, że kobiety widać bardziej?

[00:39:08]

K. JANDA: No bo to dotknęło najbardziej kobiety. To znaczy: to zagrożenie, które nad nimi zawisło, to nieludzkie. Nieludzki nakaz. Właściwie żadnemu człowiekowi nie można czegoś takiego zrobić. Jak one to nazywają: „Nie chcemy być trumnami”. To jest po prostu coś niewyobrażalnego… To pobudziło prawdziwie ich wyobraźnię dopiero. Że dopiero taka ostateczna rzecz, jakby nagle one sobie to wyobraziły, co się stanie, gdyby je to spotkało. Nie będzie znikąd ratunku. Nie pomoże im matka, w internecie pani Kaja Godek zawsze zamknie i nie będzie można nic kupić, żadnego ratunku. Tak że one nagle sobie to uświadomiły, że będą bezradne.

[00:39:58]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zastanawiam się zawsze, jak widzę - bo to nie jest pierwszy raz - kiedy to właśnie kobiety wychodzą na ulicę w naprawdę dużym tłumie i pokazują też facetom, że „Zobacz, my mamy tę siłę”. Nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żeby faceci mieli taką moc i tak się policzyli - na ulicach także - żeby to było tak widoczne i tak skuteczne, jak w tym przypadku.

[00:40:15]

K. JANDA: No, ale gdyby wyszli tylko faceci, gdyby to chodziło o – nie wiem – zamknięcie całego sportu. W ogóle jakby zlikwidować tę piłkę nożną i kto jest z tym związany, to proszę bardzo, w ogóle nie ma tego, to to by miało zupełnie inną formę. A to ma tak finezyjną – paradoksalnie – formę i tak wiele różnych obliczy, i tak wiele różnych słów pada, i takie niuanse tam się rodzą, że to są kobiety jednak inicjatorkami tego wszystkiego. Ja oglądałam ten Teatr w Oknie na Żoliborzu. Oni mnie tam zaprosili, żebym przyszła, ale ja byłam w Sopocie akurat i nie mogłam przyjechać im tam pomóc występować w tych oknach. Ale to są pomysły nadzwyczajne. Po prostu uruchomiły się jakieś takie… Gdyby to byli mężczyźni, to pewnie by był… dramat.

[00:41:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Swoją drogą: ten Żoliborz, który był inteligencki zawsze, dzisiaj ma zupełnie inne konotacje, prawda? Zupełnie inny moment. Ale to są ciekawe czasy?

[00:41:28]

K. JANDA: No ciekawe, tylko że przekleństwo w ciekawych czasach… Ja bym wolała żyć w czasach spokojnych, żebyśmy mogli robić rzeczy po prostu ważne, potrzebne, żeby przede wszystkim móc się opiekować ludźmi, którzy potrzebują opieki. Bo strasznie dużo ludzi, którzy dotąd sobie nie radzili, tym bardziej sobie teraz nie radzi. Jak słyszę o tych samotnych ludziach, o starszych ludziach… W ogóle świat się zrobił taki, że moim zdaniem ludzie od pewnego wieku już potrzebują opieki, ponieważ ja np. nie jestem w stanie zapłacić za telefon. Mylą mi się te rachunki, ciągle zmieniają… Tu mam za światło, tu mam za gaz… A ja naprawdę dobrze na tym komputerze śmigam.

[00:42:12]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: „Ja jestem artystką, ja nie będę płaciła za rachunki”. No i jest pani jedną z pierwszych blogerek, umówmy się.

[00:42:18]

K. JANDA: No tak. A ja mówię: Jak sobie radzić tam obok mnie starsza pani, która mieszka? Jak ja nie jestem w stanie zrozumieć, czy ja za coś płaciłam czy nie, bo ciągle mi ktoś to myli, że tam nie ma napisane tego… Tak że ja już używam w ogóle od pewnego momentu, tak się świat zmienił, a teraz jeszcze się nakomplikuje. Podobno mają wejść takie nowe podatki, takie nowe zupełnie zmiany, że już w ogóle nie wiem, czy sobie damy radę. Ja dobrze, że mam dookoła siebie młodzież i mówię: „Zrób mi to”. Tak jak kiedyś opowiadał mi jeszcze Boguś Kaczyński, jak był sekretarzem Wandy Wermińskiej i że ona nie umiała puścić tego gramofonu, co tam ona śpiewa. I mówi: „Weź mi, kochanku, puść tak, żebym ja usłyszała, jak ja śpiewam”. I nie umiała sobie włączyć. To ja teraz mówię tak: „Słuchajcie, zróbcie mi z tym telefonem coś, bo po prostu wszystko sobie skasowałam…”

[00:43:08]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: „Zapłaćcie babci rachunki...”

[00:43:12]

K. JANDA: To ja dzisiaj jestem dokładnie, jak takie stare diwy, które nie rozumiały w ogóle życia i odpadały przy zadzwonieniu do drzwi. Tak że ja jestem na takim etapie teraz. Na szczęście, jest dużo młodzieży. Trzylatek już umie wszystko to, czego ja nie umiem: włączyć, rozłączyć, połączyć. Ja mówię: „Zrób mi, żeby mi ten film wyszedł!”.

[00:43:39]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale że nastolatka dyga, a babcia mówi: „Udajesz!”

[00:43:43]

K. JANDA: Nie, udaje.

[00:43:44]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Masz odwagę. Czyli ta Aleja Zasłużonych jeszcze nie?

[00:43:50]

K. JANDA: Tak, ale wszyscy myślimy ciągle o śmierci teraz.

[00:43:53]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Pani o niej mówi dzisiaj cały czas.

[00:43:56]

K. JANDA: Ciągle mówimy o śmierci, myślimy o śmierci. Wczoraj chyba ja mówię: „Błagam cię” – bo widziałam kogoś z rodziny – „jakbym zachorowała, to nie ratować i ciało oddać rodzinie! Bo ja tego respiratora nie wytrzymam!”. Tak że po prostu już nawet żarty, nawet takie zawadiackie pomysły… Czas umierania, czas śmierci, czas niewiadomej… A z drugiej strony, wczoraj widziałam takich, co się tak całowali… Jechałam samochodem i tak się nagle na środku skrzyżowania, na środku pasów… I ja mówię: „No bez przesady!”. Nie mogłam przejechać ani z tej, ani z tej. Mówię: „Poczekam”. Ale że się nie boją COVID-a? Po prostu tak się całowali…

[00:44:54]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Może to jest zwiastun tego, że idzie zmiana. Tego sobie życzymy.

[00:44:58]

K. JANDA: Może jakaś nadzieja, jakieś coś… Nie, ale w każdym razie jest moment przełomowy niewątpliwie. Coś się kończy, zaczyna się nie wiadomo co, a w telewizji piszą „Balcerowicz, wróć!”.

[00:45:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak to? Przed chwilą miał odejść.

[00:45:13]

K. JANDA: Tak, krzyczeli: „Odejdź!”, a teraz krzyczą: „Wróć!”.

[00:45:17]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Bardzo dziękuję, pani Krystyno.

[00:45:18]

K. JANDA: Dziękuję.

[00:45:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Krystyna Janda.

Autor odcinka
Jarosław Kuźniar
Kuźniar Media

Multiinstrumentalista. Właściciel Kuźniar Media. Jego doświadczenie radiowe, prasowe, sceniczne i telewizyjne, pomaga w świecie budowania marek osobistych. Wspólnie z klientami rozwija ich wizje i nadaje kształt. Buduje nowe platformy dla relacji z odbiorcami, szkoli i inspiruje.

Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.