Transkrypcja odcinka

Psychologia w szkole online

Autor: Jarosław Kuźniar
Biznes
[00:01:07]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ignacy, kiedy szkoła się zamknęła i trzeba było pracować na komputerze, czego ci najbardziej brakowało?

[00:01:13]

IGNACY: Dostępu do przyjaciół, brakowało mi.

[00:01:16]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A jak ich widziałeś, to co? Nie zastępowało to tego?

[00:01:21]

IGNACY: Nie. Nie następowało tego.

[00:01:23]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A spotykałeś się z nimi po lekcjach? Wiem, że to brzmi dziwnie, ale dzwoniłeś do nich? Rozmawiałeś z nimi jakkolwiek inaczej?

[00:01:31]

IGNACY: Czasem tak, czasem tak robiłem.

[00:01:35]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: I co? Było trochę lepiej?

[00:01:36]

IGNACY: Było.

[00:01:37]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli tęskniłeś?

[00:01:38]

IGNACY: Mhm, ale ciągle…

[00:01:41]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tęsknisz?

[00:01:41]

IGNACY: … jest mi brak ich. Tęsknię.

[00:01:44]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tymku, czego ci brakowało, kiedy szkoła się zamknęła?

[00:01:47]

TYMEK: No właśnie, mi najbardziej brakowało tego, że nie mogę się spotykać z kolegami i nie mogę z nimi rozmawiać. Mieliśmy takiego głośnego przyjaciela Franka i on ciągle gadał na lekcji, zawsze. Był najgłośniejszy w całej klasie. A teraz stał się taki cichy strasznie…

[00:02:11]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Online go przytłumił?

[00:02:11]

TYMEK: Mhm, tak.

[00:02:12]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Dlaczego, jak myślisz?

[00:02:13]

TYMEK: Myślę, że się trochę tak stresuje. Ja też mam czasami tremę przed polskim.

[00:02:19]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A na czym polega taka online-owa trema?

[00:02:21]

TYMEK: Polega na tym, że trudno jest się skupić i trzeba szybko przejrzeć myślami, czy ma się wszystko zrobione. To jest bardzo trudne, zwłaszcza kiedy zaczyna się lekcja.

[00:02:35]

MARCEL: Ja wolę taką szkołę, gdzie można biegać po schodach. Taką szkołę na żywo.

[00:02:41]

IGNACY: A ja wolałbym szkołę na żywo, bo nie możesz się spotkać z przyjaciółmi, gdy jesteś w szkole online.

[00:02:48]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli ten sposób kontaktu z przyjaciółmi online...

[00:02:51]

MARCEL: Nam nie pasuje.

[00:02:52]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Bo?

[00:02:53]

MARCEL: Dlatego że i szkodzi nam, i …

[00:03:05]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak ci zaszkodził?

[00:03:08]

MARCEL: Głowa boli od tego właśnie.

[00:03:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Że patrzysz w kamerkę cały czas?

[00:03:11]

MARCEL: Tak. Mam 5-minutowe przerwy… Nie 5-minutowe, tylko… No, dwie 5-minutowe mam, kilka 10-minutowych, jedną 20-minutową śniadaniową, a drugą przerwę 30-minutową obiadową.

[00:03:30]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Łatwo było wam się skupić w takiej szkole?

[00:03:32]

MARCEL: Nie.

[00:03:33]

TYMEK: Nie.

[00:03:33]

IGNACY: Nie, niełatwo było.

[00:03:34]

MARCEL: Wtedy pani nie może tłumaczyć czegoś na tablicy, tylko trzeba tłumaczyć słownie. I czasem ktoś czegoś tam niedosłyszy.

00:03:48]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Niedowidzi, niedosłyszy.

[00:03:48]

MARCEL: No tak.

[00:03:50]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Panie Tymku, jak to u pana było?

[00:03:51]

TYMEK: U mnie to było też tak, że właśnie też mi trochę żal tego, że nie mogliśmy się spotkać z innymi kolegami i koleżankami.

[00:04:03]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Spotkać tak fizycznie, żeby pogadać, żeby się dotknąć?

[00:04:05]

TYMEK: Mhm.

[00:04:08]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Anna Parysz, mama Tymka.

[00:04:13]

A. PARYSZ: Bez względu na to, czy np. ktoś jest introwertykiem czy ekstrawertykiem, te więzi społeczne są bardzo ważne, ich brakuje. Brakuje tego, że… To był taki też bardzo przyspieszony kurs uczenia się emocji, wyrażania, nazywania. To, co powiedziałeś na początku, jak zaczęliśmy rozmawiać: że dzieciaki w tym wieku akurat, mogą mieć problem z nazwaniem pewnych emocji, z tym, co się z nimi dzieje… Dorośli w tym czasie, który my mieliśmy teraz, mieli z tym problem, wielu z nas. Umówimy się: to jest poziom jakiejś takiej świadomości i dojrzałości, którą nabywa się z czasem i z pracą, tak? Tutaj, ja patrzyłam na niego, patrzyłam na jego kolegów i to była taka potężna zmiana. Jak oni bardzo szybko zaczęli uczyć się mówienia o tym, co czują, jak się czują, co im pasuje, co im nie pasuje i np. że oni też mają dosyć. Na pewno jest tak, że – tutaj cała trójka chłopców, dzisiaj rano nawet jak rozmawialiśmy, powiedziała – im jest po prostu smutno. Że nie mogą się spotykać z przyjaciółmi. Że są zamknięci w 4 ścianach, bo nie każdy mieszka w domu z ogródkiem. I że nie widują się na co dzień, nie mogą się wygłupiać, normalnie poznawać świata. Bo np. bardzo dużym i ważnym elementem dla nas wszystkich były podróże i poznawanie właśnie tego świata, chociażby nawet proste: wsiąść na rower i pojechać do lasu. Okazuje się, że czasami możesz, czasami nie możesz. To jest trudne dla nich.

[00:06:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli ta emocja, którą oni nazywają, nazywa się smutek?

[00:06:13]

A. PARYSZ: Ja usłyszałam dzisiaj, przy rozmowie: smutek. Myślę, że powinieneś ich zapytać.

[00:06:17]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zapytam. Tylko wydawało mi się... Czytałem to też w komentarzach rodziców, którzy podjęli temat tej emocji w szkole online, że ich córkom albo synom było tęskno do przyjaciół. Że nawet dochodziło do ustawianych spotkań w parku, właśnie tylko o to, żeby dziewczyny mogły dotknąć się fizycznie. Brakowało tego twojemu synowi?

[00:06:39]

A. PARYSZ: Bardzo. Ja to widzę, jak on tylko ma taką okazję, żeby się spotkać z przyjaciółmi. Ta fizyczność, ta możliwość… Tak, jak dzieciaki potrafią naprawdę roznieść gdzieś tam przestrzeń, tak tutaj ten początek, kiedy oni wchodzą, pierwsze pół godziny, kiedy się spotykają, to jest taka radość… Mówisz o tęsknocie. Ja usłyszałam – tak jak mówię: to jest cytat – że oni mówili o smutku. Takim smutku, który wynika ze straty. I tutaj jest taki element, który można by bardziej zgłębić, bo rzeczywiście, każdy coś stracił w tym zakresie funkcjonowania w jakiejś takiej normalności, rzeczywistości.

[00:07:34]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:07:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czy kondycja psychiczna dzieciaków jest dobra?

[00:07:41]

L. JANASIK: Fatalna. Problem jest złożony, dlatego że wiele czynników się złożyło na to. W tym roku szkolnym jest gorzej niż było w marcu. W marcu było optymistycznie, bo było to troszeczkę… Znaczy: optymistycznie, to może za dużo powiedziane. Ale był to taki moment pionierski, odkrywania pewnych rzeczy, zmagania się z technikaliami i uczniów, i nauczycieli. Poza tym dzień był coraz dłuższy i wakacje były w perspektywie, pogoda też była coraz lepsza. W związku z tym ten optymizm jakiś tam był. Natomiast teraz, kiedy nas zamknięto w październiku, jest zdecydowanie trudniej, bo aura jest niesprzyjająca, pogody są dołujące, siedzenie cały dzień przy komputerze – praktycznie od świtu do zmierzchu – powoduje, że kondycja społeczności szkolnej jest zła. I tutaj mam na myśli zarówno nauczycieli, jak i uczniów, którzy spędzają cały dzień, kiedy jest widno, patrząc w monitor.

[00:08:47]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Justyna Suchecka, dziennikarka.

[00:08:54]

J. SUCHECKA: Nie zdiagnozowaliśmy jeszcze wszystkich problemów. Skupiamy się właśnie na tych powierzchownych, właśnie na tym, że nie ma sprzętu, albo na tym, że podstawę programową jest trudno zrealizować – bo przecież lekcje np. trwają krócej, trwają zwykle 30 minut, te lekcje online – albo właśnie, że dzieci są wyrzucane z sieci… Takich bardzo prostych problemach. W ogóle nie myślimy o takich konsekwencjach społecznych, znaczy: już o nich rozmawiamy, ale na razie nie ma pomysłu, co z tym zrobić. Ja od kilku dni nie mogę wrócić z głowy tego, co mówi Ministerstwo Zdrowia, czyli: Musimy zamknąć dzieci na ferie, bo musimy bronić seniorów. Na Boga, to nie jest tak, że mamy paczkowane grupy obywateli i żeby pomóc jednym, to musimy zrobić krzywdę drugim. Mało tego: w Ministerstwie Zdrowia wprost mówią, że to będzie miało konsekwencje dla zdrowia psychicznego. Kropka. I nie ma: Ale my zrobimy to, to i tamto, pomożemy wam tak i tak, damy dodatkowe pieniądze np. na pomoc pedagogiczną, psychologiczną. W połowie szkół w Polsce nie ma w ogóle specjalisty pedagoga albo psychologa, więc mówimy o naprawdę… Tak, jak z tymi komputerami: w marcu to był dla nas problem, a teraz problemem będzie to, że jak oni już kiedyś wrócą do szkoły – bo kiedyś wrócą, ja się obawiam i myślę, że to jest coś, czym teraz się musimy zająć – to, że wszyscy przejdą do tego jakby nigdy nic. Wczoraj się uczyłeś online, a dziś znowu jedziemy: 8 lekcji, matma, chemia, biologia – średnio 3 godziny zadań domowych odrabiają codziennie polskie nastolatki – i nikt nawet nie zapyta: „Jak się czułeś?”, „Jak było?”, „Co ci z tego zostało?”, „Co nie działało”, „Za czym tęskniłeś?”. I to jest coś, o czym właśnie zaczynamy rozmawiać. Ale systemowo? Ja nie widzę na to pomysłu.

[00:10:34]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik dyrektor liceum w Milanówku.

[00:10:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Korytarz. Jak dzisiaj wygląda ten szkolny korytarz?

[00:10:43]

L. JANASIK: Masakrycznie. Szczerze powiedziawszy, to fatalnie. Szkoła bez ludzi, to nie ma sensu. Szkoła to ludzie, ludzie to szkoła- taka jest prawda. W związku z tym, pustki na korytarzach, cisza w szkole… Nie są bardzo budujące, szczerze powiedziawszy. Tylko część kadry przychodzi pracować w szkole. Poza tym, prowadząc zajęcia zdalne zauważyłem, że rzadko wychodzą na przerwy, praktycznie w ogóle nie wychodzą na przerwy. Zabawna sytuacja miała miejsce, jak nastąpiła awaria serwerów googlowskich, które obsługują platformę używaną u nas w szkole. Bo – proszę Państwa – przestał działać tzw. Classroom. W związku z tym, wszyscy się poczuli zaniepokojeni i wyszli z tych swoich zakamarków i okazało się, że w szkole jest 5 osób. Nawet nie wiedziałem, że tyle osób jest danego dnia w budynku, bo zdarza się, że nikogo nie spotykam. Poza mną i sekretarką praktycznie nikogo w szkole nie ma. Nie jest tak, że mamy przerwę i na przerwie zawsze się tam zamieni te 2-3 zdania w pokoju nauczycielskim czy ktoś przyjdzie z jakąś sprawą… W tej chwili wszyscy jesteśmy samotni.

[00:11:59]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka do spraw edukacji.

[00:12:05]

I. KAZIMIERCZYK: To nie technologia jest tutaj istotą sprawy, tylko jakość kontaktów albo też w tej sytuacji brak kontaktów. Jest świetny projekt badawczy – i to każdemu, kto nas słucha polecam, żeby się z tym projektem zapoznał – zdalnenauczanie.org. Grupa badaczy pod koniec pierwszej fazy nauczania zdalnego przebadała uczniów i nauczycieli, no i niestety wnioski z tego badania nie są optymistyczne. 1/3 uczniów doświadczała smutku, doświadczała przygnębienia, doświadcza samotności. 20 proc. uczniów stwierdziło, że ich relacje, które są teraz w szkole pandemicznej, są gorsze. Połowa nauczycieli również stwierdziła, że ich relacje, takie interpersonalne, są gorsze. Higiena cyfrowa w zasadzie jest już w tej chwili żadna, te sfery życia prywatnego i zawodowego czy związanego ze szkołą, w zasadzie całkowicie się wymieszały. Więc wiemy, jak to wygląda i jak to wyglądało. Niestety to, co w tej chwili jest największym problemem, to to, że nie mamy w zasadzie żadnych środków ani żadnej nawet dyskusji o tym, co zrobić z kondycją psychiczną osób, które są w edukację zdalną zaangażowane. Nie jest problemem sprzęt, dlatego że ten problem rzeczywiście rozwiązaliśmy już chyba całkiem sprawnie i też ogromnym wysiłkiem obywateli i obywatelek. Akcja „Uwolnij Złomka” była naprawdę wielkim sukcesem, ale nie sprzęt jest tu największym problemem. Problem jest to, że wszyscy siedzą sami, zamknięci, zaklejeni w domu przy swoich komputerach.

[00:13:39]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:13:44]

L. JANASIK: Przez tę formę zajęć nie jesteśmy w stanie znaleźć osoby, która ma problem, która wycofuje się. To, że nie zabiera głosu na lekcji umyka nam bardzo łatwo. Jak jesteśmy wszyscy w jednym pomieszczeniu to widzimy, że ktoś siedzi w kącie, dzisiaj nic nie mówi i może pojedziemy po lekcji, zapytamy się na przerwie, co u niej słychać? Tutaj nie ma takiej możliwości, bo mamy ekran i nie wiemy, co ta osoba z drugiej strony robi. Nierzadko uczniowie mają wyłączone kamery, w związku z tym nie widzimy nawet twarzy, więc ta komunikacja odbywa się często tylko w taki sposób werbalny. To jest duży problem, bo tak – jak żeśmy wspomnieli – młodzież czuje się samotna, nauczyciele się czują samotni. W momencie, kiedy nie mamy możliwości pomóc im, to niektórzy popadają w duże problemy. I te problemy psychologiczne raczej będą się coraz bardziej nawarstwiały, będą coraz bardziej widoczne.

[00:14:47]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Komputer i kamerka- to od początku lockdownu główne narzędzie pracy uczniów i nauczycieli. Czy Tymek, Marceli i Ignacy mają z tym jakieś problemy?

[00:15:00]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale lubisz, żeby kamera była włączona?

[00:15:02]

IGNACY: Mhm.

[00:15:03]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie przeszkadza ci to?

[00:15:05]

MARCEL: Mi trochę przeszkadza, bo narusza moją prywatność. Ja mam lekcje w pokoju i jakby tam mamy nasze rzeczy. No i nie chcę, żeby ktoś patrzył się na cały mój pokój i komentował wszystko na lekcji.

[00:15:21]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A zdarzało się tak?

[00:15:23]

MARCEL: Jeszcze nie, ale myślę, że może się zdarzyć. No, myślę, że może się zdarzyć.

[00:15:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli masz takie poczucie, że wszyscy nagle siedzą w twoim pokoju?

[00:15:30]

MARCEL: Tak. Mam takie poczucie.

[00:15:33]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A nie wszystkich byś chciał tam widzieć?

[00:15:35]

MARCEL: No tak.

[00:15:36]

TYMEK: Ja też mam takie odczucie, jak Marceli.

[00:15:39]

IGNACY: Ja też.

[00:15:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak można temu zaradzić, jak myślicie?

[00:15:41]

MARCEL: No nie wiem, ale ja czasem nawet sobie steruje kamerę na okno, żeby nie było widać części mojego pokoju.

[00:15:52]

TYMEK: Z kamerą to ja się właśnie najbardziej bałem, że wszyscy zobaczą mój pokój, bo ogólnie mam dość mały pokój. Sam uważam, że tam jest wielki bałagan.

[00:16:06]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A kto do niego doprowadził?

[00:16:08]

TYMEK: Ja.

[00:16:09]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A. To przynajmniej, jak mamy winnego, to połowa sukcesu. Zawsze możesz posprzątać.

[00:16:14]

TYMEK: Tak, wiem.

[00:16:15]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale wiesz co? Myślę sobie - bo wszyscy o tym mówicie - że skoro widzieliście ten swój pokój za swoimi plecami i to było dla nas najważniejsze, że wszyscy inni też to widzą, to nie mieliście czasu się skupić na lekcji w sumie?

[00:16:30]

MARCEL: Ja też w pokoju mam płyty takie… Ja mam pokój z bratem i mamy w pokoju płyty, które oglądaliśmy, jak byliśmy mali. No i teraz tam one są dalej, no i to mnie trochę stresuje, że wyśmieją mnie.

[00:16:48]

TYMEK: Nienawidzę włączać kamery. W ogóle nawet cykam się zmienić sobie fotkę na Teamsie w profilu.

[00:16:58]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale zobacz, wejdę ci na chwilę w słowo: gdyby nagle twoja pani powiedziała: „Tymku, poproszę cię tutaj do tablicy", wyszedłbyś publicznie, przez całą drużynę wszystkich swoich kolegów tak samo, jak w momencie, w którym włączasz kamerę. Czy to nie jest sam moment?

[00:17:11]

TYMEK: To jest ten sam moment, tylko że taki… No, wtedy jest trudniej się też skupić tak samo.

[00:17:21]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli w klasie, fizycznie, mniej by bolało?

[00:17:23]

TYMEK: Mhm, tak.

[00:17:25]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A wy, panowie, jak z tymi kamerami? Dacie radę?

[00:17:28]

MARCEL: Raczej z kamerą… Ja nie za bardzo lubię kamerę, ale jakoś sobie daję radę.

[00:17:36]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Justyna Suchecka, dziennikarka.

[00:17:42]

J. SUCHECKA: Nienawidzę rozmawiać przez telefon i nie lubię rozmawiać przez komunikatory, więc to, co zrobił mi rok 2020, to jest cyfrowe piekło.

[00:17:51]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A dla dzieciaków?

[00:17:52]

J. SUCHECKA: Myślę, że dla dzieciaków, w tej pierwszej fazie pandemii, jeszcze wczesną wiosną, to było całkiem ekscytujące. Też dlatego, że nagle się okazało, że to one wiedzą trochę więcej niż my o tych komunikatorach, że to one…

[00:18:04]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: ... uczą nauczycieli.

[00:18:05]

J. SUCHECKA: Tak, one uczą nauczycieli, że oni pokazują pani, jak wyłączyć kamerkę albo włączyć, jak wyciszyć mikrofon i takie różne drobne rzeczy i to było fajne, bo to nagle im dało takie poczucie siły. Ale już po kilku miesiącach głównie słyszałam o tym, że dyskusje w klasie toczą się na temat tego, czy włączyć kamerę i kiedy, czy naprawdę trzeba być na każdej lekcji włączonym, co to znaczy być obecnym, czy tylko się zaloguję, czy muszę zabrać głos? No i to wszystko stało się bardzo męczące. I – mówiąc uczciwie – jeszcze do grudnia byłam wielką zwolenniczką tego, żeby włączać kamerę na lekcjach i widziałam to u nauczyciela, który nie chce gadać do pustej klasy. A już w grudniu, po rozmowach ze specjalistami od psychoterapii, od terapii młodzieży, jestem największą przeciwniczką kamer, bo właśnie to jest to, co ich wykończyło w tych ostatnich miesiącach. To jest takie wpuszczenie do domu wszystkich ludzi, nie tylko tych, których chcemy. Bo przecież jak jesteśmy w 30-osobowej klasie, to się kumplujemy – nie wiem – z czwórką, piątką, czasem to jest jedna osoba – tak optymistycznie zakładam, bo są przecież samotnicy też. I nie wpuszczamy ich, nie pokazujemy, jak wygląda nasz pokój, jak się kłócą nasi rodzice, że dzielimy pokój z młodszym bratem… Nikt nie musi tego wiedzieć. I trochę jest tak, że czasem dorośli mówią mi: „Przecież jak chodzą do szkoły, to też wszyscy ich widzą i mogą się z nich śmiać”, ale idą bez tego bagażu. Mogą się śmiać tylko – nie wiem – z krzywo założonej koszulki, z głupiej miny, ale nikt im nie zrobi zdjęcia w każdym dowolnym momencie, nikt tego nie wrzuci potem do sieci, nikt nie sprawi, że przez następne 10 lat będzie memem. A przecież wiemy, że to jest możliwe, a oni wiedzą to jeszcze mocniej, jeszcze bardziej.

[00:19:38]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka do spraw edukacji.

[00:19:43]

I. KAZIMIERCZYK: Problem kamer wydaje się problemem technicznym i takim mało znaczącym. Bo w zasadzie większość dorosłych, którzy mają taką możliwość, żeby przenieść swoją pracę do domu – a to nie są przecież wszyscy dorośli pracujący, ale ci, którzy pracę do domu przenieśli – jakoś pogodzili się z tym, że te kamery są włączone i w zasadzie większość spotkań odbywa się już na Zoomie. Pewnie jak wrócimy do normalnej pracy, też część z tych spotkań już na Zoomie czy na Meetsach będzie się odbywała. Ale dla uczniów – tak, jak mówiliśmy wcześniej – jest to sytuacja dosyć trudna. I rzeczywiście te kamery są takim dyżurnym problemem w edukacji zdalnej, bo z jednej strony nauczyciele mówią: „OK, ale jak ja mam sprawdzić, czy ten człowiek tam jest?”. I to nie jest tak, że nauczyciel jest jakoś szczególnie zafiksowany i ma taką sam, wewnętrzną, autonomiczną potrzebę tego, żeby uczniów kontrolować. Tylko nauczyciel też funkcjonuje w jakimś systemie, w którym sam jest kontrolowany. Sam jest kontrolowany z tego, w jaki sposób realizuje podstawę programową i realizuje program, w jaki sposób monitoruje pracę uczniów, w jaki sposób panuje w ogóle na całym tym procesem. Ma nad sobą dyrektora, dyrektor ma nad sobą kuratorium, które bardzo chętnie sprawdza, w jaki sposób edukacja zdalna jest realizowana. Więc nie jest to tak, że to jest taki jednostkowy problem czy jednostkowa chęć dołożenia uczniom jakiegoś problemu. Ale rzeczywiście z kamerami jest tak, że nie ma takiego przepisu, który nakazywałby włączenie kamer i bardzo dużo nauczycieli w tej chwili na grupach nauczycielskich i na forach radzi, żeby jednak uczniom pozwolić te kamery wyłączyć, ale jednocześnie też zapytać: „Dlaczego?”, bo to jest jedyny sposób na to, żeby jakoś starać się zobaczyć, czy ten uczeń tam faktycznie jest, czy on ma niewłączoną kamerę, ponieważ go tam nie ma. I w momencie – tak, jak pan mówi o tym – przed spotkaniem, przed ważnym wydarzeniem, jeśli jest taka próbka mini osobistego kontaktu, to uczniom wtedy jest łatwiej. I zdecydowanie, powinno się pozwalać dzieciom na wyłączanie kamer, ponieważ one z różnych powodów nie chcą być widoczne. Trzeba to uszanować.

[00:21:48]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:21:54]

L. JANASIK: Ja tu znów tutaj mówię z perspektywy liceum: to są często dorośli ludzie i mają – wydaje mi się – więcej śmiałości w tym, żeby nie mieć oporów przed pokazaniem swojej przestrzeni prywatnej. Oczywiście problem, o którym pan mówi, jest widoczny chociażby w tym, że nie wszyscy włączają kamerę. U nas w szkole nie ma takiego obowiązku, bo wiemy, że różnie działa internet, nie wszyscy czują się wtedy komfortowo… Ma to bardzo duże minusy, bo zdaje sobie sprawę, że niektórzy przez cały dzień nie wstają z łóżka. I to też jest olbrzymi problem, bo jeśli młody człowiek nie rozróżnia czasu przed szkołą, czasu w szkole i czasu po szkole, to wszystko mu się zlewa. Dni stają się takie same, tygodnie takie same, miesiące takie same i wszystko popada – może popaść, oczywiście – w taki marazm.

[00:22:55]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka do spraw edukacji.

[00:23:00]

I. KAZIMIERCZYK: To jest też ten problem, który jest związany z higieną cyfrową. To znaczy: tutaj, te wszystkie sfery życia się wymieszały. Wymieszała się sfera pracy i sfera odpoczynku, w zasadzie nie ma teraz takiego równego podziału na czas pracy i na czas odpoczynku. Wymieszały się też sfery prywatne i sfery publiczne. Oczywiście, część może mówić: Dobrze, ale młodzi puszczają bardzo dużo zdjęć i żyją w zasadzie na Instagramie czy na TikToku – na Facebooku młodzi już trochę mniej – i bez przerwy coś publikują. Ale publikują na własną zgodę, na własne życzenie i publikują to, co chcą publikować. Natomiast w sytuacji lekcji zdalnych trochę nie mają wyjścia. Muszą pokazać się tak, jak są, a nie zawsze chcą się pokazywać, nie zawsze są w takim nastroju. Plus, muszą pokazywać wnętrze, do którego być może nie chcą kogoś zaprosić. Niezależnie od tego, czy ono wygląda ładnie, czy ono jest reprezentacyjne, czy nie. Ale nie zawsze mają ochotę na to, żeby wpuszczać 25 osób do swego pokoju.

[00:24:04]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:24:09]

L. JANASIK: Ale, żeby nie był tak smutno, to w drugą stronę też ciekawe rzeczy obserwujemy. Bo często – mówię o swoich doświadczeniach oczywiście – widzę uczniów, którzy w warunkach realnych gwiazdorzą. Byli na lekcjach, zabierali głos. Były osoby, które były z zasady wycofane i w tej sferze publicznej, jak były w te kilka-kilkanaście osób na lekcji, to jeśli ich nie spytałem, to nic nie powiedziały. W tej chwili nierzadko role się odwróciły. Osoby, które były aktywne w sferze, kiedy byliśmy razem, dzisiaj troszkę wycofują się, a osoby, które nie miały śmiałości zabrać głosu, kiedy wszyscy ją widzą, teraz zabierają. Osoby, które były ciche, gdzieś tam siedziały w kącie, nagle teraz patrzę: na 1, 2, 3, entej lekcji, są aktywne, coś mówią, z chęcią się zgłaszają, bo ich nie widać. W związku z tym, to nie jest tak, że tylko i wyłącznie mamy minusy tej formy kształcenia, ale dało to nisze dla dzieci, które miały opory przed wystąpieniami na forum klasy, bo koledzy się będą śmiali.

[00:25:16]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale - z drugiej strony - też mamy w jakimś sensie forum klasy, bo nagle to ty masz głos. Czyli - nie wiem - jeżeli jest w tej klasie 30 osób, a ty mówisz, to tak, jakbyś był na scenie.

[00:25:26]

L. JANASIK: Tak, ale nie widać. Nie widać kolegów. W związku z tym, nawet jak powiem coś niezręcznego, coś mi się nie uda, to nie widzę ich bezpośredniej reakcji. I to troszkę daje śmiałość dzieciom.

[00:25:39]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A jak wygląda sama nauka w domu, przed komputerem? Łatwiej się skupić i przyswoić wiedzę czy wręcz przeciwnie?

[00:25:54]

IGNACY: Ciężko mi w tej szkole online, że muszę się tyle patrzeć w komputer, bo wtedy nie mogę zasnąć, ciężko mi zasnąć w łóżku. Ciężko mi bardzo jest z tą szkołą online.

[00:26:07]

MARCEL: Na lekcjach też jest trochę nudno.

[00:26:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak to?

[00:26:11]

MARCEL: Bo pani mówi, że… No nie wiem, no jakoś tak nudno jest.

[00:26:19]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka do spraw edukacji.

[00:26:26]

I. KAZIMIERCZYK: Całkiem niedawno badałem fenomen nudy szkolnej wśród uczniów i okazało się, że bardzo często mówimy o nudzie czy myślimy o nudzie, że to jest nic nierobienie, że jak człowiek jest zajęty, to się nie nudzi albo inteligentni ludzie się nie nudzą. Mamy takie przekonania. A okazuje się, że dla uczniów największą przyczyną czy taką najbardziej silną okolicznością nudy jest to, kiedy są oni pozbawieni ruchu i kontaktu z rówieśnikami. Czyli w zasadzie edukacja zdalna, poza tym, że oni funkcjonują w domu, czyli trochę w przestrzeni prywatnej, a trochę w takiej publicznej- to jest jeden problem. Drugim problemem jest to, że warunki, w których dzieje się edukacja zdalna, one są po prostu podglebiem, one są takimi warunkami, które się przyczyniają wprost do eksplozji nudy, bo oni nie mogą się nawet ruszyć. W ławce szkolnej można jakoś, gdzieś się przesunąć, wyjść do toalety, zniknąć na chwilę, pokręcić nogami albo położyć się na ławce. W momencie, w którym jesteśmy cały czas na ekranie, musimy siedzieć prosto, wyprostowani, praktycznie bez oddechu i nie mamy żadnego kontaktu z kolegami i z koleżankami z klasy. Bo kontakt przez czat, który oczywiście jest, nie oszukujmy się, na tych lekcjach zdalnych. Podziemny kanał komunikacji, kiedy uczniowie ze sobą rozmawiają i niech oni rozmawiają, bo szkoła to jest też nauka rozmowy. Ale nie mogą mieć kontaktu oko w oko, nie mogą mieć rówieśniczych, zwyczajnych relacji, które są szalenie ważne dla rozwoju.

[00:27:52]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Anna Parysz, mama Tymka.

[00:27:58]

A. PARYSZ: My sobie próbowaliśmy w jakiś sposób granice wprowadzać. Ja próbowałam np. wprowadzić coś takiego, że codziennie – nawet w trakcie dnia – wychodzić na jakiś spacer. Teraz jest to trudniejsze. Ale ja widzę – i jak rozmawiam z przyjaciółmi – że dzieciaki wszystkie mają ten sam problem… Znaczy wiesz, położenie dziecka spać, kiedy normalnie naprawdę zasypiał o godzinie 9:00-10:00, to one są już tak przebodźcowane, że ja widzę, że my nie wróciliśmy do tego stanu, żeby on kładł się o tej godzinie 10:00, tylko potrafią jeszcze na takim speedzie – jak te dzieciaki potrafią – do tej północy biegać. I ukojenie tego systemu nerwowego, który jest po prostu rozchwiany, to jest jednak chyba jakaś taka większa praca, którą trzeba wykonać, bardziej regularna. Sama szukam pomysłu, jak to zrobić.

[00:28:57]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jak Marcel, Tymek i Ignacy postrzegają swoich nauczycieli, po dwóch semestrach zdalnej nauki?

[00:29:11]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: A jak można ocenić kogoś, kto pracuje zdanie? Jest w domu, nie bardzo w sumie wiadomo, jak tę pracę wykonywał?

[00:29:18]

TYMEK: Trzeba na początku stworzyć grupę w Teamsach i dodać tam panią. Ona będzie mogła podglądać, co my tam robimy.

[00:29:27]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Podgląda was?

[00:29:28]

MARCEL: Mhm, zawsze podgląda.

[00:29:29]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Kto był lepszy w Teamsach? Wy czy ona? Zapytam inaczej: bywało tak, że uczyliście swoich nauczycieli, jak używać komputerów?

[00:29:37]

TYMEK: Nie.

[00:29:40]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Marceli?

[00:29:41]

MARCEL: No, ja… No, raz się tak zdarzyło, że pani nie wiedziała, jak zaprezentować jakąś prezentację. A raz było tak, że jakaś dziewczynka chciała zaprezentować swoją świąteczną piosenkę i nie wiedziała jak, bo jak zaprezentowała całe okno Google’a, to nic nie było słychać. Ona musiała zaprezentować kartę, tylko, że – moim zdaniem – na Macu chyba jest tylko… Chyba tylko na Macu jest karta, no i pani musiała puścić za nią tę piosenkę.

[00:30:17]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Anna Parysz, mama Tymka.

[00:30:23]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czy zwracałaś uwagę na to, jak nauczyciele prowadzili lekcje?

[00:30:27]

A. PARYSZ: Tak. I na początku robiłam to – no powiem wprost – z premedytacją, bo ciekawiło mnie to i ze względu na to, że jestem matką i chciałam zobaczyć, jak to działa i czy działa. Trochę ze względu na to, że swego czasu sama uczyłam i sama też prowadzę szkolenia, więc też chciałam zobaczyć, jak to działa w interakcji z dziećmi, a też kiedyś pracowałam bardzo dużo z dziećmi. Chciałam zobaczyć, jak to wygląda, więc podpatrywałam. I są ludzie, którym to wychodzi lepiej, są ludzie, którzy nie mają – wydaje mi się – że przygotowania odpowiedniego albo nie zdają sobie sprawy, że to przygotowanie jest potrzebne. Biologia online, geografia online… Naprawdę, to jest bardzo ciężko przełożyć na online, bardzo ciężko. I to jest coś takiego, co widzę: stworzyć taką atmosferę, żeby otrzymać tę taką dziecięcą ciekawość, zaangażowanie to jest naprawdę sztuka. Żeby przez te 30-40 minut, takie biegające dzieciaki, które nosi, które nie mają przerwy, żeby się wylatać – no bo w domu nie masz przerwy takiej 15 minut i możliwości wyjść na boisko czy na korytarz – żeby one rzeczywiście przez cały dzień były w stanie się skupić i zainteresować się tematem. I tutaj naprawdę jest dużo takiej pracy do wykonania przez nauczyciela. I ja, z tego mojego podglądania, mam takie obserwacje, że to jest niesamowite, jak niektórym się to udaje. Ja widzę np. po wychowawcy i nauczycielu historii Tymka, który jest niesamowity. To jest coś tak niesamowitego, że tam naprawdę jest taka interakcja. To też wynika z jego podejścia do dzieciaków, że on w tym wszystkim jest bardzo autentyczny i taki szczerze mówiący o emocjach. O tym, jak on się czuje i próbujący wyjaśnić, co się z nimi dzieje. Bardzo mi się podobały jego takie rozmowy i wtrącenia związane np. z tym, że daje im jakiś horyzont czasowy, jakąś taką… Czasami nadzieję, że za chwilę się spotkamy. Ale też jest bardzo w tym wszystkim wyrozumiały.

[00:33:11]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Chcesz powiedzieć, że historyk wszedł w buty psychologa?

[00:33:15]

A. PARYSZ: Tak. To, co robi, to jest coś niesamowitego.

[00:33:20]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:33:26]

L. JANASIK: Patrząc na moich kolegów, to mam wrażenie, że doczołgaliśmy się do świąt. Ostatnie 2 tygodnie były bardzo ciężkie, kadra była zmęczona, sfrustrowana, już nowe pomysły się pokończyły i psychicznie było to bardzo trudne dla prowadzących i dla uczniów. Uczniowi jest jednak troszkę łatwiej, dlatego że siedzi, słucha, wykonuje jakieś ćwiczenia. Natomiast – nie ukrywajmy – może się na chwilę wyłączyć. Nie wiemy, czy jest skupiony czy nie, bo nie ma tej interakcji, nie widzimy, co dokładnie robi. Szczególnie, jeśli jest jakaś większa grupa. Natomiast nauczyciel musi być cały czas skupiony. Jeśli ma dużo zajęć – a są tacy nauczyciele, którzy mają np. 6-7 godzin dziennie – to, proszę Państwa, spędzają przed komputerem, prowadząc lekcje te 30 np. godzin tygodniowo. Jeśli ktoś z Państwa miał przyjemność prowadzić jakieś szkolenia czy uczestniczyć w jakimkolwiek spotkaniu online, to wie, że bycie skupionym przez godzinę czy dwie jest trudne. A pomyślmy sobie o tym, że nauczyciel musi przez kilka godzin dziennie prowadzić, w miarę dynamicznie i atrakcyjnie zajęcia.

[00:34:44]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Dynamiczne i atrakcyjne, no właśnie. Bo myślę o tej sytuacji, w której wszyscy - i rodzice też uczniów, o których rozmawiamy, i nauczyciele, i pan, i wielu, którzy do tej pory o sobie w ten sposób nie myśleli - w marcu 2020 zostało hostami. Zostało w jakimś sensie showmanami. Ludźmi, którzy wiedzą i czują, że jest na nich inna odpowiedzialność niż do tej pory. Nagle mają przed sobą kamerę i muszą porwać publiczność, w jakimś sensie ją zabawić. Czasem dać wiedzę i zabawić, czasem tylko zabawić, a czasem tylko dać wiedzę. Ale z drugiej strony: jak widzą, że nie potrafią się przebić, to pojawia się taka dodatkowa frustracja. Nagle, w tym nowym świecie, mi nie wychodzi. To też jest trudne.

[00:35:26]

L. JANASIK: W naszym zawodzie nauczycielskim troszeczkę trzeba być aktorem. Nawet jak jest szkoła w realu, to przychodzimy i też musimy odegrać swoją rolę. Poprowadzić chemię, biologię czy geografię i to też wymaga pewnych umiejętności, takich jak pan powiedział tutaj: zrobienia pewnego show. Oczywiście, niekażda lekcja ma na celu zrobienia show, bo tak, to by dzieciaki były ciągle w jakimś cyrku. Jest to rzetelna i taka rzemieślnicza praca. Natomiast w przypadku zajęć online, jeszcze większą rolę to odgrywa, bo uczniowie też widzą ograniczony obraz. Nie ma tej komunikacji werbalnej i niewerbalnej, tylko słyszymy i widzimy pół człowieka, a czasami, jak ma jakąś prezentację, przeprowadza jakieś doświadczenie, to w ogóle go nie widzimy. W związku z tym wysiłek taki intelektualny i wbrew pozorom też fizyczny, jest dużo większy niż w przypadku zwykłych lekcji. Poza tym prawda jest taka, że nie da się przenieść lekcji 1:1 z realu do świata wirtualnego. Jest to zupełnie inna koncepcja i przestawienie się na tę koncepcję było najtrudniejsze. Bo technikalia to… Wiecie Państwowo, technikalia można opanować, można się czegoś nauczyć. Natomiast wymyślić tok lekcji, który będzie wartościowy i da cokolwiek uczniom jest trudne, bo trzeba zmienić sposób myślenia.

[00:36:51]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Szczególnie, że trochę - ale proszę mnie wyprowadzić, jeśli jestem w błędzie - wydaje mi się z boku, że nauczyciele weszli do świata, w którym uczniowie trochę lepiej sobie radzili.

[00:37:00]

L. JANASIK: Oczywiście.

[00:37:01]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Oni potrafili pływać tam długie dystanse, a nauczyciele raczej krótkie, bo mieli kupę innych rzeczy na głowie. Nagle to uczniowie uczą nauczycieli.

[00:37:10]

L. JANASIK: Zdecydowanie, zgadzam się. Sprawa wyglądała tak – szczególnie w tym marcu – że jeśli nauczyciel nie był otwarty na pomoc ze strony uczniów, to bardzo szybko tonął w technikaliach. Trzeba było przełamać stereotyp i jeśli ktoś umiał poprosić uczniów o pomoc, zapytać się, jak coś zrobić, to wychodził na plus. Trzeba było mieć trochę wewnętrznej odwagi do tego, bo jednak w realiach szkolnych, w momencie, kiedy jesteśmy w jednym budynku, w jednej klasie, to nauczyciel był mistrzem, nie zawsze musiał pytać się ucznia, jak coś zrobić. W tej chwili, od tego marca, to jest pewnego rodzaju standard: „Słuchajcie, pomóżcie mi. Jak to można zrobić?”, „Dlaczego mnie nie słychać”, „Dlaczego mnie nie widać?”.

[00:37:56]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Musiał się pozbyć wstydu o zapytanie, tak?

[00:37:58]

L. JANASIK: Tak. Moim zdaniem, szkoła w kształcie takim, jakim była przed marcem ubiegłego roku, już nie wróci. Ta relacja, nowa zupełnie, ma szansę zbudować podwaliny pod nowy wymiar edukacji. Oczywiście nie wiem, czy to się uda, ale moim zdaniem, stara szkoła już nigdy nie wróci.

[00:38:19]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Justyna Suchecka, dziennikarka.

[00:38:25]

J. SUCHECKA: Nauczyciel też człowiek, on też może mieć trójkę dzieci w domu. Mało tego – to też jest takie niesamowite – on też ma trójkę dzieci w domu, które uczą się zdanie u innych nauczycieli. Myślę, że to był największy szok edukacyjny dla ludzi, którzy pracują w oświacie, jak zobaczyli, jak naprawdę pracują ich koledzy i koleżanki. I jeżeli nie pracują tak, jak oni, to bywało naprawdę sporo rozgoryczenia i takiego rozczarowania… Pamiętam, dostałam takie maile od nauczycielek, że: „Ja tu przez 14 godzin przygotowywałam w weekend filmy dla wszystkich moich klas, a moje dziecko dostało 8 maili z zadaniami, które ma wykonać”. No i właśnie tak to wyglądało.

[00:39:00]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ale też ten moment właśnie: dostajesz maila z zadaniami, które masz wykonać, ale przecież wykonujesz to w świecie online, więc to powinno być zupełnie inaczej zrobione. Ja rozumiem, że nie przestawiamy nagle tego programu na życie online, bo zakładamy, że ono potrwa tylko chwilę, ale ta - cholera - chwila trwa już za chwilę rok.

[00:39:15]

J. SUCHECKA: To jest trochę tak… Część tego, co mówi Tomasz Bilicki z Innopolis, że my cały czas mamy ten świat online i świat realny. Dla nich tego w ogóle nie ma. To znaczy: dla nich się zmieniła teraz metoda nauki, ale świat jest cały czas ten sam. To, czy ktoś ci napisze coś Fejsie albo właśnie wyśle mailem, nie ma żadnego znaczenia. Jest takie samo, jak to, co ci powie w klasie. My tak naprawdę też to czujemy, tylko ten podział nam został ze świata przed internetem, świata przed Facebookiem i świata, który już bez nich nie istnieje. No i to jest coś takiego, że my metodą kredy i tablicy próbujemy rozwiązać te same problemy, które tak rozwiązywaliśmy przez ileś lat. Tak jak z tymi wykładowcami, co wychodzą z żółtymi zeszytami, notatkami, co kilku pokoleniom studentów opowiadali te same żarty i historie. Jeszcze rok temu to się dało. Tak jak powiedziałeś: minął rok i już się tak nie da. Jeżeli jeszcze są jacyś ludzie, którzy liczą, że to jest coś, co przeczekamy i minie, to nie. Ja – pamiętam – miałam w redakcji takich kolegów nieco starszych, którzy uważali, że internet to taka moda, która minie i że naprawdę…

[00:40:21]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: ... nie warto. Nie trać czasu, Justyna, nie baw się w to.

[00:40:23]

J. SUCHECKA: Nie trzeba się uczyć tego, bo po co? No i już wszyscy wiemy, że to nie jest moda, która minie i z ta zdalna edukacja też już zawsze z nami zostanie. Nawet, jak wrócimy do szkoły.

[00:40:32]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Choć myślę sobie... Mamy tutaj 3 grupy: mamy uczniów, mamy nauczycieli i mamy rodziców. Sam, będąc przez chwilę wykładowcą czy nauczycielem w szkole mojej córki, kiedy próbowałem być nauczycielem geografii, jako podróżnik...

[00:40:45]

J. SUCHECKA: Jak poszło?

[00:40:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jakoś poszło. Udało mi się - wydaje mi się - jakoś zbudować umowny autorytet wobec tych uczniów, bo byłem gościem. Natomiast widziałem, jak one traktują nauczyciela- on nie umiał zbudować autorytetu w świecie online'owym wobec nich. One kompletnie go ignorowały... Mało tego: zdarzały się sytuacje, w której nauczyciel leżał, dlatego że bolał go kręgosłup. Nawet trudno mi było przy uczniach zwrócić mu uwagę, że w ten sposób one nie będą go szanowały, bo jeżeli on w tej pozycji mówi dzieciom, żeby coś zrobiły, to to nie jest pozycja kogoś, kto zbudował sobie właśnie wobec nich jakąkolwiek przewagę.

[00:41:22]

J. SUCHECKA: To są te śmieszne rzeczy, które nie uszłyby w klasie, a uchodzą w domu i z którym musimy zupełnie inaczej funkcjonować. Ale nawet, jak powiedziałeś o tej twojej lekcji i tym budowaniu autorytetu, to przypomniała mi się rzecz z wiosny, którą uważam za top 3 dobrych wydarzeń w pandemii. Mianowicie narodził się, dzięki mediom społecznościowym taki projekt „Zaproś mnie na swoją lekcję”. I nagle, nauczyciele z całej Polski zaczęli się wymieniać klasami i to na takich różnych poziomach, że mogłeś zaprosić właśnie Jarka Kuźniara albo archeologa podwodnego, albo panią, która pisze książki obrazkowe dla dzieci, ale mogłeś też zaprosić panią Lucynę z Malborka, która lepiej niż ty tłumaczy ułamki. I to było niesamowite, to było właśnie to budowanie autorytetu, takie podwójne. Z jednej strony, te dzieciaki widziały nowego nauczyciela, który uczy inaczej, ale – z drugiej – miały: „To moja pani Kasia załatwiła nam, żeby Kuźniar przyszedł na gegrę? Skąd ona ma takie znajomości”. Oczywiście my wiemy, jak to się robi, ale to właśnie było to, że oni widzieli w tych klasach – naprawdę tysiące dzieciaków brało w tym udział – że ich nauczyciel jest sprawczy, że ich nauczyciel się nie wstydzi pokazać swojej klasy, że potrafi kogoś zaprosić, że to może być ekscytujące, że on jest też uczniem, razem z nimi. I naprawdę, to była jedna z najlepszych rzeczy, które się wydarzyły.

[00:42:43]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:42:48]

L. JANASIK: Nigdy nauczyciele nie byli pod tym kątem kształceni. Nie było żadnych szkoleń, jak prowadzić zajęcia online. W związku z tym, tylko intuicja pozostawała nauczycielom i budowanie relacji, słuchanie uczniów. Tutaj, ta umiejętność słuchania i to czerpanie wiedzy, informacji zwrotnej od młodzieży, było fundamentalną sprawą, żeby zrobić to dobrze, żeby ta lekcja miała sens. Bo to, co nam się wydaje siedząc z drugiej strony komputera, że jest jasne i oczywiste, z drugiej strony, dla młodzieży niekoniecznie musi być. Jeśli nie mamy tej informacji zwrotnej, jeśli nie zapytamy się: „Czy zrozumieliście?”, „Czy wiecie, co jest ważne?”, „Czy forma, w której została zaprezentowana dana lekcja, jest dobra?”, to mamy problem. Myślę, że w skali całego kraju to było największe wyzwanie. Natomiast wiadomo, że na każdym podwórku to troszeczkę inaczej wyglądało, inna jest specyfika szkoły podstawowej i naprawdę nie zazdroszczę i podziwiam nauczycieli klas 1-3, którzy muszą pracować z dziećmi niepotrafiącymi pisać, a muszą te dzieci obsłużyć komputer. W przypadku naszej szkoły w Milanówku to jest sprawa jednak zdecydowanie prostsza, bo to są dzieciaki na poziomie licealnym. Maturzystów nie trzeba motywować, bo oni wiedzą, że matura się zbliża i trzeba efektywnie wykorzystać czas. Pierwsze i drugiej klasy – no to wiadomo, różnie bywa, młodzież jest i była zawsze młodzieżą. Jak jest możliwość trochę się prześlizgnięcia, no to niektórzy się cieszą- nie mówię, że wszyscy. Natomiast faktycznie, tutaj ta zmiana jest gigantyczna i problemy, które się pojawiły, są zupełnie nowymi problemami, z którymi musimy sobie radzić na bieżąco i do tego nie byliśmy nigdy przygotowywani.

[00:44:52]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Gdzie w tym wszystkim rodzice? Czy uda im się wspierać nauczycieli i dzieci? Jakie błędy popełniają? Oddaję głos mamie Tymka.

[00:45:06]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mamo, jak się masz na koniec 2020 roku, po prawie roku ze zdalną szkołą?

[00:45:11]

A. PARYSZ: Chyba, jak każda mama- zmęczona. Tak naprawdę zmęczona, całą tą sytuacją.

[00:45:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zmęczona dlatego, że było tego więcej także dla ciebie? Bo musiałaś odrobić swoje lekcje, a jednocześnie pomagać w lekcjach dziecku?

[00:45:26]

A. PARYSZ: To jest kwestia rzeczywiście organizacji, więc tego było więcej, ale też tych wszystkich rzeczy, które są naokoło. Czyli emocji, nowości, z którą sobie trzeba było poradzić i takiej sytuacji bardzo dużej niepewności. To było bardzo duże obciążenie.

[00:45:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Niepewności, czy mój syn da radę?

[00:45:46]

A. PARYSZ: Niepewności… Wiesz co? Chyba tak. Też trochę. Bo ja się np. rzeczywiście bałam, czy moje dziecko udźwignie to emocjonalnie. Jak teraz sobie pomyślę, to tak, to takie obciążenie było duże.

[00:46:03]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Emocjonalnie, bo nie widzi kolegów? Emocjonalnie, bo musi być pochłonięty przez technologię przez 5 dni w tygodniu? Emocjonalnie, bo co?

[00:46:09]

A. PARYSZ: Wszystkie te elementy razem wzięte w całość, dodając do tego to, że jest to dziecko wrażliwe, emocjonalne, też na takim wczesnym etapie rozwoju i w takim momencie trochę też krytycznym, bo za chwilę będzie nastolatkiem, wchodzi w taki okres trochę dojrzewania i tutaj się dużo dzieje… A spadło na nich naprawdę bardzo dużo, włącznie z oczekiwaniami dorosłych i frustracjami dorosłych. I tutaj to trochę tak wygląda, że jak masz sporo osób, które same sobie nie radzą ze swoją sytuacją- a tak było, bo sobie przecież sami ciężko radziliśmy, ja wiem po sobie, że to nie jest coś, co się dosyć łatwo przyjmuje, taką zmianę – to dostawało się i obrywało się często dzieciom. Czy to na lekcjach, czy to czasami w domu, no nie? Bo napięcie po prostu wisi.

[00:47:10]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Justyna Suchecka, dziennikarka.

[00:47:18]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Choć pamiętam też sytuację, która była zawstydzająca z uwagi na zachowanie rodziców, kiedy uczeń przerwa, ale ja już czuję, że on tak ma. Ja nawet go nie karcę za to, ja po prostu cierpliwie słucham albo mówię do niego: „Za moment wrócę do ciebie, bo to jest kolejne twoje pytania, a inni jeszcze nie mieli tej szansy". Nagle wchodzi mama i przed kamerą, wprost, zaczyna opieprzać to swoje dziecko, że ono przerywa na lekcji. Więc trudno mi dyskutować z mamą, która nawet nie będzie słuchała tego, co mam do powiedzenia. Ale ten moment, kiedy wielu rodziców też nie zdało tej lekcji zaufania wobec własnego dziecka i jakby wypuszczenia go. Co z tego, że on idzie na piętro czy idzie do innego pokoju na te lekcje, ale on idzie do innego świata. Zostaw go w tym świecie, bo w szkole nie kontrolujesz przecież wszystkiego na bieżąco. A tutaj, cholera, ta pokusa była. Kontroluję, jestem na tej lekcji w pokoju obok i sprawdzam, czy oni na pewno dobrze to robią.

[00:48:06]

J. SUCHECKA: Dlatego że przecież tak jest, jak podwozisz dziecko do szkoły, to po prostu je tam wysadzasz na 8 godzin czy 6 – w zależności, w jakim jest wieku – i nie masz na to wpływu. Oczywiście, łatwo jest nam mówić, kiedy dziecko, które znamy jest w miarę samodzielne i posłuszne, i grzeczne, i lubi szkołę, i pewnie niektórzy mają trudniej… Ale – pamiętasz – wiosną, jak – to była jedna z najstraszniejszych historii – konkurs matematyczny Kangur, taki, co dzieci od pokoleń w Polsce się ekscytują. Były wyjątkowo dobre wyniki, bo rodzice rozwiązywali te testy za dzieci. Przecież to jest o tym: to, że ta pani okrzyczała swoje dziecko, to jest ta sama część historii. To jest: „Ja wiem najlepiej, jak ono się powinno zachowywać”, „Ja je będę kontrolować”, „Ja wiem, że wynik tego Kangura czy testu z matmy, czy karkówki z przyrody jest dla niego bardzo ważny i ja mu muszę pomóc”. Tylko właśnie ta pomoc i to dyscyplinowanie często przychodzi w złym momencie, w zły sposób- taki supertoksyczny. Bo przecież ani ten rodzic, który rozwiązał Kangura albo zatrudnić korepetytora do tego, nie pomógł swojemu dziecku, ani ta pani, o której mówisz, która powiedziała dziecku, żeby nie gadać. Ona też go niczego nie nauczyła, ona raczej mu pokazała, że źle się zachowało…

[00:49:23]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Nie wypada. To jest ta dulskość, która wyszła właśnie w tym pokoju.

[00:49:23]

J. SUCHECKA: I też jestem ciekawa, czy np. jakby ten chłopak przerywał swojej nauczycielce, to czy wtedy też by zwróciła uwagę, czy tylko zwróciła uwagę, jak przyszedł taki gość z zewnątrz i co on sobie pomyśli? Nie wiemy tego i to też jest trochę straszne.

[00:49:39]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka do spraw edukacji.

[00:49:45]

I. KAZIMIERCZYK: To jest zaburzenie relacji. To jest – po pierwsze – zaburzenie relacji na poziomie, znowu, prywatne – publiczne. Ale też zaburzenie na poziomie prywatność dziecka. To znaczy: w porządku, rodzic ma prawo wychowywać dziecko tak, jak chce i tak, jak umie najlepiej. Ale dziecko też ma prawo do swojej prywatności, do funkcjonowania w swoim świecie, do którego rodzic nie ma dostępu. To rzeczywiście dla rodziców jest supertrudna sytuacja, żeby umieć się po prostu pohamować i poskromić przed wchodzeniem z butami w świat dziecka.

[00:50:16]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Tak sobie to próbuję wyobrazić: jest grupa. Nie wiem, często to widziałem, kiedy się odprowadza dziecko na wycieczkę, bo wtedy wszyscy są. Nagle jeszcze poprawisz kurteczkę, jeszcze plecaczek, a ono mówi: „Już daj spokój! Wsiadaj do auta. Odjedź, proszę. Chcę już być sam". Nagle, kiedy wparowujesz do niego do pokoju, wszyscy to widzą i zaczynasz coś poprawiać, to jest ten element wstydu.

[00:50:36]

I. KAZIMIERCZYK: Jest. Oczywiście, że tak. Oczywiście. I ja wiem, że to jest bardzo trudno zrobić. Bo jak się o tym mówi i używa się racjonalnych argumentów, jak nawet: jesteśmy rodzicami i myślimy o tym, że przecież wychowujemy dzieci po to, żeby były samodzielne, żeby potrafiły pójść same na zakupy i jakoś utrzymać się w tym świecie z dużym komfortem, no to racjonalnie te argument dla nas bardzo trafiają. Ale jak przychodzi co do czego, to reagujemy na poziomie emocjonalnym, czyli cały czas myślimy o tym, że to dziecko wymaga naszego wsparcia, naszej pomocy, naszej opieki, takiego kwoczenia nad nim. I dla nas jako dla rodziców jest to też supertrudna lekcja tego, że my musimy naprawdę mocno oddzielić sferę prywatności naszego dziecka i szanować to, że ono ma swój czas, ma swoje przestrzenie, ma swoje poglądy, ma swoje zdanie, ma swoje wartości, które mogą być bardzo różne od naszych. I rzeczywiście teraz jest tak, że mamy trochę więcej możliwości czy też trochę więcej takich okien, żeby zobaczyć, że ten świat dziecka – po pierwsze – jest, a – po drugie – że on jest może trochę inny niż sobie wyobrażaliśmy. Więc rodzice też mają trochę moment takiej terapii szokowej, że nagle orientują się, że ich dzieci czymś żyją i żyją czymś innym albo żyją czymś bardzo intensywnie, o czym oni nie wiedzieli. Więc to też dla nas jako dla rodziców jest taki moment na lekką autoterapię i pomyślenie o sobie, jako o rodzicach i swojej roli rodzicielskiej. Oczywiście takie sytuacje, o których pan mówił, są karygodne i po prostu w tym momencie trzeba się powstrzymać, odliczyć do 10 i nie wchodzić, bo robimy – mówiąc kolokwialnie – straszną siarę naszemu dziecku.

[00:52:09]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jaki zatem był 2020 rok dla szkoły, szczególnie uczniów i nauczycieli? Co jest do nadrobienia i jaka będzie szkoła po powrocie? Posłuchajmy mamy Tymka.

[00:52:25]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czy to jest stracony rok w edukacji?

[00:52:28]

A. PARYSZ: Myślę, że dla wielu tak.

[00:52:29]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Na czym polega ta strata?

[00:52:30]

A. PARYSZ: Na takim zgłuszeniu – wydaje mi się, to jest moja opinia – na zgłuszeniu takiej naturalnej ciekawości dzieci. Na tym, że bardzo trudno będzie nadbudować, tak jakby rozbudzić chęć do nauki i takiego powrotu do tego systemu szkolnego. One będą miały taką… Bo wydaje mi się, że większość dzieci dalej ma taką naturalną ciekawość, która się gdzieś tam objawia w tym czasie wolnym pewnymi pasjami, ale to jest jeden z takich elementów. Drugi, to – wydaje mi się – że wielu nauczycieli po prostu straciło autorytet. I to będzie bardzo ciężko odbudować, bo oni nie mają relacji online z tymi dziećmi i po powrocie do klasy to będzie praca, którą trzeba będzie wykonać na nowo.

[00:53:24]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Leszek Janasik, dyrektor liceum w Milanówku.

[00:53:30]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Ta szkoła, którą będziemy mieli - nie wiem, czy ona będzie otwarta w 2021 roku na wiosnę czy na jesień, ale wierzę, że będzie - będzie inna. Inna, czyli jaka?

[00:53:40]

L. JANASIK: Po pierwsze: edukacja bardzo się rozwarstwi i jest to smutna refleksja po tych kilku miesiącach obserwacji całego systemu. Są szkoły, które zrobią gigantyczny skok właśnie w budowie relacji, jakości pracy, cyfryzacji. A są szkoły, które zostaną przy modelu sprzed marca ubiegłego roku. Moim zdaniem, stara szkoła już nie wróci. Te, które będą starały się wrócić do poprzedniego modelu zostaną daleko, daleko w tyle. Te elementy nauki cyfrowej, tych nowych relacji, zmiany roli nauczyciela powinny być kontynuowane. Powinniśmy wyciągnąć mądre wnioski i uczyć się na tych błędach, które żeśmy popełnili. Mieć cały w czas pamięci to, jak żeśmy pracowali, co żeśmy udoskonalali – tak, żeby nie zaprzepaścić tych miesięcy ciężkiej pracy. Stara szkoła już nie wróci.

[00:54:43]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Zmiana roli nauczyciela na jaką? Kim on teraz będzie? Wspomniał pan o tym, że to jest ktoś, kto musiał nauczyć się słuchać, musiał nauczyć się pytać, musiał trochę zejść z pewnego piedestału - w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wymuszonym też trochę przez sytuację. Kim on dzisiaj będzie?

[00:54:58]

L. JANASIK: Mogę powiedzieć z perspektywy liceum, bo nie jestem praktykiem na poziomie szkoły podstawowej i nigdy w niej nie pracowałem. Moim zdaniem, nauczyciel w tej chwili będzie bardziej drogowskazem. Będzie pokazywał, w którą stronę można się rozwijać, co jest pasjonującego w chemii, biologii, języku polskim czy w jakimkolwiek innym przedmiocie. A uczeń, który staje się powoli dorosłym człowiekiem, będzie musiał z któregoś tego drogowskazu skorzystać, już zacząć się rozwijać w kierunku, który uzna, że przyda mu się w życiu, że będzie chciał rozwijać pasje czy właśnie umiejętności związane z danym przedmiotem. I nauczyciel nie będzie, moim zdaniem, również już takim autorytetem związanym ze stuprocentową znajomością materiału. Bo skoro jesteśmy drogowskazem, to znaczy, że my nie wszystko musimy wiedzieć, nie wiemy, co jest na końcu. Gdzieś zaczynamy swoją przygodę edukacyjną, idziemy w kierunku geografii. Ale co znajdziemy na końcu tej drogi, to dużo zależy od ucznia. I to jest, wydaje mi się, niezwykle ważne. Bo wspominaliśmy o tym, że w tej chwili odpowiedzialność za to, co umiem, przesunęła się w kierunku ucznia i to troszkę zostanie. Jestem na lekcji, jak już wrócimy – ja zakładam, że we wrześniu dopiero – wrócimy do zajęć stacjonarnych, to ta świadomość odpowiedzialności za to, co wyniosę z lekcji pozostanie, mam nadzieję. Bo to była duża wartość dodana po tym całym trudnym okresie.

[00:56:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Czyli prawie mamy już na etapie liceum studia?

[00:56:48]

L. JANASIK: Tak.

[00:56:49]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Gdzie wykładowcy byli naszymi drogowskazami, to dziś już nauczyciel licealny będzie drogowskazem?

[00:56:53]

L. JANASIK: Moim zdaniem tak.

[00:56:56]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Mówi Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka do spraw edukacji.

[00:57:00]

I. KAZIMIERCZYK: Jeśli my wyjdziemy z tego doświadczenia z całą tą wiedzą, którą już w tej chwili mamy: jakie to ma konsekwencje, co to z nami jako ludźmi robi, z dorosłymi, z nauczycielami, z uczniami, z rodzicami, jak my wychodzimy, z jakimi refleksjami i z jakim doświadczeniem po edukacji zdalnej, to ten czas nie musi być stracony. On nie musi być właśnie taki do zawinięcia i do zapomnienia. To, co po edukacji zdalnej musi się natychmiast zadziać, to zdecydowanie więcej czasu, więcej relacji, trochę bardziej odpuszczenia, gonienia za stopniami, za tym, że szkoła to są sprawdziany i kartkówki. Trzeba naprawdę trochę pożyć i trochę dać uczniom odbudować te relacje. Bo relacje – wbrew pozorom – są w szkole najistotniejszą kwestią.

[00:57:45]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Gdybyśmy mieli wybrać jedną rzecz, którą na pewno trzeba poprawić w systemie, żeby w momencie ewentualnego - nie wiem - ponownego przymknięcie szkoły on jednak pomógł ją poprowadzić inaczej, to co to powinno być?

[00:57:59]

I. KAZIMIERCZYK: Wydaje mi się, że to bardzo łatwo się mówi, a bardzo trudno się robi. Odpuścić. To powinno być odpuszczenie na każdym poziomie. To znaczy: zacznę od rodziców. My jako rodzice powinniśmy trochę odpuścić wiarę w to, że dzieci trzeba w szkole cisnąć, że muszą mieć same piątki, że muszą być w najlepszym liceum, że muszą być absolutnie najlepsze ze wszystkiego. Bo w szkole i w dojrzewaniu nie chodzi o piątki, nie chodzi o to, żeby skończyć najlepsze licea… Ci z nas, którzy nas słuchają i byli w najlepszych liceach wiedzą, że to nie do końca tak jest, że najlepsze liceum…

[00:58:31]

REDAKTOR J. KUŹNIAR: Jeśli sami nie ogarniemy, to liceum za nas się nie ogarnie.

[00:58:34]

I. KAZIMIERCZYK: Tak. Nie funduje nam kariery na całe następne życie. To, co rzeczywiście nam pomaga, to jakość relacji, jakość kontaktu. Wiem, że mówimy o tym cały czas, ale to jest szalenie ważne i teraz, przy okazji szkoły pandemicznej, przekonujemy się o tym boleśnie. Odpuścić powinni też nauczyciele. Nauczyciele rzeczywiście mają obowiązek sprawdzania postępów w nauce, czyli sprawdzania, jak program jest realizowany. Ale nie oznacza to, że trzeba raz w tygodniu robić kartkówkę, a raz na 2 tygodnie sprawdzian. Bo to, jak to się kończy, to też wiemy z doniesień medialnych o rodzicach, którzy siedzieli pod stołem i podpowiadali uczniom rozwiązania albo konkursie matematycznym, gdzie to rodzice byli wygranymi w konkursie matematycznym, to się się stało w ubiegłym roku szkolnym. Więc nauczyciele też powinni odpuszczać. Elementem odpuszczania – bardzo ciekawy, poboczny wątek – są konkursy. Konkurs też jest takim obszarem życia szkolnego, w którym zachęcamy dzieciaki do współzawodnictwa. Ale nie współzawodnictwa, gdzie robimy coś razem, jesteśmy drużyną, bandą albo zespołem projektowym, tylko nagradzamy indywidualne wysiłki i tych, którym się coś udało. Natomiast kompletnie pomijamy tych, którzy włożyli w coś pracę, ale im się nie udało. Idziemy też w stronę uczniów, to też dla uczniów taki sygnał czy taka prośba, żeby też sami sobie trochę odpuścili.

Autor odcinka
Jarosław Kuźniar
Kuźniar Media

Multiinstrumentalista. Właściciel Kuźniar Media. Jego doświadczenie radiowe, prasowe, sceniczne i telewizyjne, pomaga w świecie budowania marek osobistych. Wspólnie z klientami rozwija ich wizje i nadaje kształt. Buduje nowe platformy dla relacji z odbiorcami, szkoli i inspiruje.

Używamy cookies, żeby indywidualnie odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Zasady przechowywania i dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.